2014/04/29

Pomarudzę na wiosnę...

Mój ogród tętni życiem. Kwiaty, krzewy, drzewa...
Jestem leniem. potrzebuję odpoczynku. Przerw. Późną jesienią zawsze cieszę się z nadejścia chłodów, które oznaczają koniec prac ogrodowych na ładnych "parę" tygodni. Wiosną cieszy za to każdy kwiatek, każdy łepek wychylający się z ziemi, listek na drzewie... Ta zimowa przerwa jest na prawdę potrzebna, by później umieć od nowa cieszyć się zielenią. I pracą. A pracy w ogrodzie jest mnóstwo!
Cięcie, czyszczenie, nawożenie, podlewanie. Uwielbiam "ubabrać" się mokrą chłodną jeszcze ziemią. Uwielbiam sadzić, przycinać, pielęgnować...
Wszystko byłoby piękne, idealne nawet, gdyby nie CHWASTY. 

Nie opowiem Wam dziś o urokach ogrodnictwa. opowiem Wam o jego ciemnej, mrocznej stronie. Krew, pot i łzy - i zero przesady w tym stwierdzeniu. Podrapane do krwi (i do łokci również) ręce przy przycinaniu róż i pieleniu różanek, bóle krzyża po sześciu godzinach pielenia, hektolitry potu wylane przy pieleniu, kopaniu, przesadzaniu, o łzach wylanych nie wspomnę. Gdy coś zimy nie przetrzyma, gdy robale zjedzą, albo - co najgorsze - CHWASTY ZASŁONIĄ!!!!
Nie jestem przykładną ogrodniczką. W tym roku przegrywam z chwastami. Wszechobecny skrzyp kolejny sezon spędza mi sen z oczu. W tym sezonie jestem po prostu załamana :( Ciągłe pielenie zabiera mi całą radość posiadania ogrodu...
Owszem, słyszę dobre rady "daj spokój, przymknij na to oko". ale JAK?
Co robić, jak żyć, Panie Premierze? 
Kiedy te paskudy przerastają wypielęgnowane rabatki, górują nad kwiatami, rozsiewają się niemal w oczach. Jedną z rabat, największą, najbardziej pracochłonną...muszę po prostu zrobić od nowa. Wykopać wszystkie rośliny, przekopać, wypielić , a najlepiej po prostu wymienić ziemię. Sadzić na nowo, drżeć czy zmaltretowane rewolucją roślinki przyjmą się na nowo....

Tak Kochani. Posiadanie ogrodu to nie tylko "kwiatki, bratki i stokrotki", nie tylko grill z przyjaciółmi i tarzanie się w trawie. To też ciężka praca, systematyczność i podporządkowanie sztywnym regułom dyktowanym przez Matkę Naturę - czasem złośliwą śmiem twierdzić! 

Dziś znów idę walczyć z tą cholerą. Popołudniu. Do południa walczę z bakteriami, mikrobami i wirusami - stałymi mieszkańcami naszego domostwa od tygodni dwóch...

Nie pokażę Wam zdjęć moich zachwaszczonych rabatek. O nie. Mówić to jedno, ale pokazać? Mistrzynią jestem! W fotografowaniu tak, żeby widać nie było. Tylko nie mówcie mi teraz "nie jest źle" albo moje ulubione!! PRZESADZASZ :)
Owszem, przesadzam, niestety tylko roślinki :P 

















2014/04/26

Sobotnio...

Jak każda zdecydowanie nieperfekcyjna Pani Domu i mama - pozwalam dzieciakom na zabawę przed TV...a jeśli do tego jest jeszcze kreatywna...Małych podopiecznych trzeba ubrać, nakarmić, wykąpać, pobawić się z nimi i ułożyć do snu. Dobry wstęp do prawdziwych obowiązków przy domowym pupilku...

Czy ktoś tu twierdzi, że nie mamy zwierzątek domowych? :)











Obserwowanie dzieci "przy pracy" bezcenne :)



Miłego sobotniego wieczoru!


Wiosenne porządki

Głowy wietrzymy, poduszki też...i koce i pledy i domy. Wiosna! Nareszcie...nawet wieczorne burze mają teraz swój urok...nawet na chwasty jestem w stanie przymknąć oko, kiedy zieloną herbatę na tarasie wypić mogę i twarz do słońca wystawić.
O chwastach innym razem, a ja podzielę się z Wami spontanicznym zdjęciem z Wielkosobotnich porządków...




Uwielbiam poduchy. Mam ich niezliczone ilości i ciągle mi mało. Zmieniam poszewki, zimą na puchate, futrzaste, do których miło jest przytulić się w chłodny wieczór, gdy za oknem śnieg (albo i nie). Wiosną, latem wzorzyste, geometryczne, czasem kolorowe czasem czarno-białe. Jedne kupuję w niezastąpionej IKEI, inne w Biedronce na przykład, cześć kolekcji szyję sama, a część dziergam na szydełku. 





Moja kolekcja powiększa się stale, w szafie materiały na kolejne sztuki, pomysłów moc. A gdzieś tam szykuje się dla mnie paczuszka od Westwing i kolejne cztery poszewki. Nie mogę się doczekać. tym razem klasyka - marokańskie geometryczne wzory w klasycznych ciemnych szarościach i bieli (EMPIRE)....Jak tylko dojdą na pewno pochwalę się jak prezentują się w salonie - bo tam rzecz jasna trafią :)






A tu jeszcze kilka moich typów z aktualnych kampanii na Westwing.pl. Och, mam chrapkę na więcej!




1. Poszewka BRENDA, kampania Dom z Dobra Energią
2. Poszewka BELTY, kampania Dom z Dobrą Energią
3. Poduszka NICE, kampania Ponadczasowy Szyk
4. Poduszka MARRAKESH, kampania Dom w Bieli
5. 2 poduszki LORD, kampania upoluj atrakcyjny design
6. Poszewka UNA, kampania Dom z Dobrą Energią

Macie jakieś swoje typy? 
Ja, jak można zauważyć, jestem wierna czerni, bieli i szarościom, a do tego zestawu dołączam ostatnio złoto i miedź! I choć właśnie taras poleżałabym sobie na stosie poduszek to jednak obowiązki wzywają. Może wieczorem...

Paaa!!



2014/04/23

Z jajem

Nie będę specjalnie oryginalna, jeśli napiszę, że Święta minęły pod znakiem jaja...Karton z ozdobami wielkanocnymi został szczęśliwie odnaleziony i nieliczne z ozdób zagościły jednak w naszych domowych pieleszach. 









 Było spokojnie. to chyba najtrafniejsze określenie. Wszelkie prace - tak jak zaplanowałam - zakończyły się w Wielkosobotnie popołudnie. Był jeszcze czas na zabawę na ogrodzie, późny obiad na tarasie (w towarzystwie stresujących nas os) i leniwe czytanie książki. 




Także poniedziałkowe popołudnie spędziliśmy korzystając z wiosennego słoneczka i ucząc naszą Tuśkę jazdy na dwóch kółkach (rowerowych rzecz jasna). Poszło wyśmienicie! pierwsze samodzielnie przejechane metry już na liczniku, choć strach jeszcze wielki i obecność rodziców za jednośladem wskazana :)




Najbardziej cieszy słonko za oknem, chce się żyć, chce się wyjść do ogrodu, popracować, potańczyć przy radiu rano robiąc herbatę dzieciakom, pośpiewać w aucie :) Moje MISIE zapadają w sen...wiosenny! I pora najwyższa, bo nadchodzące tygodnie będę dla mnie bardzo intensywne i potrzeba mi tej wiosennej energii na start:)
ale o tym napiszę kiedy indziej...

Miłego dnia Kochani, ogromnie dziękuję Wam za wszystkie życzenia Wielkanocne, te blogowe, fecebookowe, mailowe i telefoniczne! Niech ten powrót do poświątecznej rzeczywistości będzie łagodny :)

2014/04/17

Szykujemy się...tylko w kuchni

Do Świąt. Bez zadęcia w tym roku - tak sobie wmawiam. Okna nie pomyte, stan ozdób świątecznych wykonanych przeze mnie w domu: zero. Dzieci ratują sytuację stroikami świątecznymi zrobionymi na warsztatach w przedszkolu i papierowym kurczaczkiem na piku - dziełem Matyldy.
No nie chce mi się!
Na Waszych blogach i profilach jajeczka, nakryte stoły, posiana rzeżucha, wiosenne kwiaty. A u mnie nic. Przenosiny warsztatu w toku, wszystkie ozdoby jeszcze w kartonach na strychu, przygotowania do remontu Antkowego pokoju trwają. Do tego Antoś calutki tydzień w domu z powodu choróbska. No klapa!

Ale jeden świąteczny akcent interesuje mnie bardzo i nad nim pracuję. JEDZENIE :)
Przez ubiegłe tygodnie troszkę eksperymentowałam z nowymi smakami. Część potraw - zwłaszcza ciast! zniknęła w ekspresowym tempie, część zaniosłam do znajomych w ramach spotkań i pogaduszek, prezentów. Udało mi się sfotografować jedynie ciasteczka i tymi przepisami podzielę się dzisiaj. To jak szybko znikają ze stołu czy słoików jest najlepszym dowodem na to, że bezglutenowo nie oznacza niesmacznie :)



CIASTECZKA JAGLANO_MIODOWE

(przepis od Pauliny Kolondry, za Time For Dessert)


180 g masła (roztopione i ostudzone)
130 g miodu
mała torebeczka cukru waniliowego
1 łyżeczka bezglutenowego proszku do pieczenia (lub sody)
250 g maki jaglanej

ulubiony dżem (u mnie domowy - kwaskowaty wiśniowy)



Miód zalewamy ciepłym masłem, mieszamy dokładnie i studzimy. W oddzielnej misce mieszamy suche składniki i dodajemy masło z miodem. Mieszamy i sprawdzamy konsystencję. jeśli jest zbyt lejąca dodajemy mąki (ja dodałam gryczanej). ciasto ma być luźne, ale dać się formować w kulkę. Odrywamy małe kulki wielkości orzecha włoskiego, układamy na blasze wyłożonej papierem i rozpłaszczamy dnem szklanki (mój sposób :P ). Pieczemy w 170 stopniach ok 12-14 minut (u mnie 12 z termoobiegiem) aż się lekko zezłocą. po ostudzeniu nakładamy dżem i zlepiamy z drugim ciastkiem. Można posypać cukrem pudrem (ja nie sypałam). Najlepiej smakują następnego dnia!
W fotografowanej wersji do maki dodałam czubata łyżeczkę ciemnego kakao i czubatą łyżkę karobu.




Kocham pieguski. Z dużą ilością dodatków. To jak kruszą się w ustach. Mmmm...bardzo mi ich brakowało, ale potrzeba jest matką "wynalazku". więc wynalazłam swoją wersję bez grama glutenu - za to z TYM smakiem! Bazowałam na przepisie na tradycyjne ciasteczka z płatkami owsianymi Doroty ze strony Moje Wypieki. Jednak u mnie wyglądało to tak:


KRUCHE DOMOWE PIEGUSKI



  • 1/2 szklanki mąki gryczanej
  • 1/2 szklanki maki kukurydzianej
  • łyżeczka cynamonu
  • pół łyżeczki sody oczyszczonej
  • szczypta soli
  • 145 g masła
  • 2/3 szklanki jasnego brązowego cukru / ksylitolu
  • 1 duże jajko
  • 1 łyżeczka domowego ekstraktu z wanilii
  • 1 szklanka płatków jaglanych LUB po pół szklanki płatków jaglanych i gryczanych - wersja baaaardzo krucha i chrupiąca!
  • pół tabliczki posiekanej gorzkiej czekolady
  • pół szklanki świeżych żurawin
  • orzechy/pestki dyni


Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
W naczyniu wymieszać mąki, cynamon, sodę, sól; odłożyć.W misie miksera utrzeć masło z cukrem na gładką, puszystą masę. Dodać jajko, dalej ucierając. Dodać ekstrakt z wanilii i ucierać. Do masy wsypać płatki, odłożone wcześniej suche składniki i zmiksować. Na sam koniec dodać czekoladę i żurawiny, wymieszać.
2 płaskie blachy do ciasteczek wyłożyć papierem do pieczenia. Układać kolki ciasta i rozpłaszczać lekko.
Piec w temperaturze 180ºC przez około 16 minut, aż brzegi ciasteczek zaczną się złocić. (u mnie 12 min z termoobiegiem. nie można dopuścić do zbrązowienia, bo będą twarde. Muszą się tylko leciutko zarumienić). Wyjąć, przestudzić na blaszce (ciasteczka będą miękkie), następnie przenieść na kratkę.



Jeszcze do niedawna zastanawiałam się jak ja przeżyję te dwa dni, kiedy na stole będą same pyszności, a większość z nich ZAKAZANA dla mnie. To co tak lubię - pasztet mamy, żur na zakwasie, mazurki, serniki, baby...ach! I wszystko z glutenem :(
Moja kochana mamusia stanęła na wysokości zadania (mamuś - jesteś WIELKA!!!!) i jej smakołyki będę zajadać i ja. Pasztecik zagęszczony siemieniem zamiast mąką, spód bajecznego sernika z mąki gryczanej i jaglanej. Na samą myśl moje ślinianki pracują z zawrotna prędkością i intensywnością!

Ja też nie próżnuję. wypróbowałam zawczasu kilka przepisów i menu przygotowane. Od dziś nie ma już czasu na próby, zaczynamy działać!!! W planie pasztety - z czerwonej soczewicy (wypróbowany w ubiegłym roku , TU przepis. tym razem mąkę zastąpiłam mąką jaglaną). Do tego wege-pasztet warzywny, pieczona biała kiełbaska, domowy chlebek jaglany - i jeśli się uda - żur na zakwasie gryczano-ryżowym. Na deser oczywiście pyszne ciacha. Będzie mazurek na jaglano-miodowym spodzie (tu wykorzystam ciasto z przepisu na ciasteczka powyżej!) i mazurek na spodzie migdałowym z czekoladą i świeżymi ziołami (!!!) i baba cytrynowo-pomarańczowa.

Kto spróbuje?
Ja swoimi rezultatami pochwalę się już PO, ale dla chętnych wrzucam linki dl przepisów :)

CHLEB JAGLANY od OlgaSmile
ŻUR od OlgaSmile
MAZUREK z ziołami od Qmamkaszę
BABA z Lawendowego Domu

Przy okazji macie też podgląd na moje ukochane strony z pysznymi bezglutenowymi przepisami. Brakuje tu jeszcze kilku, ale podzielę się następnych razem :)

A teraz do garów!! :)

Konkursy i promocje - Wielkanocnie :)


Kochani, tak szybciutko dla Was!

Dwa konkursy na westwing.pl i szansa na rabaty i nagrody :)

Wystarczy kliknąć na obrazki i już wszystko będziecie wiedzieć.
Kto startuje?

A ja już za godzinkę podzielę się z Wami pierwszymi przepisami na bezglutenowe Święta Wielkiej Nocy!







Spróbujcie szczęścia :)

2014/04/16

Niezbędnik...

Bo każda szanująca się NIEMAL Perfekcyjna Pani Domu na podstawowym wyposażeniu kuchennym posiada...

wiertarkę :)




Umiejętności warsztatowe czasem przydają się i w kuchni - zwłaszcza, gdy o godzinie 20 córa nagle stwierdza, że na jutro rano potrzebne są wydmuszki :) Raz dwa trzy, jaja gotowe...a przy okazji tez placuszki jaglane z miodem usmażone - coby zawartość tychże jaj na zmarnowanie nie poszła...


Kobiety do wiertarek! 
:)


2014/04/15

DIY - PALETOWE ŁÓŻKO

Nie odkryję Ameryki pisząc, że palety zawojowały świat. Od kilku już lat to bardzo silny trend, styl loftowy, industrialny, trochę surowy. Ja bardzo go lubię - właśnie za jego prostotę i za to, ze dzięki niemu stare meble, a przede wszystkim stare drewno znajdują na nowo miejsce w naszych domach. I marzy mi się sklep z takim wyposażeniem, pofabryczna hala..

.

2014/04/10

Muzyczny czwartek

Kocham muzykę. Nie wyobrażam sobie bez niej dnia, tygodnia, życia. 
Nie umiem grać na zadnym instrumencie (choć marzę o gitarze), nie umiem śpiewać - choć lubię - zwłaszcza w aucie i przy pracy - oczywiście gdy nikt nie słyszy :)
Kocham muzyków. (Jeden z nich jest nawet moim mężem :) - i choć ostatnio jest muzykiem niepraktykującym, to mam nadzieję, że przyjdzie czas na powrót do pasji!)).

Słysząc muzykę w głowie mam obrazy, które kojarzę cz danym utworem. to taka moja muzyczna pamięć. Wiele, bardzo wiele jest piosenek, które działają jak stop-klatka - od pierwszych dźwięków pojawia się obraz. 

Moja dzisiejsza dawka muzyki dla Was - bez zbędnych opisów. O życiu, o codzienności, o demonach, które w nas siedzą, o upadaniu i wstawaniu. Do posłuchania właśnie teraz, gdy w okna bębni deszcz...








Miłego słuchania!

2014/04/09

Z szafy Tosi do naszego domu...

Czy znacie Julkę i Tosię z bloga "Szafa Tosi"?

Podczytuję od dłuższego czasu i uwielbiam każdy nowy wpis. Nie. To nie jest blog o ciuszkach, fryzurach, stylizacjach i testach zabawek.
To blog o życiu. O rodzinie. O cieple i miłości. Niesamowity. Julia ma wielki dar pisania o codzienności w niecodzienny sposób. Uczy jak celebrować każdą chwilę, jak doceniać to co niesie nam życie. Czasem z humorem, czasem bardzo poważnie, zawsze z wielkim dystansem do siebie i świata.
Zobaczcie jak sama pisze o sobie:


 "Do szaleństwa kocham swoje życie.
To które było i będzie. Jednak najbardziej to, które właśnie trwa. Dzień za dniem.
Do szaleństwa kocham być matką i żoną. Kiedy dom pachnie bezpieczeństwem, radością i spokojem. Kiedy słychać w nim rozmowy, muzyke, śmiech. Kiedy pachnie obiadem, świeżo upieczonym chlebem, cynamonem w swięta.
(...)
Los swój wielbie… bo przecież tak zupełnie inny mógł mi się zdarzyć..
(...)
Pasje, dzięki której przeżyłam, zobaczyłam, dotknełam więcej, niż mogłabym całe życie nie posiadając Jej.
Uśmiech mojego dziecka zaraz po przebudzeniu.
Finezyjnie nakryty stół. Wnętrza domów przy których denerwuje się, że ktoś ukradł je z mej głowy.
(...)
Lubie gdy wszystko ma swoje miejsce i czas. Porządek. Ten na półce i w duszy".



Dzisiejszy post o rodzeństwie poruszył mnie bardzo.
Zastanawialiście się kiedyś czy istnieje czas IDEALNY na kolejne dziecko. Na drugie, trzecie, następne? Kiedy nic innego nie musimy. Nic innego nie chcemy. Nie liczą się pieniądze na pieluchy, zaplanowane wakacje, z trudem odzyskana figura. Chcemy nieprzespanych nocy, mdłości w ciąży, ząbkowania i kolek.

Wiem, że taki dzień może nigdy nie nadejść. Macierzyństwo to nie jest bajka widziana w filmach, to na prawdę krew, pot i łzy. I praca nad sobą...
Oczekiwanie na pierwsze dziecko to niewiadoma, mnóstwo marzeń, wyobrażeń, planów. A podwójnepotrójne, poczwórne macierzyństwo...Tym razem wiemy jak będzie, znamy pokrótce scenariusz. Obok cudnych chwil będą też te, o których szybko będziemy chcieli zapomnieć. Bedą kolejne wyrzeczenia, poświęcenie...trzeba je zaakceptować, wyzbyć się egoizmu. Nie całkiem! szczypta egoizmu pozwala zostać kobietą będąc też wspaniałą mamą.
Jak być dobrą mamą, jak nie odtrącić starszego dziecka, jak PODZIELIĆ tę wszechogarniającą miłość na części? Mówi się, że miłość jako jedyna mnoży się przez dzielenie i w przypadku miłości dzieci jest to najszczersza prawda!
Tak, najpiękniejsze co możemy podarować swoim dzieciom to rodzeństwo. To ktoś z kim będą dzielić sekrety, wykradać się na dyskoteki, komu wypłaczą się w ramię gdy on/ona złamie serce. To ktoś, kto będzie Cię krył gdy wrócisz za późno z randki, kto zabierze Cię na imprezę, wyciągnie z domu gdy masz doła. Kto będzie świadkiem na Twoim ślubie. Kto razem z Tobą będzie płakał na głupim serialu, przyjedzie z drugiego końca miasta, kiedy poprosisz. A potem zabierze dzieci na weekend, żebyś mogła odpocząć, albo odbierze je z przedszkola, kiedy znów będziesz musiała zostać w pracy po godzinach...

Ja - mama - zawsze będę blisko moich dzieci, ale wiem, ze nawet gdyby mnie zabrakło będą mieli siebie. 












Oj pewnie, że się kłócą, że zazdrośni jedno o drugie bywają. Że jedno sprzątać nie chce, a drugie musi, że on dwa buziaki dostał, a ona ze mną ciasto robi. Ale wiem też, że jedno z drugim stanie gdy będzie trzeba. Zawsze będą mieć siebie, bo w rodzinie jest ta ukryta siła - i to nie jest tylko pusty frazes powtarzany od lat. A czy myślę czasem co by było gdyby? Tak...co by było gdyby była trójka :)


 



Miłego dnia Kochani, a ja zmykam piec zdrowe słodkości na osiemnaste urodziny mojej kochanej MAMUSI!!!!

2014/04/08

Już czas...

Moja malutka córeczka, moja dziewczynka...od września uczennica, pierwszoklasistka. Z całej rodziny to chyba ona jest najbardziej przygotowana psychicznie by zrobić ten krok. My nie.. Dla nas jest nadal maluszkiem. Jak ona dźwignie ten plecak (chyba, że Pan Premier szanowny dotrzyma obietnicy odnośnie podręcznika!) ? Czy sobie poradzi? 
I czy MY sobie poradzimy?

Choć do września jeszcze niemal pół roku, my już powoli przygotowujemy się do zmian, które nieuchronnie musza nastąpić. W dziewczęcym pokoiku, obok zabawek i pluszaków stanie biurko. Obowiązkowy kącik do czytania lektur i nie tylko także znajdzie swoje miejsce. Obowiązki i zabawa - te dwie dziedziny jej życia splotą się teraz nierozłącznie. 
Och, moja malutka dziewczynka...

Pokój Matyldy przeszedł już spory lifting dwa lata temu (do podglądnięcia TU i TU i TU), jednak teraz tak na prawdę uda mi się zrobić go do końca. Wstyd przyznać, ale pomarańczowych mebli, którymi byłam tak zachwycona siedem lat temu, szczerze dziś nie znoszę. 
Pora na zmiany. Będzie jeszcze prościej, jeszcze przejrzyściej...i bardziej kolorowo!
Pożegnamy pomarańcze, powitamy radosny żółty!!

