2016/07/16

"MÓW DZIECKU, ŻE JEST DOBRE, ŻE MOŻE, ŻE POTRAFI"


Cytowane w tytule posta słowa Janusza Korczaka najchętniej dawałabym rodzicom przy narodzinach dziecka i w każde jego urodziny. Jak łatwo jest kochać taką małą istotkę owiniętą w kocyk, bezbronną, całkowicie od nas zależną. I jak z czasem coraz trudniej być bezkrytycznie zakochanym. Kiedy coraz częściej mówi nie, ma swoje zdanie, wykrzykuje je w gniewie. A Ty tylko chcesz chronić, schować pod kloszem, by było bezpieczne.

Nie dotykaj, zostaw, jesteś za mały, ubrudzisz się, skaleczysz się, to nie dla Ciebie, nie poradzisz sobie...

Nie uchronisz dziecka przed całym złem tego świata! Może zamiast chować je pod kloszem przygotuj je by umiało sobie radzić z bólem, stresem, nerwami. Jak wielu znam rodziców, którzy chcąc w dobrej wierze chronić dzieci po prostu je wyręczają i kurczowo trzymają jak najbliżej siebie.



W tym roku moje dzieci - lat sześć i osiem - po raz pierwszy spędziły tydzień na obozie i kolonii. Bez rodziców. Poza domem. I za każdym razem gdy mówiłam o tym kolejnej osobie spotykałam się z mnie więcej taką reakcją

Ojej! Takie maluchy? Nie boisz się? To chyba za wcześnie.
Moja córka/ mój syn nie daliby rady.
Nie w tym wieku.
Mają jeszcze czas.
Za bardzo będą tęsknić.
Nigdy beze mnie nie wyjeżdżają.

Na moją sugestię "A może spytaj Kubę, Frania, Zosię, Kasię czy chce pojechać?" od razu mówią

"Jasne, na pewno by chciał/chciała, ale ja znam ją/go lepiej. 
Będzie płakać. 
Jest za mała/za mały"

I ja po każdej takiej rozmowie zastanawiam się czy to ja jestem tak wyrodną matką, czy może to rodzice są nadopiekuńczy?
Czy ja się nie boję? Hej! Jasne, że się boję!
Nie mogę i staram się jednak tym strachem nie obarczać dzieci.


Chcę żeby się rozwijały, by umiały odnaleźć się wśród ludzi, nawiązywać kontakty, nie bały się podejmować wyzwań, radziły sobie z własnymi lękami, strachem, nieśmiałością. Próbowały nowych rzeczy, doświadczały, uczyły się. Czasem się sparzą, zrobią błąd, zasmucą, zawiodą. Chcę, żeby fakt, że są pyskate i wygadane działał na ich korzyść, więc popycham czasem na głeboką wodę.

Kochani, nauczmy dzieci, że to co nieznane jest dobre, ekscytujące, dostarczy dobrych emocji. Nastawienie rodzica zawsze udzieli się dziecku. Jeśli my będziemy przy nim przerażeni i sparaliżowani strachem to nie dziwmy się, że maluch będzie przestraszony i płaczliwy. I nie odważy się spróbować.


Pomyśl sam - jeśli masz skoczyć na bungee jakie słowa zadziałają lepiej?

Jej, nie boisz się? skocz i już będzie po wszystkim, zaciśnij zęby, zamknij oczy i jakoś dasz radę" 

Czy może 

"O kurcze, ale frajda! Spróbuj, a nie pożałujesz! Ale ci zazdroszczę! Fantastyczna sprawa"


Teraz przełóż to na własne relacje z dziećmi.
Kiedy wybieramy razem kolonię czy obóz, potem przygotowujemy się, robimy zakupy, pierzemy ciuchy i rozmawiamy o czekających atrakcjach nie pytam co chwilę

 "Boisz się? Będzie dobrze, niedługo wrócisz do domu, wytrzymasz, to tylko tydzień"

Opowiadam o swoich koloniach i wycieczkach gdy byłam w podobnym wieku. Planujemy, cieszymy się, mówię

"Ale będzie super. Fajnie, że jedziesz, co? Zazdroszczę Ci tych wszystkich przygód, sama bym pojechała" 

Efekt? Moje dzieci rysują kalendarze, w których skreślają dni do momentu gdy mogą wsiąść do pociągu. Pakują się tydzień przed kolonią, w nocy przed wyjazdem nie mogą spać i piszczą z radości od samego rana. Jeśli pojawia się strach to zostaje zdominowany przez radośc i oczekiwanie.


Kiedy dzwonię do nich wieczorem nie pytam od razu na wstępie

"Bardzo tęsknisz? Płaczesz? Chcesz do domu?"

Chcę by opowiadały jak spędziły dzień, ekscytuję się razem z nimi słuchając o strzelaniu z łuku i szyciu baletowej sukienki. Kiedy słyszę w głosie, że jest kryzys to nie uderzam w płaczliwy ton, ale rozweselam, zmieniam temat. Mówię, że przytulam mocno, i że jak się zobaczymy po powrocie to będziemy się przutlać ile wlezie.


Kochani, pozwólcie dzieciom na nowe doświadczenia! Nie mówcie im, że są za małe, że nie dadzą rady. Nie uchronicie ich w ten sposób, ale zaniżycie poczucie własnej wartości i zaburzycie wiarę we własne siły.


I mówię to jako matka popełniająca chyba wszystkie błędy dydaktyczno-wychowawcze, a nie super niania. Narzekam na te moje dzieci, że pyskate, że krnąbrne, że pokoju nie sprzątają, naczyń do zlewu nie wstawiają. Że czasem coś wykrzyczą przykrego w gniewie zaciskając te małe piąstki. Mówię, że charakterne, że coraz ciężej jest opanować. Siebie, dzieci, nerwy. Czasem oceniam zbyt krytycznie moje dzieci, siebie jako matkę. Dlaczego mnie nie słuchają? Co robię nie tak? Czy to jest normalne, że są aż tak uparte?

A potem myślę sobie -Ej, przecież fajne te moje dzieciaki są!

Zdjęcia: UKS Spartakus
Mój sześcioletni Antek został okrzyknięty najlepszym obozowiczem. Najmłodszy w grupie, spędził pięć dni pod namiotem, strzelał z łuku, karabinku, bawił w nocne pochody w lesie, rozpalał ognisko, sprzątał obóz, wspinał się w parku linowym, jeździł czołgiem i uczył robić sztuczne oddychanie. Pocieszał 11 letnich kolegów gdy ci wieczorem płakali za mamą, jako jedyny upiekł kiełbaski dla wychowawców, a nie tylko dla siebie. Powiem Wam, że słuchając pochwał na jego temat od opiekunów czułam jak moje serce rośnie. Fajnego małego faceta mam w domu. A za rok? Za rok Antek chce zaliczyć trzy turnusy pod rząd!


Dziś wieczorem wraca Matylda i już nie mogę się doczekać opowieści kolonijnych, o koleżankach, zielonej nocy, chrzcie, zajęciach i kąpaniu w jeziorze. I nie mogę się doczekać kiedy ją przytulę i przez parę dni pozwolę na wszystko :)

Tęskniłam jak diabli, ale z ręką na sercu mogę powiedzieć tym, którzy się boją!

Nie pozwólcie by strach hamował Was, a przede wszystkim Wasze dzieci!
One są dobre, mogą i potrafią! Tylko musicie dać im szansę.



                                                              




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka