2015/02/27

Springtime come


Zaklinam już wiosnę...ostatnie dni lutego witają mnie pięknym słońcem i krzykiem dzikich kaczek. Po nieprzyjemnej i naznaczonej chorobami zimie moje serce rwie się już do wiosny. Do życia. Do chłodnej ziemi i pierwszych porządków w ogrodzie. Do sadzenia, cięcia i czyszczenia.
Co roku niezmiennie zadziwia mnie to uczucie. Wiosna, ogród, praca, słońce. Pełnia szczęścia...


2015/02/24

Minimalizm



Nie należę do rozrzutnych osób. Każdy zakup planuję, wybieram spośród różnych opcji, czytam opinie. Zazwyczaj. Był taki czas, kiedy ta zasada kompletnie nie obowiązywała w odniesieniu do dekoracji domu. Kierował mną tylko i wyłącznie impuls i najzwyklejsze "chciejstwo". Lista moich musthave była długa...kiedy skreślałam z niej jedną zdobytą pozycję, w jej miejsce natychmiast pojawiało się kilka następnych. Nie ukrywam, że ogromny wpływ na to miało moje blogowanie, pinteresty i inne instagramy. Gromadziłam te moje skarby, eksponowałam...aż niedawno przyszedł dzień, kiedy po prostu było ich za dużo. Zdecydowanie za dużo. Poczułam się przytłoczona, moja przestrzeń jest zagracona, niespójna. Czy na prawdę na sofie musi być 15 poduszek? wszystkie je uwielbiam, ale niekoniecznie na raz :) Kiedyś marzyła mi się patera, czy dziś potrzebuję ich aż pięć? Kubki nie mieszczą się w dwóch pokaźnych rozmiarów szafkach. Mimo dużej kuchni wciąż brakuje miejsca na wszystkie miseczki, szklaneczki, talerzyki i niezbędne akcesoria. Opiekacze, tostery, blendery, wyciskacze. Wpadłam w pułapkę, a moja wrodzona miłość do rzeczy mnie zgubiła. Bo ja się do nich przywiązuję, wiecie? Z każdą wiąże się miłe wspomnienie, a ja jestem ogromnie sentymentalna. I tak ciężko się rozstać. 
I nadszedł ten dzień, kiedy sobie to uświadomiłam. Takie bum. Dosłownie! Zaatakowała mnie moja własna szuflada pełna pojemników i pokrywek. Spadła wprost na moje nogi. Chwilę później szukając kuchenne ścierki połowa zawartości bieliźnianej szafy spadła mi na głowę. To przeważyło. Wściekłam się. Na szufladę. Na głupie ścierki. Na to że nic mi nie wychodzi. Na to, że mam wiecznie bałagan. NA SIEBIE!
Historia całkiem świeża. Zbiegła się w czasie z moim chorowaniem, ogólnie rzecz biorąc "delikatnym" rozdrażnieniem. To nie był dobry moment. To był najlepszy moment! Żeby sobie uświadomić, że pora coś z tym zrobić...
W moim przypadku nie będzie spektakularnej akcji, wyrzucania worków z rzeczami czy wielkiej wyprzedaży. Będę oczyszczać swoją przestrzeń stopniowo, małymi kroczkami. Szafa po szafie, półka po półce. Kuchnia już wysprzątana przy okazji malowania. Na półkach o połowę mnie rzeczy. To, czego nie używam powędrowało do kartonów i znajdzie nowych właścicieli.

A ja już zabieram się za kolejny pokój... jak nic, wiosna idzie!!!







Do warsztatu zaglądam w tym roku sporadycznie i zazwyczaj późnymi wieczorami (uwielbiam, choć nocna jazda przez pola samochodem przyprawia mnie o dreszcze). Brakuje mi tej pracy. Tu też wkrada się prostota. Minimalizm. Surowe drewno. Proste formy. Tak chyba lubię najbardziej...



2015/02/23

PROJEKT DOM - METAMORFOZA KUCHNI W TRZY DNI

Czasami jest tak, że marzymy o wielkich zmianach. Planujemy, myślimy jak będzie wyglądać nasz wymarzony salon, kuchnia, sypialnia. Dom. I odkładamy te marzenia na półkę, do puszki "jak wygram w totka" albo "jak odłożymy pieniądze na remont". Bo przecież trzeba wymienić wszystko, kupić, a to wszystko jest takie drogie! Nowe wymarzone meble z katalogu, sprzęty, no i fachowcy rzecz jasna. A kiedy dołożymy do tego jeszcze ten okropny bałagan ciągnący się w nieskończoność, brud, przygotowania, zakupy!!!

Nie w tym roku, nie teraz, później, jak będzie więcej czasu!

Czasami jest tak, że marzymy o wielkich zmianach. Czasami te zmiany wymagają po prostu chęci i pracy. Chcecie przykładu? Proszę bardzo!

Kiedy dziewięć lat temu urządzaliśmy kuchnię w naszym nowym, pierwszym, wspólnym wymarzonym domu była ona spełnieniem naszych marzeń. Intensywnie zielone ściany, nowoczesne kubiki i królujące w katalogach i na ekspozycjach meble z płyty wenge. Byliśmy tacy zadowoleni z efektu! Po czterech latach te kolory przyprawiały mnie o zawrót głowy! Kolejny remont. Salon w bieli i szarości. I kuchnia - połączona z salonem. Meble pozostały, ale zmieniliśmy kolor. Poranna mgła. Tak się nazywał. Przepiękny delikatny szaro-beżowy kojący odcień. Na wzorniku. 
Tak. Powiem Wam jedno. Wzorniki kłamią!!!
Nasz przepiękny szaro-beżowy kolor okazał się być morelowo-różowy. Blady co prawda, ale jednak. Do tego niesamowicie podbijał ciepłe nuty koloru mebli (czyli rzeczonego wenge) i podłogi (beżowe kafle). Wszystko razem grało, owszem, ale było takie...ciepłe. Mocno rustykalne. Nie wiem, czy zwróciliście uwagę, ale przez ostatnie lata kuchnia w szerszym kadrze nie ukazywała się zbyt często. Ba! Miałam trudności z odnalezieniem w archiwach zdjęć choćby kilku fotek naszej kuchni w całości.
Snułam więc marzenia. Te o remoncie. Wymianie mebli, Zbiciu kafli. Malowaniu ścian.
Aż wreszcie jakieś dwa tygodnie temu, przy kolacji z M, rzuciłam trochę z kosmosu " Drażnią mnie te ściany! Chyba pomaluję je na biało!". Byłam pewna, że mąż zaoponuje. Że wymyślam, że bez sensu, że przecież ostatni remont łazienki zupełnie pozbawił nas oszczędności. Usłyszałam jednak "Ok. Jeśli masz ochotę".
????????????????????????????????????????????????????????????
What?

W czwartek M wyjechał na weekend szaleć na białych stokach. Ja też zanurzyłam się w bieli. A dokładnie w 10 litrach białej farby. Środowa wizyta u pediatry, następne antybiotyki i perspektywa KOLEJNEGO tygodnia w domu z zasmarkanymi i rozgorączkowanymi dziećmi podkręciła atmosferę. A ci, który mnie znają wiedzą, że nic tak nie motywuje mnie do działania, porządków i zmian jak...nerwy! 

Dwa i pół dnia. Tyle zajęło mi czterokrotne pomalowanie ścian w kuchni - łącznie z przygotowaniem, pakowaniem w kartony, myciem ścian, oklejaniem, malowaniem, sprzątaniem i układaniem. Robiłam to sama, zajmując się dwójką chorych dzieci i zwykłymi domowymi obowiązkami. Da się! Moja NOWA kuchnia kosztowała mnie 100 zł. I mnóstwo pracy. 


Niesamowite, jak wielką wizualną zmianę wprowadziła biel. Ochłodziła brąz mebli pięknie z nimi kontrastując i podbijając chłodne tony zamiast ciepłych. Już nie marzę o nowych meblach. Kiedyś je zmienię, na pewno, na te wymarzone drewniane. Z dębowymi blatami. A tymczasem LUBIĘ moją nową starą kuchnię. Na prawdę!!! Efektem naszej odnowionej przyjaźni jest choćby ostatni post. Znów częściej w niej przebywam i piekę, gotuję, miksuję. 
Tylko dwa i pół dnia.

2015/02/22

SUNDAY - FUNDAY

Jest niedziela, jest zabawa!

A raczej relaks. Prawdziwe slow life.  Mąż szaleje na stokach gdzieś daleko, a my chorujemy w domu. Dziś dzień, o jakim skrycie marzyłam od dni wielu, tygodni nawet... Wylegiwanie się w łóżku do 11. Śniadanie w szlafrokach. Pidżamowy dzień z Opowieściami z Narnii w tle...

No tak tak, przy okazji poodkurzałam i przemyłam podłogi. Przesadziłam kwiaty. Sprzątnęłam po małym nieoczekiwanym remoncie w kuchni. Zrobiłam obiad i upiekłam ciacho. Ale wszystko to niespiesznie, bez przymusu czy niechęci. Uwielbiam takie dni, kiedy nic nie muszę. 


2015/02/12

SUBSTYTUT

Taaak moi drodzy, maltretować Was będę dzisiaj pączkami, nie ma lekko. Ale najbardziej maltretować będę siebie. Bo była sobie taka Ana, która kooochała pączusie. Sama wyglądała jak pączek w maśle, ale słodkiego pączusia odmówić sobie nie umiała i koniec. A już w Tłusty Czwartek!? To byłby grzech.
Aż przyszedł dzień, w którym wytoczyła ciężkie działa skierowane także w te kochane pączusie. I oto nadszedł pierwszy Tłusty BEZ PĄCZUSIA. Od rana w mediach zbombardowana wiadomościami o pączkach, zdjęciami pączków, obrazami, cytatami...poległa. Zrobiła sobie pączki, takie mini, serowe...bezglutenowe...

No cóż...na pierwszy rzut oka cudowne!




Rzut oka jednak nie wystarczy! Tu do akcji wkraczają kubki smakowe i... TO NIE TO! Krzyczą, wołają, błagają o litość! Miał być pączuś, sygnał był, że pączuś, my chcemy pączusia! Czekały na niego, na ten pszenny puch, na słodkie nadzienie, słodką lekko przypieczoną skórkę. I co? I dostały małą brązową kulkę, z mocno chrupiącą skórką i zwartym środkiem. Dobre. Całkiem dobre. ALE TO NIE TO!

W każdy inny dzień byłyby na prawdę smaczne. Wilgotne, otoczone w lukrze. Ale nie dziś. Nie w Tłusty Czwartek! dziś ciało, umysł i podświadomość chcą pączusia...Więc karmię zmysły, pałaszuję wzrokiem...cóż innego pozostało. Pączusie są bardzo fotogeniczne, nawet moje nieudane, ale zobaczcie jak robią to mistrzowie!
stiersaesthetic.com
www.gorggal.com
adventures-in-cooking.com


www.hummingbirdhigh.com
I taka mała konkluzja na koniec. Nie jest ciężko być bezglutenowcem. Jest tyle pysznych potraw, smaków, które nie wymagają ładowania w siebie porcji glutenu. Ja lubię to jedzenie, nie jest dla mnie uciążliwością komponowanie posiłków. Ale są dni, kiedy czegoś brakuje. Tak jak dziś. Są potrawy i smaki, których nie da się zastąpić. Jak smak piernika i babcinych pierogów z kapustą w Boże Narodzenie. I tak sobie myslę, że czasem warto pozostawić to wspomnienie smaku w pamięci niż szukać zamiennika...po prostu.

Dziś czujcie się rozgrzeszeni i zjedzcie tyle pączków, ile Wasz żoładek pomieści. 
Za mnie też! :)

Napisy użyte do zdjęć (good food, eat) od AnyTHNG

2015/02/10

Czytaj więcej książek - podejmij wyzwanie!

http://www.buzzfeed.com/

Dziękuję Wam za odzew pod poprzednim postem :) Kocham książki, bez nich nie wyobrażam sobie życia. I wiem, że wielu z Was wydaje się, że nie ma na to czasu, że książki są drogie, bo dzieci, dom, obowiązki, praca... Tak na prawdę moim zdaniem mija się to z prawdą. Rzucam Wam wyzwanie, trochę na przekór,bo namówię Was na coś, co powinno stać w konflikcie z moją tu pisaniną.


Żródło:http://idesigniphone.com

Zdumieni? Zastanawiacie się ile blogów czytacie? Może je teraz liczycie?
Pójdę nawet krok dalej. Ile informacji przetwarzacie codziennie czytając facebooka, internetowe portale informacyjne, gazety, czasopisma? oglądając telewizję?
A gdyby tak PÓŁ GODZINNY przy komputerze zamienić na pół godziny z książką? Tylko 30 minut, tyle co nic...Spróbujcie ciut wcześniej położyć się do łóżka i zamiast pilota od telewizora wziąć do ręki książkę?

Nie wiecie jaką? To krok kolejny. Znalazłam dla Was wyzwania, które pomogą Wam szukać:

Źródło:www.karriba.pl

Źródło: www.mkulturalnik.blog.pl
Źródło :http://ksiazkiagaty.blogspot.com

Ne traktujcie tych wyzwań bardzo dosłownie. Nie ma obowiązku wypełnienia całej listy. Gwarantuję Wam, że frajdę sprawi Wam już samo szukanie pasującej pozycji książkowej, czytanie recenzji.  Niech to będą podpowiedzi, sugestie. Jeśli nie lubicie literatury faktu czy biografii - nie czytajcie. TO MA BYĆ PRZYJEMNOŚĆ :)

Książki na prawdę mogą zabrać nas wszędzie! Zobaczcie to oczami fotografa Mladen Penev, w projekcie  The Power of Books (2003). 



Ostatni koronny argument :nieczytatych". Książki są drogie!
A i owszem. Kosztują. Czasem niemało. Ale na prawdę? Really? (jak to mawia Kevin Spacey) :)
Jest masa promocji w każdej księgarni, w internetowych zwłaszcza. W Empiku co rusz 3 za 2, 2 w cenie 1, czy -20/30/50%. Na allegro kupicie nawet najnowsze pozycje z drugiej ręki" w stanie idealnym i za połowę ceny. No i BIBLIOTEKA!!!! Będziecie zaskoczeni odwiedzając ją po latach. Ja byłam - i zamierzam wracać tam regularnie (co nie powstrzyma mnie od kupowania kolejnych książek :P). I koniecznie weźcie tam swoje dzieci!!!


I tu dochodzimy do istoty sprawy - NAJWAŻNIEJSZE!!!! Czytajcie swoim dzieciom i ze swoimi dziećmi! I pamiętajcie - przykład idzie z góry. Dziecko, które nie widzi książki w ręku rodzica, w którego domu nie ma książek i miłości do książek, nie sięgnie po nią! Nie zabierajcie im przygód, pomóżcie rozwijać wyobraźnię! A czytając nie bójcie się wyjść poza ramy - zmieniajcie głosy, róbcie miny, intonujcie, śpiewajcie kiedy trzeba! Przeżywajcie razem z dziećmi! Podarujcie im na starcie najpiękniejszy z prezentów - miłość do książek.

Oj, będzie kolejny wpis o dzieciach, książkach i czytaniu. Chcecie?

Tymczasem, żeby nie było tak poważnie - kilka fajnych plakatów na pulpit komputera - niech Wam przypominają o czytaniu...książek, nie blogów :) A może zwisną na ścianie?

blog.digishelf.co.id
http://annasfunderingar.blogg.se/
www.cleanromancereviews.com


2015/02/09

Kto czyta książki żyje podwójnie

Nie ma w tym krzty kłamstwa...ba...śmiem twierdzić nawet, że przeżywa tyle żyć ile książek pochłonie. Ja za każdym razem gdy czytam to przenoszę się w świat wyobraźni całkowicie, a musicie wiedzieć, że wyobraźnię mam bujną :)
Zżywam się z bohaterami, "widzę" ich i czuje to co oni. Zdarza mi się płakać, zdarza mi się zarwać noc, bo przecież jeszcze "tylko do końca rozdziału". I często smutno mi na ostatniej stronie, że musimy się rozstać, że to już koniec naszej wspólnej podróży. Dopowiadam sobie czasem ciąg dalszy, dopisuję scenariusz...





Podjęłam jedno jedyne wyzwanie na ten rok. Choć z reguły tego nie robię.
Jedna tygodniowo. Dużo i niedużo, biorąc pod uwagę, że w kolejce książki 500-stronicowe :) Nie wiem czy będzie ich 52. Wiem jedno, będzie ich nie mniej niż 26. Dwie książki w miesiącu nie powinny być przecież trudnością.





Teraz wędruję po świecie z przyszłości razem z rebeliancką duszą Wagabundą i jedną z ostatnich istot ludzkich o imieniu Melanie...choć wydawać by się mogło, że po prostu leżę pod kocem z anginą.


Lubicie czytać? Czytacie?
Podejmijcie wyzwanie!
Nie po to, by się ścigać.
Nie po to, żeby coś udowodnić.

Zróbcie to dla siebie!

Bo kto z Was nie chciałby żyć wiele razy?

PS. Ciekawe, czy bajki czytane dzieciom na dobranoc też się liczą??? :)


Do zdjęć pozowały
Pufa - AnyTHING
Pomocnik do czytania - AnyTHING
Stołek "Brzydal" - AnyTHING


2015/02/06

ZPT czyli moje małe DIY

Kochani , niedawno zapowiadałam zmiany na blogu. Mam nadzieję, że moja dzisiejsza propozycja przypadnie Wam do gustu, a dla mnie będzie wyzwaniem, które zmobilizuje mnie do pisania, tworzenia, kreatywności i nauki fotografii. Chciałabym zachęcić Was do samodzielnego tworzenia dekoracji w Waszych domach. Dekoracji, które nie wymagają dużych nakładów czasu, pieniędzy ani wybitnych zdolności plastycznych. Dekoracji, które powstaną w kilkanaście minut i będą piękną ozdobą.

Dzisiejsza moja propozycja to ORIGAMI i bardzo popularne ostatnio geometryczne wazony czy pojemniki. 



Gotowi?
W takim razie przygotujcie sobie:
  • karton (formatA4) w dowolnym kolorze
  • nożyczki
  • komputer i drukarkę do wydrukowania szablonu
  • linijkę
  • ołówek
  • cienkie szydełko lub dużą grubą igłę

2015/02/04

I just wanna shake, shake, shake...

Oczyszczam....atmosferę. Pozbywam się smutków i wątpliwości. Daliście mi ogromną siłę do tego, by nadal tu być. 
Więc szejk....,
a raczej "Shake it Off" !!!! Bo jak mawiają starzy Indianie "Hejters gonna hejt" :)

Ta piosenka jest moim remedium na wszelkie problemy. Nie wiem dlaczego. Na co dzień wierna jestem raczej nieco innym klimatom. Kiedy ją słyszę...skaczę, tańczę, śpiewam na cały głos (z reguły w aucie - wszystkich przypadkowych obserwatorów z góry przepraszam). Na prawdę strząsam z siebie wszystko, co mi dokucza...

A kiedy jeszcze dane jest mi słuchać jej w domu w TAKIEJ wersji! Polecam wszystkim posłuchanie "Walk off The Earth" - nie tylko w tym utworze. 




Pozostając w temacie...szejków...a raczej zielonych (i nie tylko zielonych) koktajli. Wsiąkłam na dobre, nie wyobrażam sobie już innego śniadania. Miksuję wszystko, eksperymentuję, próbuję, odkrywam. Codzienna dawka zieleniny z rana to teraz sama przyjemność, szpinak, sałata, jarmuż, seler naciowy...w kompozycji ze słodkimi owocami smakują wręcz obłędnie. Wspomagam się mocno, bo wtajemniczeni wiedzą, że od początku roku mocno niedomagam zdrowotnie. Aktualnie rozpoczynam kolejną, trzecią już rundę z antybiotykiem, po ...5 dniowej przerwie. Moja randka z panną anginą i panem paciorkowcem trwa nieprzerwanie od Bożego Narodzenia...zabrałam ich ze sobą nawet na urlop i narty.  Może dlatego tak wolno jeżdżę...w końcu we trójkę na jednej parze nart...

owoce leśne, borówki, banan, szpinak, miód rzepakowy i zielona herbata
słoik z uchem: bake it

mleko migdałowe z miodem i wanilią

jarmuż, mango, banan, ostropest, migdały, miód rzepakowy i woda mineralna




Kto Was pija takie zielone mikstury? Może zaskoczycie mnie nowymi smakami i przepisami? Byle bez mleka i jogurtów, bo odstawiam także laktozę :)


Zdrówka Kochani, bo bez niego nic nie jest takie jak powinno!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka