Dlaczego bycie smutnym jest złe?

by - marca 17, 2016

Żyjemy w świecie, w którym TRZEBA być optymistą. Musimy być weseli, zadowoleni z siebie i innych, musimy tryskać dobrym humorem, a na pytanie "co słychać" odpowiadać amerykańskim "Wszystko okej!".
Nie wolno nam być smutnym. Ba, na pewno nie złym! Trzeba mieć lśniący czystością dom, fajne auto, zęby, co lśnią jak z reklamy Colgate gdy obdarzasz wszystkich swym pięknym uśmiechem, który przecież ZAWSZE gości na Twojej twarzy. Skarpetki w szafce są posegregowane i ułożone wg palety barw, Twoja praca to twoja pasja i co dzień biegniesz do niej w podskokach. Dzieci są grzeczne, miłe, koniecznie obdarzone jakimś wyjątkowym talentem. Nigdy nie pyskują i nie trzaskają drzwiami. Maż zasypuje Cię kwiatami na każdym kroku i komplementuje, a w każdą niedzielę przynosi do łóżka śniadanie z różą w zębach (także lśniących i bielutkich)!
Zawsze wyż!



Wpadamy w swoje własne sidła. Nie pozwalamy sobie na smutek i zwątpienie. Czytamy mądre poradniki, bierzemy udział w szkoleniach z zarządzania czasem, by móc więcej, lepiej, dalej, mądrzej. I kiedy nagle przychodzi ten moment, kiedy poczujemy smutek, rozczarowanie, to te zakazane uczucia nagle odbierają nam zdolność do robienia czegokolwiek. Przeradzają się w gniew, frustrację. 
Dlaczego nie umiem tak jak inni, co ze mną nie tak?
Dlaczego marnuję cenne sekundy mojego życia na łzy?
Muszę działać. Powinnam działać, osiągać szczyty, wspinać się na swój własny Everest. 

Smutkowi trzeba szybko zaradzić. Może ćwiczenia, bieganie? A może nowy kurs samodoskonalący? A może leki? przecież leki szybko poprawią mi nastrój, tak żeby się chciało. Tak, koniecznie leki!
Smutek to wróg publiczny numer jeden. Samo zło!


NIEPRAWDA!

Smutek jest potrzebny. Smutek trzeba przeżyć. A przede wszystkim smutku nie można ignorować. To takie "ferie" od bycia doskonałym. Nasze ludzkie oblicze.  

Smutek pojawia się kiedy coś nam się nie udaje. Kiedy zostaniemy zranieni. Kiedy ogarnia nas niemoc i czujemy się bezradni. Pomaga nam "lizać rany", dojść do siebie, wyciągnąć wnioski. Albo zaakceptować nową sytuację. I mówię tu zarówno o dużych emocjach gdy zostajemy głęboko zranieni, jak i o małych codziennie dopadających nas smuteczkach. Ja smucę się, bo maszyna mi się zepsuła, bo gdzieś daleko wybuchła bomba i ludzie uciekają przed wojną. smucę się, bo moje dziecko rozbiło kolano, bo nie udało mi się dokończyć projektu. 
Kiedy dostałam swoją pierwszą reklamację na produkt, który sprzedałam, poczułam się okropnie. To dosłownie podcięło mi skrzydła. W jednej minucie straciłam całą pewność siebie, zwątpiłam , ze to co robię jest dobre. Pojawił się smutek. A ja z nim nie walczyłam, pozwoliłam sobie na to uczucie, bo ta sytuacja była dla mnie nowa. Musiałam to "przetrawić". Wyżaliłam się mężowi, skuliłam w kłębek na kanapie i nie robiłam absolutnie NIC do końca dnia. Dałam sobie zielone światło na bycie smutną, bo tego potrzebowałam. Potrzebowałam czasu na zaakceptowanie nowej sytuacji.
I tu jest jedna pułapka. Dalej miałam dwa wyjścia. Albo przejść płynnie do użalania się nad sobą nie robiąc nic dalej. Rzucić to wszystko "w cholerę". Albo wyciągnąć konsekwencje, zrozumieć przyczynę swojego smutku. Czasem trwa to u mnie kilka chwil, dzień. Czasem kilka dni, gdy coś dotknie mnie bardzo mocno. 


Najtrudniej jest zaakceptować fakt, że pozwolenie sobie na smutek "zabiera" cenny czas. Otóż nie. On nam DAJE CZAS na odróżnienie tego na co mamy wpływ i co możemy zmienić by po raz kolejny nie smucić się z tego samego powodu, od tego na co wpływu nie mamy i z czym musimy się po prostu pogodzić. 
Musiałam pogodzić się z tym, że tworząc produkty na zamówienie czasami nie spełnię oczekiwań zamawiających. Nie mam wpływu na gusta i wyobrażenia klienta. Wyciągnęłam wniosek. Muszę stworzyć jasną i czytelną procedurę zwrotów tak, by klient znał jej zasady i czuł się komfortowo nawet w tak niemiłym dla niego i dla mnie momencie. 
Mam natomiast wpływ na sam produkt. Może mogę go jeszcze ulepszyć? Może dokładniej opisać zaznaczając możliwe dla rękodzieła niedoskonałości, jak wybarwienie drewna, spękania, słoje? Może uprościć i dołączyć formularz zwrotu? Opisać procedurę w regulaminie sklepu?
Smutek jest bolesny dla naszego JA, bo ujawnia nasze niedoskonałości i zmusza nas do dostrzeżenia swoich wad. A my tego nie lubimy! Ale dobrze przeżyty smutek uwalnia od poczucia winy i od frustracji. Bo musimy zrozumieć, że nie panujemy nad wszystkim co nam się przytrafia, nie wszystko możemy przewidzieć wcześniej. I nie jesteśmy odpowiedzialni za całe zło tego świata, które czasem na nas spada. I na pewno nie jest to nasza wina, albo jeszcze lepiej KARA za to co robimy źle.

Dlatego nie bójcie się smutku Kochani. Jeśli będziecie go unikać, udawać, że go nie ma - on nie zniknie. Będzie trwał i trwał. Będzie narastał, aż w końcu zaczniecie wątpić w siebie. A wtedy to już nie będzie tylko smutek. To będzie prosta droga do depresji i braku samookceptacji. 

Dzisiaj dostajesz ode mnie zielone światło! 

WOLNO BYĆ SMUTNYM.


Bycie smutnym jest okay. Weźmy się za bary z emocjami, które czujemy, posmućmy się, przeróbmy co nas uwiera i uwolnijmy się od tego!
I błagam, kiedy ktoś jest smutny nie mówcie mu "uśmiechnij się, to nic takiego!". To nigdy nie działa jak powinno. Podobnie jak "tego kwiata pół świata" gdy rozstajesz się z ukochaną osobą. I jak "To nic takiego, o co tyle hałasu, szkoda łez" i cała masa innych popularnych "pocieszaczy".
Powiedzcie lepiej "Rozumiem dlaczego się smucisz. Masz prawo tak się czuć. Mogę Ci jakoś pomóc?".
Albo jeszcze lepiej - nie mówcie nic. Przytulcie. Zróbcie herbatę. Przeczekajcie.
Każdy reaguje na to uczucie inaczej. Jedni potrzebują zamknąć się w swojej skorupie, inni pragną wtedy rozmowy, "przegadania" emocji, wyrzucenia wszystkiego z siebie. Nie ma ludzi wiecznie szczęśliwych. Tak się nie da. to byłoby jak jazda na dopalaczach cały czas, endorfiny, wyż, highlife. Jak długo można wytrzymać?


Nie jesteśmy idealni. Nie można przez całe życie przejść z uśmiechem na twarzy. I strasznie denerwuje mnie to przekonanie, że trzeba być szczęśliwym za wszelką cenę. Takie samo mamy prawo do przeżywania radości jak do płaczu i złości. Optymiści też płaczą! Też czują smutek! Wyjdźmy ze świata wiecznej euforii i zejdźmy na ziemię. A jeśli jest obok Was ktoś, o kim sądzicie, że nigdy nie opuszcza go dobry humor - popatrzcie głębiej. Może on właśnie traktuje tę emocję jak coś niedozwolonego, może potrzebuje uwolnić się i po prostu pobyć chwilę smutnym. To nie będzie skaza na jego optymistycznym życiorysie. Powiedzcie mu to!

Jak Wy radzicie sobie ze smutkiem? Jest pierwszy na liście zakazanych emocji czy pozwalacie sobie na ten "luksus"? 

                                                                                                         PODPIS

You May Also Like

27 comments

ETYKIETY