2016/09/26

KĄCIK CZYTELNIKA INSPIROWANY NATURĄ

Dom bez książek jest jak dom bez okien. Nie potrafię sobie wyobrazić życia, w którym nie towarzyszą mi ukochane książki. W kącie sypialni przy wejściu od samego początku wymyśliłam sobie miejską dżunglę i miejsce do czytania. Wizja w głowie ułożyła się sama. Motywem przewodnim miała być natura. Stonowane kolory ziemi, tylko naturalne materiały. Wiklina, wełna, bawełna, glina, drewno.





Nasza sypialnia powstaje bardzo powoli. To duża zmiana w moim podejściu do remontów i urządzania. Już nie spieszę się by skończyć wszystko od razu. Bardzo starannie dobieram dodatki i elementy wyposażenia. Wiele prac wykonujemy sami, moje projekty dojrzewają i nabierają kształtu najpierw w mojej głowie, potem na papierze i w programach graficznych. Potem zamykam się w warsztacie. Albo okupuję TEN garaż brudząc w nim co niemiara.
Remont zaczął się zimą, rzecz jasna od malowania ścian, a raczej odmalowania, ponieważ zawsze były białe. Ogromną metamorfozę przeszła część garderobiana - ale tę pokaże innym razem - jeszcze musicie trochę poczekać. Podstawowe meble wymieniliśmy na proste białe z IKEA (zobaczcie nową sypialnię TUTAJ).
Pamiętacie jak pytałam Was o wybór regału na książki w TYM POŚCIE? Regał...nadal się nie pojawił :) Jednak w tej chwili nie jestem już do końca pewna, czy jest tam potrzebny.




Bardzo długo zbierałam się do zrobienia regału na książki. Koncepcje zmieniały mi się ogromnie, raz nowoczesne kubiki, potem odnowiona komoda z lat 60-tych. Kiedy poszukiwania tejże były bezowocne poddałam się na kilka tygodni ograniczając się do zaglądania regularnego na olx i do komisów meblowych. Niedawno nawet miałam już w koszyku mebel z Ikei, ale w ostatniej chwili zrezygnowałam z zakupu.

Impulsem do dokończenia tego kącika stał się dywan. Nie byle jaki dywan. Kabir od Sukhi. Wyczekiwany przeze mnie przez kilka tygodni. Tkany dla mnie ręcznie w Indiach, z filcowanej wełny sprowadzanej aż z Nowej Zelandii. Kiedy położyłam go w sypialni i stanęłam na niego bosą stopą po raz pierwszy... tego uczucia nie da się opisać. Miękko, puszyście, niesamowicie ciepło i bardzo, bardzo przyjemnie. 





Wystrój tego kącika jest bardzo prosty. Zwykła biała drewniana, pomalowana na biało półka na książki, które jeszcze czekały w kartonach (w innym miejscu sypialni mają już swój kąt).  Gliniane i ceramiczne donice z kwiatami. Jutowa makrama, która dostała nowe życie - pamiętam jak wisiała w moim rodzinnym domu gdy byłam dzieckiem. Gruby filcowy dywan Sukhi. Drewniany dębowy stolik i sosnowy kwietnik, które zrobiłam sama. Wiklinowy fotel bujany. Trochę z przypadku, bo przyciągnęłam go z pokoju córki w ramach zastępstwa za fotel z lat 60'tych, który przechodzi metamorfozę w warsztacie. Ale wpasował się tu tak idealnie, że nie wiem, czy chcę go teraz zamienić na inny. Cudownie lekka bawełniana fouta i tkana poducha, które delikatnie otulają i grzeją.




Od kiedy zainteresowałam się w jaki sposób i z jakich materiałów powstają rzeczy, którymi się otaczam, coraz wnikliwiej dobieram wszelkie dodatki do domu i do garderoby. Zwłaszcza tutaj - w sypialni, gdzie odpoczywam, ładuję akumulatory, śpię. Myślę, że dojrzałam do takiego momentu w życiu kiedy nie muszę mieć wszystkiego już, od razu.

Bardzo starannie dobieram elementy wyposażenia. Nie szukam tanich zamienników, powstających maszynowo, ze sztucznych tworzyw. Nie kupuję ich tylko dlatego, że są ładne. Od kiedy sama jestem rzemieślnikiem mam świadomość, że produkty wykonywane ręcznie mają swoją cenę. I nie jest to tylko cena wyrażona w walucie. To cena pracy ludzkich rąk, to poświęcony czas, to wyselekcjonowane materiały. Jeśli nie mogę sobie pozwolić na zakup, a przedmiot nie jest mi niezbędny, odpuszczam. Czekam cierpliwie aż nadarzy się okazja by kupić to czego naprawdę potrzebuję i co nie jest masową produkcją. 


Dlatego tak bardzo spodobała mi się filozofia firmy Sukhi i przyznam, że czytanie opisu powstawania mojego dywanu było równie fascynujące jak oglądanie ulubionego programu "Galileo" czy "Jak to jest zrobione" na Discovery:) Gręplowanie, przędlarki, prządki, zgrzeblarki.

 Sami przeczytajcie TUTAJ.

I jeszcze jedno. Ludzie. Za każdym przedmiotem tworzonym ręcznie stoją ludzie. Nie maszyna wypluwająca serię identycznych rzeczy. Człowiek. Jego zręczne dłonie, uśmiech, może czasem łzy, bagaż doświadczeń, jego umiejętności, talent, ciężka praca. I to jest najpiękniejsze. 






A czy wiecie co oznacza sama nazwa SUKHI? To po nepalsku SZCZĘŚCIE.

 No cóż, z takich małych przyjemności składa się właśnie szczęście. Bo dla mnie szczęście to dobra książka, ciepło pod stopami, spokój jaki budzi we mnie to miejsce i mój dom.





Sami powiedzcie - nie chcielibyście tu odpocząć? Poczytać książki?






Post został stworzony we współpracy z marką SUKHI.

Na zdjęciu wykorzystano:
dywan Kabir - Sukhi
fotel wiklinowy bujany - Ikea
donice - Ikea
stolik dębowy - AnyTHING
kwietnik sosnowy - AnyTHING
świecznik metalowy - AnyTHING
poducha bawełniana - Westwing
fouta 100% bawełna - Westwing

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka