2016/04/21

ŻYCIE BEZ GLUTENU - JAK UGOŚCIĆ ALERGIKA?


Nie jem glutenu od ponad dwóch lat. Tak naprawdę nie zauważam tego już na codzień. Ale kiedy wychodzę"do ludzi" nagle uświadamiam sobie, że to nie jest jednak "NORMALNE" i nadal budzi mieszane uczucia. Wiem, dieta bezglutenowa to hit ostatnich lat, wszyscy na niej są. Ale nie wszyscy muszą. I nie wszyscy powinni. Uważam, że dobre zboża - jak żyto czy orkisz i owies nie powinny być ot tak wykluczane z diety. Dla kaprysu lub mody. Jasne, biała mąka tak naprawdę nie powinna pojawiać się w zdrowej kuchni (ale jakże smakują naleśniki z niej sporządzone - doceni tylko ten, komu ich zabroniono!). Ale do brzegu.
Moja dieta nie jest dietą , jak widać na zdjęciach nie jestem kruszyną :) Można dobrze i smacznie zjeść nie patrząc nawet w stronę produktów z glutenem. To raczej styl życia, wymuszony co prawda, bo należę do tych szczęsliwców uczulonych na gluten, ale jednak w pełni przeze mnie akceptowany i lubiany. Ja lubię jeść, lubię nowe smaki, lubię eksperymenty w kuchni, zwłaszcza te słodkie. Lubię zaskakiwać tych, którzy na wieść o mojej przypadłości robią smutną minę i tak bardzo mnie żałują. Bo ja taka biedna, nic mi nie wolno.


Dziś apeluję i przekonuję. My - tak zwane BEZGLUTY - naprawdę nie głodujemy. Nie jesteśmy biedni, poszkodowani i wytrąceni poza nawias społeczny. Nie ukrywamy się w naszych domach, lubimy spotkania przy wspólnym stole i absolutnie nie chodzimy wszędzie ze swoim jedzeniem w plastikowych pojemniczkach. 
Kochani znajomi, przyjaciele, rodzino. Nie bójcie się zapraszać nas na kolację czy kawę. Nie stawajcie też na głowie gdy dowiadujecie się o preferencjach gościa z nietolerancją. 
Tak jak ja mam prawo odmówić spróbowania potrawy, która może mi zaszkodzić, tak Wy macie prawo nie wiedzieć o mojej chorobie lub nie znać zasad diety bezglutenowej. Nie dajmy się zwariować. 
Jak to wygląda w praktyce? Pamiętam jak ogromnie spodobała mi się reakcja gospodarzy - Ani i Ricardo - na kolacji w Villi Świerkowa Dolina kilka miesięcy temu (zobaczcie TUTAJ). Muszę przyznać, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczyli. Ricardo - znakomity kucharz, Włoch - zaserwował nam  - a jakże! - makarony w różnych odsłonach. Na moją prośbę o podanie samego sosu na moim talerzu pojawiło się to samo danie...z ryżem. Nie było paniki, popłochu. Szybkie pytanie - możesz ryż? i już po wszystkim. Było pysznie, bez skrępowania z mojej strony i ze strony gospodarzy.
Ale nie zawsze tak jest. 


Kiedy odwiedza Was osoba dotknięta nietolerancją, lub z wyboru reygnująca np. z mięsa czy nabiału to wystarczy, że przypomnicie sobie kilka prostych zasad, które i Wam i gościom pomogą szybko uporać się z krępujacą sytuacją:

  1. Nie żałujcie i nie współczujcie. Wszelkie "ojeeej, o matko, co Ty jesz?, ale jesteś biedna" są zbędne. W moim przypadku sprawiają, że czuję się nieswojo i mam wrażenie, że jestem dla gospodarza kłopotem.
  2. Pytajcie! To, że ja doskonale znam zasady diety nie oznacza, że wy też musicie. Macie prawo nie wiedzieć i to żaden wstyd. Dlatego pytajcie bez skrępowania. 
  3. Nie namawiajcie na spróbowanie potraw, których nie mogę jeść. Bo mają tylko troszkę mąki/bułki. I nie ukrywajcie, że potrawa ma ten składnik (tak, to też się zdarza). Różne są powody rezygnacji z określonego jedzenia, ale trzeba uszanować poglądy i zdrowie gościa. Ja na początku próbowałam potrawy nie chcąc krępować gospodarza. Jednak dojrzałam do tego, że moje zdrowie jest tu najważniejsze. Więc odmawiam. Grzecznie. I tłumaczę dlaczego.
  4. Postawcie na stole owoce i warzywa. To zawsze działa :) Gdy mam przed sobą miskę z owocami niestraszne mi wtedy patery z ciastem. Wędlinę, ser czy warzywa mogę zjeść bez pieczywa. Ziemniaki ryż i kasza z warzywami i surówką są świetnym i sycącym obiadem. I nie jest mi z tym źle. Pod warunkiem, że i Wam nie jest!
  5. Jeśli wiecie wcześniej o diecie gościa to miłe kiedy przygotujecie coś specjalnie dla niego. Ale nie jest to konieczne. Naprawdę. Żadne faux pas, dramat czy niepoprawność z Waszej strony. Tylko zachowacie zasady z punktów 1-4 :)
  6. Nie czujcie się skrępowani lub obrażeni jeśli czasem przychodząc do Was wezmę ze sobą np. domowe ciacho. To sposób na oswajanie innych z moją dietą i pokazanie tego, że mogę smacznie i estetycznie zjeść, a Wy razem ze mną!


To jak Kochani? Kto odważy się zaprosić mnie na kawę (no dobrze - herbatę, bo kawy również nie pijam). Nie gryzę, nie płaczę nad pustym talerzem i nie narzekam na niegościnność. Serio!




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka