MYŚL NIESZABLONOWO

by - sierpnia 21, 2015

Czyli dlaczego camping jest lepszy od SPA?

campingowa restauracja

Stereotypy.
Codziennie przypinamy łatkę temu co powszechnie znane. Oceniamy z góry. Wiemy lepiej. Znamy się.

Biwak to siermiężny kolega wczasów rodem z PRL'u.
Camping, to takie ładniej brzmiące zapożyczone słowo równoznaczne z tymże biwakiem.
Camping to namiot w lesie, wygódka pod drzewem i mrówki w śpiworze.
Camping to brak bieżącej wody i 5 km do najbliższego sklepu.

A teraz wyjdźmy poza ramy. Think outside the box.








I wyobraźmy sobie camping strzeżony przez 24 godziny na dobę przez firmę ochroniarską.
Camping z wielkimi ZAWSZE czystymi sanitariatami i prysznicami, w którym panie sprzątające są w dzień i w nocy. Nie koedukacyjnymi dodam, bo to ważne!
Gdzie w wyznaczonym miejscu zmyjecie naczynia i postawicie na przygotowanych suszarkach.
Gdzie macie do dyspozycji kuchnię z czajnikami, płytami, lodówką.
Gdzie pralka i suszarka czekają na brudne ciuchy.
Gdzie TRZEBA sortować śmieci.
Gdzie jest plac zabaw, boisko do siatki, świetlica, w której w niepogodę dzieci oglądną bajkę, a wieczorem dorośli pokibicują ulubionej drużynie.
Gdzie zjemy pyszne jedzenie w przytulnej restauracji, pięknie i ze smakiem urządzonej.
Gdzie zrobimy zakupy, bo na miejscu znajdziemy sklep czynny od rana do nocy.
Gdzie każde pole wyposażone jest w prąd.
Wędkarze mają osobne stanowisko do łowienia ryb.
Na plażę wyjdziemy własnym prywatnym zejściem, bo sam camping jest 50 metrów od morza.
Wi-Fi rzecz jasna na miejscu.

Camping, który co roku zgarnia pierwsze miejsce w rankingu Polskiej Federacji Campingu i Caravaningu.
I to wszystko w Polsce. Na naszym zachodnim wybrzeżu. 

Tak. Jedyne, czego nie mamy tu zapewnionego to pogoda :)



      Nie jest też tanio. Moglibyśmy równie dobrze, zamiast spędzać tu niemal trzy tygodnie każdego roku, po prostu wyjechać na wczasy do ciepłego kraju z drinkiem przy basenie. Dlaczego wybieramy więc camping w Polsce?

     Co roku spotykamy tych samych ludzi, którzy - tak jak my - wracają tu jak bumerang. Rezerwujemy miejsca z rocznym wyprzedzeniem, zgrywamy terminy. Dzieci znają się i lubią. Czekają do kolejnego spotkania. My też. Poznaliśmy i poznajemy tam wspaniałych ludzi. 
Nie wyobrażam sobie większej frajdy dla dzieciaków. A gdy dzieci się dobrze bawią, my na prawdę możemy odpocząć. Rano wybiegają w pidżamach, siadają na rowery, hulajnogi lub po prostu biegną do kolegów. Bawią się do późnej nocy. Bawią się gdy z nieba leje się żar. I bawią się gdy pada deszcz. Nie nudzą się nigdy, nie oglądają bajek, nie mają playstation. Najgorszą karą jest szlaban "na kolegów". Wieczorem wracają ze stopami czarnymi jak smoła, brudnymi, ale uśmiechniętymi buziami i potarganymi włosami. Zasypiają w minutę, w połowie pierwszego zdania bajki. 
Trochę, jakbyśmy jednak wrócili do własnego dzieciństwa, prawda?

#childhood unplugged 







    Gdy przez pierwszy tydzień pobytu brakowało nam słońca, poranek witał nas deszczem, a plażę oglądaliśmy tylko podczas wieczornego puszczana latawców nasze dzieci po prostu jak co dzień wybiegały na zabawy z kolegami. Nie było jęków, "mamo nudzi mi się" i płaczu czy marudzenia. Jeździliśmy na rowerach, hulajnogach, spacerowaliśmy po lesie i do pobliskich miasteczek. Był czas na czytanie książek i byczenie się na plaży.
       Może to mój sentyment do biwakowania tak bardzo przekłada się na letnie plany. Wciąż pamiętam szalone eskapady z rodzicami, wujkami i kuzynami. Jazdę na pace wysłużonego żuka i "jamnika". Ekspresowe pakowanie w piątek, gdy wujek wpadał z hasłem "jedziemy nad jezioro", a weekendowe biwakowanie przeciągało się do dwóch tygodni. To były najlepsze wakacje. Najpiękniejsze. To te wakacje wspominamy przy rodzinnym stole, gdy sami mamy już dzieci. Jak jeże obgryzły nam pomidory, jak czerpaliśmy wodę ze studni w opuszczonym folwarku, jak piekliśmy barana i ścigaliśmy się na materacach na jeziorze. 
      Nie było luksusowego hotelu, basenu i kelnerów. Nie było wycieczek, kupowania prezentów i paradowania w eleganckich ciuchach. Ale było mnóstwo zabawy. I śmiechu.
I tak jest w naszej przyczepie.
A my lubimy tę naszą wesoła przyczepę. Bo to wciąga, wiecie? Uważajcie :)




Czasem warto wyjść z tego pudełka i spróbować żyć i odpoczywać po swojemu. 


                                                                        PODPIS


You May Also Like

13 comments

ETYKIETY