PROJEKT DOM - RENOWACJA SZKOLNYCH KRZESEŁ

by - lutego 28, 2017

Jadalnia w moim małym białym domku przechodziła metamorfozy już kilkukrotnie. Wszystkie dotychczasowe mogliście zobaczyć już w poście z 2013 roku TUTAJ .
Wtedy też przyjęłam pod dach i odnowiłam stół i stare szkolne krzesła. Te meble są z nami nadal i dzielnie znosiły do tej pory wszelkie rodzinne posiedzenia, imprezy, odrabianie lekcji i wspólne posiłki.

Jak każde intensywnie użytkowane meble - i krzesła i stół po ponad trzech latach służby wołały już do mnie o pomoc i reanimację. Kolejną w ich życiu.



W pierwszej kolejności zabrałam się za krzesła i z początkiem roku poświęciłam - uwaga - JEDEN DZIEŃ na ich odnowienie.
Tak, muszę przyznać, że planowanie całego przedsięwzięcia zabrało mi o wiele więcej czasu niż sama realizacja tego planu.

Bardzo lubiłam białą wersję krzeseł - zwłaszcza na samym początku. Z czasem okazało się, że niestety walory estetyczne mebli, które są tak mocno eksploatowane, maleją z dnia na dzień. Mimo kilku warstw dobrej białej farby oraz bezbarwnego lakieru - siedziska pozostawiały wiele do życzenia. Kolor poszarzał i wyglądał na permanentnie brudny. Nie zdały egzaminu poduszki, przecieranie, szorowanie. Wiedziałam, że pora kolejny raz zabrać krzesła na warsztat, ale odwlekałam ten moment przez kilka kolejnych tygodni - wiecie jak ciężko jest poprawiać własną pracę?



Tym razem postanowiłam nie poddawać się i zrealizować plan, który miał być zrealizowany za pierwszym razem. Wtedy zabrakło mi do tego cierpliwości oraz porządnych narzędzi. Krzesła miały być wyczyszczone do gołego drewna - a w zasadzie do gołej sklejki. Bogatsza o doświadczenia w pracy z drewnem i rzecz jasna wyposażona w lepszy sprzęt niż trzy lata temu zabrałam się do pracy. Termin naglił - trudno jest funkcjonować w jadalni bez krzeseł.


Przede wszystkim umyłam siedziska i oparcia i wszystkie 12 elementów pokryłam preparatem do usuwania starych powłok. Po odczekaniu kilkunastu minut, gdy farba zaczęła puchnąć zabrałam się za skrobanie jej cykliną.


 Kochani - jeśli chcecie popracować nad bickiem - porzućcie siłownię na rzecz zdzierania starej farby! 24 powierzchnie, kilka złamanych paznokci i parę porządnych odcisków od cykliny później - elementy krzeseł mogły trafić pod szlifierkę. Wybrałam moją niezawodną małą szlifierkę mimośrodową, która świetnie radzi sobie z resztkami farby.


Krzesła oczyściłam na początku papierem o niskiej gradacji (80), a następnie użyłam papiery drobniejsze do wygładzenia zadziorów i rys (gradacja 180 i 240). Liczyłam się z tym, że nie będą oe idealne - lata służby (od 1977 roku!) zrobiły swoje - niektórych odprysków, bruzd i zatarć nie sposób było usunąć. Ale też nie zabiegałam o to specjalnie. Krzesła zachowały swoją historię.
Po oczyszczeniu nawoskowałam je woskiem w kolorze średniego dębu, a następnie woskiem bezbarwnym, polerując każdą warstwę bawełnianą szmatką.


Późnym wieczorem zabrałam się za montowanie elementów na umytych tylko stelażach. Całe szczęście - te zachowały się w bardzo dobrym stanie i nie musiałam ich ponownie malować.


Jak to zgrabnie podsumował mój mąż na zakończenie mojej całodniowej ciężkiej pracy - krzesła wyglądały dokładnie tak, jakbyśmy je właśnie wyciągnęli ze szkolnej piwnicy. 


Komplement? Na swój zawoalowany sposób i pamiętając pokryte niebieską i żółtą farbą olejną potworki, które po raz pierwszy zobaczyłam w moim domu prawie cztery lata temu - TAK! Uznaję to za komplement.
Myślę, że w tej postaci posłużą nam jeszcze jakiś czas. Choć przyznam Wam w sekrecie - ja już wiem jakie krzesła zagoszczą tu w następnej kolejności....ale ciiii.....


Tymczasem spektakularny efekt przemiany będzie widoczny dopiero gdy zobaczycie jak zmienił się nasz jadalniany stół. Czekajcie na kolejny post, opiszę w nim wszystko!

I jak, kto zabierze się teraz za odnawianie starego mebla?
Jeśli potrzebujecie porady, wskazówki, pomocy - piszcie i zaglądajcie na fanpage AnyTHING


You May Also Like

0 comments

ETYKIETY