Minimalizm

by - lutego 24, 2015



Nie należę do rozrzutnych osób. Każdy zakup planuję, wybieram spośród różnych opcji, czytam opinie. Zazwyczaj. Był taki czas, kiedy ta zasada kompletnie nie obowiązywała w odniesieniu do dekoracji domu. Kierował mną tylko i wyłącznie impuls i najzwyklejsze "chciejstwo". Lista moich musthave była długa...kiedy skreślałam z niej jedną zdobytą pozycję, w jej miejsce natychmiast pojawiało się kilka następnych. Nie ukrywam, że ogromny wpływ na to miało moje blogowanie, pinteresty i inne instagramy. Gromadziłam te moje skarby, eksponowałam...aż niedawno przyszedł dzień, kiedy po prostu było ich za dużo. Zdecydowanie za dużo. Poczułam się przytłoczona, moja przestrzeń jest zagracona, niespójna. Czy na prawdę na sofie musi być 15 poduszek? wszystkie je uwielbiam, ale niekoniecznie na raz :) Kiedyś marzyła mi się patera, czy dziś potrzebuję ich aż pięć? Kubki nie mieszczą się w dwóch pokaźnych rozmiarów szafkach. Mimo dużej kuchni wciąż brakuje miejsca na wszystkie miseczki, szklaneczki, talerzyki i niezbędne akcesoria. Opiekacze, tostery, blendery, wyciskacze. Wpadłam w pułapkę, a moja wrodzona miłość do rzeczy mnie zgubiła. Bo ja się do nich przywiązuję, wiecie? Z każdą wiąże się miłe wspomnienie, a ja jestem ogromnie sentymentalna. I tak ciężko się rozstać. 
I nadszedł ten dzień, kiedy sobie to uświadomiłam. Takie bum. Dosłownie! Zaatakowała mnie moja własna szuflada pełna pojemników i pokrywek. Spadła wprost na moje nogi. Chwilę później szukając kuchenne ścierki połowa zawartości bieliźnianej szafy spadła mi na głowę. To przeważyło. Wściekłam się. Na szufladę. Na głupie ścierki. Na to że nic mi nie wychodzi. Na to, że mam wiecznie bałagan. NA SIEBIE!
Historia całkiem świeża. Zbiegła się w czasie z moim chorowaniem, ogólnie rzecz biorąc "delikatnym" rozdrażnieniem. To nie był dobry moment. To był najlepszy moment! Żeby sobie uświadomić, że pora coś z tym zrobić...
W moim przypadku nie będzie spektakularnej akcji, wyrzucania worków z rzeczami czy wielkiej wyprzedaży. Będę oczyszczać swoją przestrzeń stopniowo, małymi kroczkami. Szafa po szafie, półka po półce. Kuchnia już wysprzątana przy okazji malowania. Na półkach o połowę mnie rzeczy. To, czego nie używam powędrowało do kartonów i znajdzie nowych właścicieli.

A ja już zabieram się za kolejny pokój... jak nic, wiosna idzie!!!







Do warsztatu zaglądam w tym roku sporadycznie i zazwyczaj późnymi wieczorami (uwielbiam, choć nocna jazda przez pola samochodem przyprawia mnie o dreszcze). Brakuje mi tej pracy. Tu też wkrada się prostota. Minimalizm. Surowe drewno. Proste formy. Tak chyba lubię najbardziej...



You May Also Like

28 comments

ETYKIETY