threefiftyfive.wordpress.com


Pierwsze zakupy już poczyniłam.
Gdzie? Oczywiście na Westwing.pl . Chyba się uzależniam! 
Tym razem pozwoliłam wybierać Matyldzie i to ona zadecydowała jaki kolor chce w swoim pokoju.
Żółty.
Kampania duńskiej firmy Design Sodahl okazała się dla nas idealna. Na nowym łóżku zagości więc wybrana przez Tuśkę zygzakowa narzuta, a na biurku figurka hipcia - niech nie będzie znów tak poważnie i naukowo:) 
Girls just wanna have FUN :)
Westwing.pl, kampania Design Soedahl


Poważniejsze decyzje - jak wybór mebli - tez już za nami. tutaj pomoże nam niezawodna IKEA. Nauczeni własnym doświadczeniem z kolorowymi meblami tym razem stawiamy na biel. To dodatki mają grać pierwsze skrzypce, prawda?

Mój wstępny projekt - zaakceptowany rzecz jasna przez Tuśkę - wygląda tak:





Zdecydowaliśmy się na łóżko Hemnes. Dla mnie spełnia i wymogi estetyczne i praktyczne - teraz nocowanie koleżanek to będzie frajda. Łóżko rozkłada się i spokojnie pomieści dwójkę, a nawet trójkę lokatorek :) 


centsationgirl.com
desireempire.com

Nad łóżkiem rzecz jasna dołączą pompony wzbogacone o wersję yellow :) Tej dekoracji na pewno się nie pozbędziemy. A pod półką z książkami i kolorowymi grafikami zawiśnie girlanda Cotton Ball Lights skomponowana przez Agę - Lime and Pink Grapefruit by Pretty Pleasure lub nasza własna kompozycja :)


CBL, Lime and Pink Grapefruit by Pretty Pleasure
Dawny kącik plastyczno-kuchenny zamieni się w wygodny i przytulny kącik do czytania. Wszak mała dama umie już czytać i robi to coraz chętniej! Widok zaczytanej w książce Matyldy jest już na porządku dziennym. 
W tym przypadku także stawiam na prostotę i rozwiązanie podpatrzone na wielu zagranicznych blogach. Znów IKEA. Tym razem regał EXPEDIT na leżąco. Do tego mięciutkie siedzisko i trochę kolorowych poduszek. Obok uniwersalna komoda MALM na rysunki (których moja Matylda produkuje i płodzi całą masę, od rana do wieczora), układanki i gry. Tablica magnetyczna jako mini-galeria prac i oczywiście półki na książki.



I garść inspiracji z Pinterest :)

www.apartmenttherapy.com
daveandjoi.blogspot.ca
indulgy.com

W kąciku zabaw stanie robiona przez nas kuchnia, która nadal cieszy się uznaniem i dzielnie służy maluchom.





Tam rozgoszczą się też zabawki, pluszaki i klocki lego - a do ich segregacji i okiełznania (och, znacie ten ból, kiedy nadepniecie na ten mały klocuszek?) posłużą nam pięknie pojemniki LEGO. Oczywiście białe, różowe i żółte :)


www.czaszabawy.pl


I jak Wam się podoba moja "wizja"? :)
Same projekty są jeszcze dość surowe. Wiadomo, brak na nich kolorowych zabawek, książek, pościeli. Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować go tak jak widzę to w mojej własnej kipiącej pomysłami głowie. 

Równocześnie ze zmianami w pokoju Matyldy od podstaw będzie powstawał bliźniaczy pokój Antka - ale to już zupełnie inna bajka :) Trzymajcie kciuki, bo to będzie dopiero wyzwanie!

A na koniec jeszcze kilka inspirujących obrazków z dziecięcych pokoików, w których pierwsze skrzypce grają neonowy róż i żółty z kroplą czerni.
frufly.blogspot.com.au

katalog IKEA 2014
ideastosteal.com


Design & Kids

I coś dla dorosłych :)

etsy.com
livethemma.ikea.se
followgram.me

I jak? To była dobra dawka pozytywnej energii na nowy dzień ?

pozdrawiam Kochani!!!!!
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka