2016/08/12

KAŻDA PRACA POPŁACA - #myFirst7jobs

Wszystkie moje wcześniejsze prace składają się na to kim jestem dziś, co umiem i jak radzę sobie w życiu zawodowym. Jaką naukę można z tego wyciągnąć?























Zastanawialiście się kiedyś w ilu miejscach zdarzyło Wam się już pracować i czego Was to nauczyło?


W kilku miejscach w sieci widziałam już przewijający się haschtag #myfirst7jobs, ale dopiero przeczytany artykuł u Kasi z bloga Simplicite zmobilizował mnie do zastanowienia się nad kontekstem tej zabawy. Wspomnienie swoich pierwszych siedmiu prac, spojrzenie na nie z boku i opisanie zdobytych dzięki nim umiejętności.  

Pierwszą moją myślą było

Przecież ja nie pracowałam w 7 miejscach!


Ale później zastanowiłam się, zaczęłam liczyć...okazało się, że było ich nawet więcej - zanim dotarłam do punktu, w którym jestem dziś. Tak wiele?

Patrząc na nie z perspektywy osoby trzeciej każda z moich wcześniejszych prac była zupełnie inna. Każda nauczyła mnie czegoś wartościowego, pozwoliła poznać własne możliwości, granice, oczekiwania. 



#myfirst7jobs


1. Zbiory czereśni i truskawek


Koniec podstawówki. Początek lata. Wstawanie skoro świt i jazda rowerem do oddalonych o kilka kilometrów małych sadów. Razem z ciocią, siostrą i kuzynami. W zasadzie choć była to praca wymagająca i raczej słabo płatna ja wspominam ją jako dobrą zabawę. Wyścigi kto zbierze więcej, kto wejdzie wyżej.


Czego się nauczyłam:
Pokonywania lęku... wysokości. Chęć rywalizacji i posiadania własnych pieniędzy okazała się większa niż strach prze wspinaniem się na drzewa. 


2. Portrecistka


Pod koniec podstawówki planowałam zdawać do liceum plastycznego. W ósmej klasie mocno ćwiczyłam warsztat, brałam udział w konkursach plastycznych i zaczęłam malować portrety. Byłam w tym czasie fanką The Kelly Family (sic!) i podczas ich koncertów w Polsce poznałam mnóstwo osób, które zaczęły zamawiać u mnie i kupować portrety swoich idoli. Produkcja trwała w najlepsze przez prawie dwa lata. Miłość do portretowania rozwijała się w liceum i na studiach i pozostała do dziś i coraz częściej myślę o powrocie do tego hobby... jako hobby.

czego się nauczyłam:
Poznawania potrzeb moich "klientów", przyjmowania krytyki swoich prac i tego, że na hobby i robieniu tego, co się lubi można zarabiać pieniądze. Później nie było to dla mnie takie oczywiste i zgubiłam gdzieś wiarę w to co odkryłam jako nastolatka

Wszystkie moje wcześniejsze prace składają się na to kim jestem dziś, co umiem i jak radzę sobie w życiu zawodowym. Jaką naukę można z tego wyciągnąć?

3. Korepetytorka


W drugiej klasie liceum przeniosłam się do liceum w Niemczech w ramach unijnego programu partnerskiego i spędziłam tam kolejne trzy lata przygotowując się d międzynarodowej matury. Siłą rzeczy wszystkie przedmioty wykładane były po niemiecku więc mocno doskonaliłam swoje umiejętności językowe. W czasie wakacji i ferii zimowych - gdy wracałam do domu - dorabiałam jako korepetytorka ucząc dzieci, młodzież i dorosłych języka niemieckiego.

czego się nauczyłam
Znajomość danej tematyki nie zawsze idzie w parze z umiejętnością przekazywania jej dalej. Uczenie innych przynosiło mi satysfakcję, ale było też dużym wyzwaniem, zwłaszcza w przypadku dzieci. Ta praca nauczyła mnie cierpliwości i elastyczności.


4. Kelnerka w smażalni ryb


Pierwsza "etatowa" praca. Lato po maturze, smażalnia ryb nad morzem. Praca fizyczna od rana do późnego wieczora, krótki sen w malutkim pokoiku na poddaszu razem z kilkoma innymi pracownikami.

Czego się nauczyłam:

Jak rozmawiać z "trudnymi" marudzącymi i niezadowolonymi klientami by wszyscy byli zadowoleni. Jak rozwiązywać konflikty z ludźmi i jak... postawić się szefowi, który wykorzystuje pracowników. Słowem - lekcja asertywności.


Wszystkie moje wcześniejsze prace składają się na to kim jestem dziś, co umiem i jak radzę sobie w życiu zawodowym. Jaką naukę można z tego wyciągnąć?

5. Kasjerka w supermarkecie


Początek studiów. Jedyna praca jakiej się podjęłam i nie ukończyłam w zaplanowanym czasie. Jedyna praca, która doprowadziła mnie do wyczerpania i łez. Wstawałam przed godziną piątą by pociągiem dojechać do Szczecina i dobiec kilka km do supermarketu. Praca na kasie od 7 do... momentu aż pozwolono mi opuścić stanowisko. A potem biegiem na uczelnię na studia wieczorowe i powrót do domu około 22. Teoretycznie pierwsza moja praca na umowę, zawartą poprzez biuro pośredniczące w zatrudnianiu studentów. Czysty wyzysk, wykorzystywanie naiwnych młodych, nieludzkie warunki. Miałam wytrzymać do grudnia, by móc kupić bliskim prezenty i opłacić choć część studiów. Zrezygnowałam po dwóch miesiącach, gdy w listopadzie po miesiącu pracy otrzymałam 390 zł!

czego się nauczyłam:
Trzeba czytać umowy i podpisywać je PRZED podjęciem pracy. Nauczyłam się szacunku do kasjerów i pracowników sklepów. Wiem, że nie jestem w stanie siedzieć cicho i zaciskać zęby gdy dzieje się krzywda mnie lub innym współpracownikom. Nie zrobię wszystkiego dla pieniędzy.


6. Obsługa klienta w biurze podróży i ubezpieczalni


Od pierwszego roku studiów, trzy lata. Zaczęłam od stażystki "przynieś, podaj. pozamiataj". Szybko awansowałam do obsługi klientów, a później na obsługę ubezpieczeń. Nadal studiowałam wieczorowo i dojeżdżałam na uczelnię. W zamian za to pracowałam także w soboty. Wprowadziłam innowacje do biura, skomputeryzowałam system obsługi ubezpieczeń, zaliczałam kursy i szkolenia ubezpieczeniowe i jednocześnie nadal obsługiwałam stanowisko turystyczne. I przez trzy lata nie dostałam podwyżki. Do końca pracowałam za minimalne wynagrodzenie. I byłam "dziewczynką do bicia", nie nagradzaną i nie docenianą za sukcesy, ale karaną za niepowodzenia. Po trzech latach znalazłam inną pracę i z dnia na dzień złożyłam wypowiedzenie.

Czego się nauczyłam:
Mimo złych wspomnień ta praca dała mi bardzo wiele. Nauczyłam się organizacji, planowania pracy, podejmowania odpowiedzialnych zajęć i ponoszenia konsekwencji. Niestety brak motywacji zdusił chęć do dalszego rozwijania się.


7. Menadżer produktu w szwedzkiej spółce


Praca, którą lubiłam ogromnie i która pozwoliła mi rozwinąć skrzydła. Nie do końca czułam się komfortowo - jako introwertyk - będąc handlowcem i marketingowcem. Ale doskonale sobie radziłam i pracodawcy - choć wymagający - umiejętnie podkręcali mnie i motywowali by dawać z siebie więcej i być bardziej. Świetne wynagrodzenie, fajni ludzie, pełny "socjal", wyjazdy służbowe, konferencje, pokazy produktów, szkolenia. Mnóstwo wyzwań, które podejmowałam z chęcią. Słuchający pracowników szefowie i kadra. Uwierzyłam w siebie, w to, że potrafię, mogę więcej i zasługuję też na więcej.

Czego się nauczyłam
kreatywności, organizacji, pracy w zespole, efektywnego działania pod presją i w stresie. Tego, że pracując ciężko i dając z siebie wszytko można zajść daleko. Odkryłam też to, że lubię pracować samodzielnie, brać odpowiedzialność sama. Oraz tego, że tabelki i wykresy nie zawsze odzwierciedlają trud włożony w dany projekt. W tym czasie pierwszy raz pomyślałam, że chcę kiedyś pracować "na swoim".


Wszystkie moje wcześniejsze prace składają się na to kim jestem dziś, co umiem i jak radzę sobie w życiu zawodowym. Jaką naukę można z tego wyciągnąć?


Wszystkie moje wcześniejsze prace składają się na to kim jestem dziś, co umiem i jak radzę sobie w życiu zawodowym. Jaką naukę można z tego wyciągnąć?

Żadna praca nie hańbi. Często marzymy o czymś nierealnym, nieosiągalnym nie walcząc o to, nie wspinając się mozolnie krok po kroku. Narzekamy, że się nie da, że nie można, że niemożliwe. 


Nikt z nas nie urodził sie dyrektorem, znanym wynalazcą, cenionym artystą, rzutkim przedsiębiorcą. By znaleźć swoją drogę trzeba pracować. I nie trzeba być od razu w pierwszej dziesiątce Forbes'a by być szczęśliwym i spełnionym zawodowo.


Jakie było Waszych 7 pierwszych prac? Czego Was nauczyły? 
Bardzo chciałbym poznać Wasze historie i wnioski!


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka