2014/06/23

Scrap...

Scrap...złom, wybrakowany...
Scrapwood - piękne stare drewno z duszą i historią do opowiedzenia...
Takie lubię najbardziej...I lubię, kiedy z brzydkich odrapanych kaczątek rodzą się nowe piękne kolorowe (w przenośni rzecz jasna w moim przypadku) ptaki.

Zapraszam Was do oglądania, a może też kupowania...kontynuacja serii SCRAPWOOD, pojedyncze egzemplarze...



www.any-thing.pl


I przypominam Kochani, nadal trwa

A w tym tygodniu spodziewajcie się wspólnej zabawy z małą nagrodą!




















2014/06/20

Pamiętaj...

Idąc tym tropem wracam do pracy...a już niebawem nowości w sklepie (będzie dużo drewna) i mała rozdawajka dla Was Kochani :)


2014/06/16

Stworzona do...

Praca z drewnem to moje marzenie. Od kilku lat...tak mi się dawało. Całkiem niedawno, w rozmowie z rodzicami dowiedziałam się wielu interesujących faktów z życia mojej rodziny. Jak wielką część odgrywają geny w naszych marzeniach, predyspozycjach, zdolnościach? Jak się okazało, w życiu mojej rodziny prace z drewnem obecne były w każdym pokoleniu. Oczywiście, to zupełnie naturalne u naszych pradziadków dziadków. Dawniej mężczyźni w większości sami parali się stolarką na własne potrzeby. Tak też było u nas...Mój pradziadek był stolarzem. Dziadkowie po ciężkiej pracy odpoczywali "dłubiąc" w drewnie. Do dziś w moim domu jest stołek-taborecik, zrobiony przez dziadka Stefana dla swojego synka - mojego taty. Po renowacji służyć będzie Antosiowi.
Mój tato sam postawił dom. Nadal naprawia, remontuje, robi renowacje mebli. Stół i komplet krzeseł - proszę bardzo...Czy moje zamiłowanie do takich prac powinno mnie dziwić?
Mam kilka wspomnień z dzieciństwa związanych z moim tatą i pracami z drewnem. Wspólnie zrobiona  na początku szkoły podstawowej deska do krojenia na dzień mamy - mamuś, czy to było serce? Remont mojego pokoju. Szósta czy siódma klasa podstawówki? To było wyzwanie! Połowa lat dziewięćdziesiątych. Meble - szafa i biurko - stare, drewniane, ale solidne meble. Malowane. Malowanie wiele razy. Ostatni kolor - czerwony. Mnie zamarzyły się fioletowo-żółte meble. Tato się zgadza, ale stawia warunek. Sama przygotuj powierzchnię do malowania. Powiecie, phi !!! Parę godzin ze szlifierką i gotowe.
Nie wtedy. 
Ja dostaję kawałki szkła i dokładny instruktaż od taty. Dziś sięgniemy po cyklinę - schemat ten sam. Delikatnie zeskrobujemy każdą warstwę farby. Tydzień. Tyle trwała moja praca. Tato pomagał, dopingował. Tym bardziej wiedziałam, że MUSZĘ dać radę. Upór także odziedziczyłam po nim :) Satysfakcja po skończonym malowaniu? BEZCENNA!

Dlaczego to piszę? Dlatego, że jestem szczęściarą. Mogę robić to co kocham. Na co dzień. Dziś obce są mi myśli "znowu poniedziałek". Uwielbiam poniedziałki.

A z okazji dzisiejszego pochwalę się pierwszymi "drewniaczkami", które wyszły z mojej nowej pracowni i które po raz pierwszy mogłam oznaczyć moim nowym logo. Manufaktura drewna AnyTHING ruszyła moim mili :)

















Was zdjęciami, wiem. ale ciesze się jak dziecko i mam nadzieję, że wybaczycie mi te prywatę :)
Miłego tygodnia!!!

2014/06/14

Marzenia do spełnienia

Są takie marzenia do spełnienia...ja spełniam właśnie jedno z największych, pielęgnowanych wiele lat...


2014/06/12

PROJEKT DOM - HOL - Jak dobrze gdy można się ukryć...

Nie jestem stworzona do życia w tropikach. Chyba nigdy nie byłam. Nie będę ukrywać, że dni takie jak kilka ostatnich są dla mnie męczące.
Zaskoczeni? Nie będę rozpływać się nad ich wspaniałością. Powinnam?
Oczywiście lubię ciepło. Lubię dni, kiedy mogę z miseczką świeżych truskawek usiąść na tarasie i wystawić twarz do słońca. Kiedy mogę wyjść na spacer w sandałach, spodenkach i koszulce. Mogę jeździć na rowerze. Mogę bawić się z dziećmi w ogrodzie...
Ale 30 stopni w cieniu??? Problemy z oddychaniem, marzenie o zimnym prysznicu pięć minut po zakręceniu wody? Kierownica, która parzy mnie w ręce. Konieczność zaciągania rolet w całym domu i chowania się w nim przed palącym skwarem. Poparzone ramiona po kwadransie na dworze? Gdzie w tym przyjemność?

Nie, nie narzekam. Absolutnie! Staram się funkcjonować normalnie. Jak każdy. Chowam się więc w domu. Wynurzam gdy temperatura spada poniżej 25 stopni i cieszę czerwcową aurą, różami w ogrodzie, kwitnącym czarnym bzem, pachnąca lawendą. Dzisiejszym deserem, wyjątkowym, zjedzonym z dziećmi na tarasie, podczas wiosennej burzy. Szklanka w połowie pełna. Tak to widzę. Nie cieszą mnie gorące dni, ale doceniam ciepłe wieczory, chłodny powiew wiatru po burzy. Cieszy mnie, że po jeździe w rozgrzanym do czerwoności aucie mogę schronić się w chłodnym domu...

Nie będzie więc dziś zdjęć buchającego kolorami ogrodu. Nie będzie słońca. Będą  tylko moje cztery kąty, spokojne, kojące. Takie jak lubię najbardziej.  

Jak dobrze być w domu. Zwłaszcza gdy szaleństwo na zewnątrz :)







2014/06/03

Dzień Dziecka

W tym roku, tak jak w poprzednim, postanowiliśmy obchodzić Dzień Dziecka rodzinnie, bez góry prezentów, za to z niespodziankami, zabawami i atrakcjami przez calutki weekend, tak, aby za kilka, a może nawet kilkadziesiąt lat wspomnienia z tego dnia pozostały niezatarte... Wierzę, że tak właśnie będzie, bo o ile zabawki otrzymane za chwilkę złapią nieco kurzu na dnie szafy, o tyle to co pozostanie w naszej i dzieci pamięci będzie wieczne...
Rok temu spędziliśmy dzień w Zoo Eberswalde, tym razem zabraliśmy dzieciaki na weekend nad morze. Do samego końca było to niespodzianką, sobotnie pakowanie w wielkiej tajemnicy, podróż...i wreszcie morze i radość maluchów :) Były spacery brzegiem morza, zbieranie kamyczków i muszelek, nocna wyprawa na plażę. Niedziela upłynęła pod znakiem zabaw i atrakcji. Wyścigi quadami, festyn, rzucanie kaloszem (i nagrody za dobre wyniki!), układanie lego, loterie, obowiązkowe plażowanie i oczywiście rybka i duuuże lody na promenadzie.
Po powrocie do domu czekała największa niespodzianka...Edziu...ale o tym następnym razem :)
tymczasem zapraszam na fotorelację z bajkowych dwóch dni. Najpiękniejszym podziękowaniem były słowa matusi "Mamusiu, nigdy nie zapomnę tego dnia!" i wieeelki buziak od Antosia.




Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka