2014/08/25

Insta - bgp i straszna pomyłka

Nastąpiło okropne przeoczenie z mojej. Och, kiedy czytam ostatniego posta...
Jak mogłam nie przedstawić dziewczyn??? Choć na pewno wszyscy znacie je bardzo dobrze i często "bywacie" w ich domach, to dobre wychowanie nakazuje...

Nasza organizatorka i pomysłodawczyni - Aga (http://prettypleasure.blogspot.com) - skarbnica wiedzy i pomysłów (nie tylko dekoratorskich), dziewczyna - dusza, człowiek stu zawodów, z czego w każdym prymuska :) Prywatnie przekochana osóbka o ogromnym serduchu i pięknym - zaraźliwym - uśmiechu.

Ola (http://fotobloo.blogspot.com) - na myśl o Oli pojawia się słowo EMPATIA. Ola to z pozoru oaza spokoju, choć potrafi zaskoczyć szalonymi pomysłami i zabawić opowieściami. Mówi co myśli, a w każdym dostrzega jego zalety pomijając wady. Przeciwności losu przekuwa na pozytywy i osiąga swój cel. Bardzo pracowita i przedsiębiorcza, cudowna i mądra mama.

Ania - Anicja (http://anicja.blogspot.com) - młodziutka mama małej Łucji - najspokojniejszego niemowlęcia pod słońcem, która dzieliła czas między nas i swoją rodzinkę (pozdrawiam męża - naszego fotoreportera, a słodką Łucję całuję!). Niezwykle ciepła i spokojna, oddana swoim bliskim, z ogromnym poczuciem smaku i estetyki. 

Ania - Scraperka (http://scraperka.blogspot.com/) - tej dziewczyny nie trzeba przestawiać! Bystra, inteligentna, błyskotliwa, a przy tym dusza towarzystwa i dziewczyna, która swoją energią poderwie z fotela każdego. Zawsze aktywna i z uśmiechem na ustach, przedsiębiorcza, wygadana i pracowita. 

Lu - (http://enjoyourhome.blogspot.com) - prawdziwy WULKAN ENERGII. Cóż mogę napisać - Lu sama siebie opisała najtrafniej 
"Entuzjastka szeroko rozumianej działalności artystycznej człowieka. Wulkan energii, dla którego dzień jest za krótki aby zrealizować wszystkie jego pomysły". 
Szalona kobieta, mistrz ciętej i błyskotliwej riposty, jedno zdanie Lu rozbraja całą imprezę i sprawia, że śmiejesz się całą sobą.  Perfekcjonistka, która mimo swojej szalonej natury wszystko ma bardzo dobrze poukładane :)

Diana - (http://szczesciejestwyborem.blogspot.com) - nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Optymizmem, i radością zaraża ludzi. Moja przyjaciółka, bratnia dusza i powierniczka. Elegancka i przedsiębiorcza, całkowicie oddana rodzinie. Skarbnica pomysłów, która udowadnia, że "da się" nawet gdy wszyscy mówią inaczej :)

Marta - (http://fotostwory.blogspot.com) - Kopalnia wiedzy na każdy temat, prawdziwa estetka, dusza towarzystwa, której opowieści będziesz słuchać z zapartym tchem. Niezwykle kreatywna i pomysłowa. Mistrzyni pięknego wysławiania się, inteligentna. 


Podsumowując? najlepsza ekipa na świecie :)

A na osłodę i przeprosiny kilka obrazków instagramowych i zakulisowych  z tego cudnego weekendu...

Szuflada kuchenna Agi...nawet tam rządzi biel i czerń :)
Prawdziwy piknik

2014/08/19

Bloggers Garden Party

Wiem, wiem, wiem...minął miesiąc! Wszyscy zdążyliście już oglądnąć relacje z Bloggers Garden Party u dziewczyn.
Było minęło. 
Dla mnie wspomnienia są nadal żywe, lubię wracać do zdjęć, przeglądać je. Lubię opowiadać innym jak było fantastycznie i jak bardzo jest niesamowite to, że udało nam się spotkać i poznać. Niezmiennie słyszę pytania:
"Ale jak to możliwe?"
"Nie znałyście się wcześniej?"
"Lubicie się tak prywatnie, nie ma żadnej rywalizacji"?"
A ja niezmiennie odpowiadam, że możliwe, znałyśmy się, choć nigdy wcześniej nie widziałyśmy - w moim przypadku :) Rywalizacji? Dlaczego? O co? 
         Największą wartością dodaną blogowania są ludzie. Ludzie, którzy czytają, komentują. Ludzie, których odwiedzasz wirtualnie w ich domach i którzy odwiedzają Ciebie. Ludzie, którzy mają podobne zainteresowania, spojrzenie na świat, choć mieszkają czasem setki kilometrów od Ciebie, są często w różnym wieku. Ludzie, z którymi wymieniasz maile, wiadomości, może czasem dzwonisz. Którym możesz "wysmarkać się" w wirtualny rękaw kiedy coś Cię przerasta, coś boli, doskwiera. I którym możesz pochwalić się radosną nowiną, sukcesem - nawet tym najmniejszym.
         Tak, wiem. Wielu z Was uważa, że wirtualne przyjaźnie są nierealne, niemożliwe. Przyjaciół ma się wokół siebie, chodzi się z nimi na kawę, wpada na kolację. Wypłakać mogę się mężowi, który zawsze przytuli i pocieszy. Tak! Oczywiście. Nie zawsze jednak mogę swym najbliższym przez parę godzin opowiadać o meblach, gadżetach, kolorach, fakturach, woskach i aranżacji wnętrz.
         I nadchodzi ten dzień, w którym nagle okazuje się, że dwa dni to za mało na rozmowy, kiedy spotykasz się z dziewczynami, które myślą podobnie, czują podobnie, widzą podobnie. Chociaż mają zupełnie inne doświadczenia, mieszkają w różnych miastach, parając się na co dzień przeróżnymi zawodami. Miałam wrażenie, że nagle znalazłam się we właściwym miejscu i czasie. Szkoda było czasu na sen, posiłki były miłym dodatkiem. Podobnie prezenty i aranżacyjna oprawa. Stanowiły przepiękne tło, ale najważniejsze w ciągu tych dwóch dni były nasze śmiechy, łzy, opowieści i rady. Od każdej z dziewczyn mogłam się czegoś nauczyć, optymizmu, "odrobiny" szaleństwa (LU!), życiowej mądrości, wiary w siebie, ciepła i empatii, wiary w to, że z każdego złego doświadczenia można wyjść zwycięsko i z podniesioną głową. Tego, że czasem nie warto "kopać się z koniem", zaakceptować rzeczywistość, która może nas jeszcze pozytywnie zaskoczyć. I że warto spełniać marzenia, realizować się, robić to, co się kocha. 
       Dziewczyny moje kochane, chciałam Wam bardzo bardzo podziękować za te wspólnie spędzone chwile, za to, że wróciłam do domu naładowana pozytywna energią i z rozbudzonym apetytem na kolejne spotkania! 
          A wszystkich zapraszam na małą fotorelację z tego niezapomnianego lipcowego weekendu.

2014/08/11

Powroty są trudne

       Uwielbiam zamieszanie i rozgardiasz w domu przed samym wyjazdem... szykowanie listy "niezbędnych" rzeczy i akcesoriów, pakowanie, sprawdzanie. Kto pakował czteroosobową rodzinę na dwa tygodnie na campingu wie o czym mówię...lista zdaje się nie mieć końca i absolutnie nic nie można z niej wykreślić...Zupełnie inaczej ma się sprawa na miejscu. Okazuje się, że 3/4 ciuchów z powodzeniem mogłoby zostać w domu, a sześć kompletów słomek to już przesada. Jak dobrze, że do przyczepy można wrzucić wszystko, łącznie z rowerami, taczką do piasku i toną pościeli. Podziwiam urlopowiczów latających do dalekich krajów i pakujących się w jedną walizkę...dla mnie rzecz niewykonalna!
       Tegoroczny urlop był bardzo udany, chyba mogę powiedzieć, że niemal idealny. Pogoda wymarzona, wprawdzie bez upałów, ale jak już wspominałam kiedyś, ja upałów po prostu nie lubię. Co innego piękne słońce, morskie fale i orzeźwiający wiatr (czasem nawet zbyt orzeźwiający!)...Tak...dwa tygodnie słodkiego nicnierobienia, czytania książek, wygrzewania kości i zabawy z dziećmi...tego mi było trzeba!!!
       Dlatego dziś, choć minął już tydzień od powrotu, tak ciężko jest mi ogarnąć rzeczywistość i ułożyć na nowo plan zajęć. Jak dobrze, że są zdjęcia i MASA wspomnień!

Gotowi na "małą" fotorelację?
To zapraszam!


2014/08/09

Dziękuję!



Kochani moi!

Bardzo dziękuję Wam za udział w konkursie rocznicowym i już spieszę się ogłosić, że zwyciężczynią CANDY zostaje


Kochana gratuluję i czekam na dane adresowe (podaj proszę najbliższy Paczkomat w okolicy).

Ale ale!
Nastąpił rozłam w rodzinie z powodu tegoż rozdania :)
A to z powodu mojej dwójki drombo.



Na sierotkę losującą wybrałam Matyldę, na co Antoni wybuchł rzewnym płaczem. No cóż...jest więc nagroda pocieszenia - niespodzianka - dla kolejnej osoby...

funita

Gratuluję serdecznie i dziękuję za to, że od czterech lat dzięki Wam tu jestem :)

Tymczasem wracam do obrabiania masy zdjęć z wakacji, bloggers Garden Party, domu...
Czy tylko ja nie potrafię się ogarnąć i wrócić do rzeczywistości po urlopie?


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka