MOJA DZIEWCZYNKA

by - stycznia 07, 2016

Moja mała szelma skończyła dziś osiem lat. Osiem lat. Powtarzam to sobie i nie wierzę, przecież to było dopiero wczoraj?!

Macierzyństwo to jest przygoda. Ale nie bajka Kochani, nie bajka. To jazda bez trzymanki! Prawdziwy rollercoaster dla najwytrwalszych, co gorsza, bez przygotowania i jazdy próbnej. 



Moja córa to silny charakter. Fundujemy sobie fochy, łzy, krzyki i tupanie nogą. Forsujemy swoje zdanie. Do niej zawsze musi należeć to ostatnie. Okiełznanie jej wybuchowego temperamentu graniczy czasem z cudem, a ja wtedy zadaję sobie pytanie, co będzie dalej? Czy poradzę sobie z jej wychowaniem za rok, za pięć lat, za dziesięć?
Czu uda mi się nauczyć jej tego co ważne, ustrzec przed błędami, ochronić przed niebezpieczeństwami?

Kiedy rodzi się dziecko nagle cały świat zmienia tor. Kopernik nic nie wiedział o wszechświecie. To nie ziemia krąży wokół słońca, to Wszechświat krąży dookoła Twoich dzieci, a my - rodzice, jak te orbity, zawsze blisko, zawsze w pogotowiu. 



Chciałabym mieć gwarancję, wiedzieć coś "na pewno" i "na zawsze". Czuć spokój myśląc o jej przyszłości. Jest mądra, potrafi wygrać ze mną w mastermind'a, z matmy przerabia materiał trzeciej klasy, a w obsłudze telefonu radzę się jej częściej niż ona mnie. A tak trudno jest mi jednak zaakceptować gdy wyraźniej mówi swoje zdanie i często padają wtedy z mojej strony słowa "NIE", "nie możesz", "nie wolno". Boję się, boję się, że pozwolę na zbyt wiele, ale nie chcę ograniczać. Muszę nauczyć obowiązkowości i odpowiedzialności, ale chcę, żeby potrafiła się bawić i beztrosko śmiać. 


Od dziś trenuję. Trenuję unikanie słowa NIE rzucanego od razu. To jeden z czterech celów, które wyznaczyłam sobie w ramach Wyzwania Minimalistki. Wiecie, jak trudno jest powiedzieć, wytłumaczyć coś dziecku nie mówiąc NIE?
Dziś rano jak zwykle pośpiech, trochę nerwów, bo czas, bo praca, bo plany. A ona wstała i poprosiła "Mogę nie iść dziś na świetlicę. Mogę zostać z Tobą?". I już już otworzyłam usta by szybko rzucić "Nie" ... i na szczęście zdążyłam ugryźć się w język. Na śniadanie zjadłyśmy (och jak bardzo niezdrowe) ciacho z kremem i bita śmietaną, powygłupiałyśmy się robiąc zdjęcia, które widzicie. Było fajnie. Było tak, jak chciałbym spędzać z nią każde urodziny. A właściwie - dlaczego nie?!
Otwierając firmę jednym z koronnych argumentów ZA - był czas. Czas dla dzieci, czas dla domu. Umknęło mi to. Nie MUSZĘ iść rano do pracy. MOGĘ zostać z dziećmi w domu. To był w założeniu plus nienormowanego czasu pracy. A jeśli czytają to moi klienci czekający na swoje zamówienia - proszę o wyrozumiałość :) 
Dziś jest JEJ dzień. Dzień Matyldy. Dziś ONA kończy osiem lat i jest najważniejsza. Po prostu. 

Sto lat córeczko! 

Na zdjęciach cudowne spódniczki tutu, o których napiszę Wam więcej niebawem!

                                                                                                           PODPIS

You May Also Like

23 comments

ETYKIETY