2015/11/24

ZAZDROSZCZĘ

To takie nieładne uczucie, takie niepoprawne i nie na miejscu. Ale i tak wam zazdroszczę! 

30 dni do Świąt. Na większości blogów świąteczne inspiracje, pierwsze dekoracje, plany zakupowe, sprzątanie i piękne DIY. Kalendarze adwentowe, mikołajkowe listy życzeń, świąteczne zdjęcia.
A ja w lesie.
 

Świąteczne zdjęcia - i owszem są, bo potrzebuję ich do pracy. A pracy przybywa. Cieszę się, oczywiście, że się cieszę. Przecież to moja pasja i miłość...tylko czasami tak mi przemknie przez myśl, że bym się tymi pozostałymi do Świąt trzydziestoma dniami teraz nasyciła, rozkoszowała. Tymczasem nosa nie wystawiam z warsztatu, a kiedy już go wystawię to ogarniam papiery, rachunki, zakupy, zdjęcia i internety. Nie wspominając o tym, że jeszcze dom, dzieci, zajęcia dodatkowe, lekcje, szkolne konkursy i przedszkolne przedstawienia.
Dziś trochę pomarudzę sobie, wybaczycie?



2015/11/19

PRZEPIS NA DOBRY SEN

METAMORFOZA SYPIALNI

Projekt sypialnia trwa nadal. Malutkimi kroczkami urządzam ją po swojemu, ciężki kaliber już za mną, duże gabaryty pomalowane, najważniejsze meble wymienione. Teraz powoli zapełniam ją starannie dobranymi dodatkami. Gdybym chciała pokazać Wam jak wygląda skończona sypialnia pewnie byłoby to w przyszłym roku. Nie spieszę się, nie mam takiej potrzeby. plany były spore, zwłaszcza jeśli chodzi o meble i ich ilość. Ale kiedy po malowaniu w części sypialnianej stanęło tylko nowe łóżko okazało się, że tak jest dobrze. pokój nabrał oddechu, spokoju. Plany i projekty się zmieniły. Bardzo pilnuję się, żeby nie zagracić tej przestrzeni nadmiarem bodźców i dodatków. Tak jest dobrze. Spokojnie. W takiej sypialni na prawdę odpoczywam. Minimalizm - choć początkowo niezamierzony - okazuje się być idealną receptą na dobry sen.
Oczywiście w sypialni nie może zabraknąć przytulności - są poduchy, pledy, koce. Od tygodni wybieram dywany przy łóżku i zdecydować się nie mogę. To, czego mi brakowało i co nareszcie się pojawia - i to w ilości niemal hurtowej, to zieleń. Zieleń żywych kwiatów. Nagle wszystkie komody, fotele, regały i plakaty, które tu zaplanowałam odsunęłam na dalszy plan. MOŻE KIEDYŚ, mówię sobie. Bo przecież lepsze jest wrogiem dobrego.

2015/11/14

STOP

Przyglądam się światu i boję się. Boję się o swoją rodzinę, o to, że nie dane będzie nam zaznać pokoju.

 Z każdą przerażającą informacją o okrucieństwie i piekle na ziemi, jakie gotują sobie wzajemnie ludzie moje myśli wędrują do nie tak dawnych wydarzeń. To zaledwie 70 lat. Czy na prawdę nie umiemy docenić świata bez wojny? 
Nie boję się muzułmanów. Boję się fanatyków. Religijnych, politycznych, każdych. Fanatycznych katolików i fanatycznych islamistów. Państwowych przywódców, którzy na zimno planują wojny i ludzi ślepo wierzących w to co słyszą z góry i chwytających tak ochoczo za broń.
Nie ma takiego Boga, który każe nam zabijać. Nie ma takiej religii, w imię której strzelamy do drugiego człowieka.
To nie Bóg mówi nam, że mamy odbierać sobie życie. To drugi człowiek. 
Nie każdy muzułmanin to terrorysta, nie każdy Polak to złodziej, nie każdy Rumun to żebrak. Przestańmy słuchać nagonek, oskarżać się wzajemnie. Szanujmy siebie i innych. Nie narzucajmy swojej woli, religii, poglądów. Nie mówmy innym jak mają żyć. 
Takiego świata chciałabym dla siebie, moich dzieci, wnuków. Wolnego i tolerancyjnego. Bez strachu. 

Tymczasem modlę się za Paryż i za tych, którzy już ucierpieli i którzy jeszcze ucierpią na skutek wczorajszych wydarzeń. Bo agresja rodzi agresję...
- To, co się teraz dzieje, to nie jest zwykły konflikt, to jest zderzenie cywilizacji. To są konsekwencje konfrontacji dwóch różnych światów - mówi w radiowej Trójce socjolog dr dr Wojciech Pawnik. Wam i sobie życzę, żeby te dwie cywilizacje znalazły wspólny język. i żeby nie był to język przemocy.

                                                                                         PODPIS

2015/11/08

LENIWA NIEDZIELA czyli PIECZEMY CIASTO

Lubicie leniwe niedziele? Ja uwielbiam i kiedy tylko mogę spędzić ją w ten sposób - spędzam. Dziś nic nas nie goni, mam zamiar leżeć pod kocem, grzać się w cieple kominka, czytać książkę, oglądać a dziećmi i filmy i poserfować po sieci. Rano szybka wyprawa na giełdę staroci, a potem już tylko dobre jedzenie i lenistwo. Potrzebuję takich dni, zwłaszcza, że ostatnio nawet weekendy były pracowite i intensywne. Dopadły nas pierwsze sezonowe choróbska (niestety znów angina), więc z dziećmi będziemy okupować kanapę, podczas gdy mąż i tata spędzi dzień bardzo aktywnie i na sportowo. Dla każdego coś dobrego!
A dla spragnionych słodkości i dobrego deseru - porcja zdjęć z przygotowania tarty z granatem - prawdziwa bomba kaloryczna! Za to bez glutenu i z bombą witaminową w postaci granatu rzecz jasna. Owoc ten okazał się być tak fotogeniczny, że zasłużył na sesję. 
Chcecie przepis? Proszę bardzo!

2015/11/07

BRATNIE DUSZE

Największą wartością dodaną blogowania są LUDZIE.

Dobrze jest mieć bratnie dusze. Dobrze jest się z nimi spotkać i rozmawiać bez skrępowania. A najpiękniejsze jest to, że osoby poznane wirtualnie okazują się być tymi właśnie bratnimi duszami. Blogowe spotkania są co raz bardziej popularnie. I dobrze! Czasem z wielką pompą, sponsorami, konkursami i milionem zdjęć i zapowiedzi. Czasem - jak nasze ostatnie - bardzo kameralnie, intymnie i nastrojowo. Tylko my, rozmowy, dużo śmiechu - i w tym przypadku cudowne jedzenie prosto z Włoch - od Riccardo i Ani (pozdrawiam! nadal czuję ten smak!).
I każde z tych spotkań ma swoją wyjątkową atmosferę, w każdym warto brać udział. Po to, żeby się spotkać, poznać, porozmawiać. Przestać być anonimową postacią, choć znaną z kart bloga, to jednak obcą w prywatnym życiu.
Dziś tylko kilka zdjęć z tego cudownego wieczoru minionego weekendu, choć halloween'owego to jednak pełnego tylko dobrej magii. I możecie to nazwać zlotem czarownic, sabatem. Niech będzie. Ale każda z tych czarownic, to prawdziwa czarodziejka. Taka dobra. Taka bratnia dusza...

2015/11/04

Off marina design days - reportaż

Wspominałam Wam Kochani o moim debiucie na targach szczecińskich Off Marina Design Days (TUTAJ). Minęło już trochę czasu, emocje i trema opadły (a były ogromne), za to wiele pozytywnych emocji i ciepłych uczuć pozostało. To był udany debiut. Wspaniałe dwa dni a ja - choć najlepiej czuję się jednak w swoim małym warsztacie, to cieszę się, że wyszłam "do ludzi". 
Kto chce się raz jeszcze przespacerować się ze mną po starych budynkach na Chmielewskiego?
Zapraszam!


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka