2014/01/30

Taki zwykły wieczór

Normalny...Szlaban na bajki nareszcie zniesiony, dzieci jakieś taki spokojne, zmęczone może pobudką o 6 rano...Jest leniwie, jest czas na leżenie na kanapie, na wyklejanki z alfabetem i grę w karty. Nikt nie biega, nikt nie krzyczy, nawet bałagan jakby mniejszy, a dzieci chętniejsze do jego ogarnięcia.
Lubię takie dni... Nawet kiedy w tle szumi inhalator, a wokół mnie wala się tona chusteczek higienicznych. Zima ma swoje plusy i tych właśnie się doszukuję...i lubię tę cholerę, nawet jeśli funduje mi choróbsko :)








W ramach rehabilitacji i odskoczni od kuchennych eksperymentów w domu pojawiła się też ONA. Pufa Matyldy. Oczywiście w różu. Oczywiście na szydełku. Na szczęście zaakceptowana natychmiast...Dziecko zadowolone, mama nareszcie nie przegania z podłogi, a uprane poduszki z kanapy nie walają się po ziemi ...gdyby tak jeszcze kapcie jakimś cudem pozostawały na nogach, a nie pod kanapą, pod poduszką czy w szufladzie...
Ale nie można mieć wszystkiego!







Chwilo trwaj wiecznie....







2014/01/29

EAT FIT vol.3 - czyli udomowiamy fast foody :)

Tak tak, moda na bycie fit, ćwiczenia, bieżnie, siłownie, zdrowe odżywianie jest w szczytowym momencie. Wszyscy chcą być fit. Muszą być fit!. w każdym supermarkecie stoiska ze "zdrową żywnością" i sprzętem sportowym. Telewizja bombarduje nas milionem reklamowych spotów "Jedz płatki, będziesz fit w 7 dni"...Czy ktoś z Was czytał co zawierają te płatki? Cukier, barwniki, wzmacniacze smaku, syrop glukozowo-fruktozowy, który działa na nasz mózg jak narkotyk i powoduje uzależnienie...
Włos się jeży...bo przecież to takie proste. Na śniadanie zjedz "zdrowy jogurt", dodaj "płatki fit", zapij wodą z tajemniczą saszetką, łyknij parę kolorowych tableteczek - jedną na zmniejszenie łaknienia, jedną na przyspieszenie metabolizmu, kolejna na lepsze spalanie tłuszczu, jeszcze inna na piękna skórę...ach! No i na cellulit byłabym zapomniała!
Przygotowując dziś ten wpis przeczytałam całą masę artykułów o preferencjach Polaków, ich zakupach i postrzeganiu diety i suplementacji. Czy potraficie sobie wyobrazić na przykład, że w 2012 roku Polacy wydali 100 mln zł na suplementy diety dla dzieci do 3. roku życia! 


"Prawidłowo zbilansowana dieta powinna zaspokoić zapotrzebowanie odżywcze dzieci, a badania diety maluchów nie wskazują w niej istotnych niedoborów (poza witaminą D) wymagających dodatkowej suplementacji – tłumaczy Joanna Friedman-Gruszczyńska z Centrum Zdrowia Dziecka. Jak ocenia, rodzice stosując suplementy chcą uspokoić swoje sumienie. Podając je, uważają, że nie muszą już starannie żywić dzieci; dla nich zróżnicowana dieta to do jednej ręki hamburger, do drugiej witaminka – mówi"  Źródło



Zauważacie pewna zależność, która - kiedy jesteśmy jej świadomi - wywołuje na twarzach uśmiech zażenowania i niedowierzania! To nie może być tak proste!!!!!! Nowy Rok...80% spotów reklamowych dotyczy rzucenia palenia, chudnięcia i oszczędności. Według badań marketingowych to trzy najczęściej występujące w Polsce postanowienia noworoczne. Początek sezonu jesienno-zimowego - spoty z lekami na przeziębienie, grypę, gorączkę, odporność...

Kochani ! nie dajcie się zwieść! Wielkie koncerny żerują na nas i naszej naiwności - ja też - a jakże - swego czasu wierzyłam w te bzdury i trwoniłam pieniądze na tabletki-cud! I co? Zeszczuplałam? Mam figurę modelki? Jestem zdrowa jak rydz? Niestety :( Mam za to tonę przeterminowanych leków, których w większości nawet nie użyłam, a jedyne co zeszczuplało to zawartość mojego portfela, ale nie ma tego złego. Równo z chudnięciem oszczędności rosła wiedza i świadomość. Już nie dam się tak łatwo oszukać! 

Dla nikogo nie będę guru zdrowego odżywiania, za dużo mam grzechów na sumieniu. Nie jestem szczupła i daleko mi do idealnej figury.Walczę cze swoimi słabościami i przegrywam. Ale wstaję i walczę dalej. Teraz zaczynam walczyć świadomie i to się właśnie zmieniło w moim podejściu. To i fakt, że mój dzisiejszy wygląd, samopoczucie i niestety choroby to wynik - w dużej mierze - mojego dotychczasowego odżywiania (zwłaszcza, jeśli wyniki zleconych mi badań to potwierdzą).

Tu nie pomoże dieta. Dieta się kiedyś skończy. PO diecie można iść na kebaba. PO diecie można zjeść tabliczkę czekolady - bo przecież tak ciężko pracowałam tyle tygodni! NA diecie mogę się głodzić - liczy się efekt.

Tu nie pomoże dieta. Tu pomoże tylko zmiana nawyków i to jest właśnie najtrudniejsze. Przepraszam Was Kochani za ten przydługi i pewnie dla wielu nudny wstęp. Blog to mój rodzaj pamiętnika, choć brak tu wpisów bardzo osobistych, ten wpis taki właśnie jest. Miało być o hamburgerze, a jest o życiu. Może o tym, że czasem potrzeba "tąpnięcia", usunięcia się ziemi spod nóg, żeby można było spojrzeć na rzeczywistość taką jaką jest. Bez przymykania oczu. Bo mnie je właśnie otwarto. Brutalnie, ale dziękuję i za to. widać, było mi to potrzebne.

Kto z was przebrnął przez moje osobiste wynurzenia zasłużył na nagrodę. Na pyszną nagrodę - muszę dodać :)
Kochacie fast foody?? Nieeee!!! Na pewno usłyszę :) Ale jecie, prawda? No każdemu się zdarza :) Osobiście ogromnie nie lubię sieciówek i ich jedzenia (nie licząc lodów i szejków w Mac'u), ale od czasu do czasu pizza czy kebab w ulubionej budzie u prawdziwego Turka, to co innego. ale coraz rzadziej...

ZMIANA NAWYKÓW.

 Dlaczego mam zrezygnować i odmawiać sobie ulubionego hamburgera? I tęsknić za nim i nerwowo przełykać ślinę, gdy widzę jego reklamę? Zrobię go sobie sama w domu :)
Inspiracją dla mnie był ponownie filmik z Martą z Jadłonomii w roli głównej. Burgery z buraków. Wegeburgery. Mniam!!




WEGEBURGERY

Cytuję za Martą:
Składniki na około 10 kotletów 2 szklanki startych buraków
1,5 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
0,5 szklanki prażonego słonecznika
0,5 szklanki prażonego sezamu
czerwona cebula
0,5 szklanki bułki tartej
1/4 szklanki oleju
3 łyżki mąki (dodałam razową)
2 łyżki sosu sojowego
2 łyżeczki kolendry
2 łyżeczki pietruszki
łyżeczka suszonego imbiru
1/4 łyżeczki chili
sól
czarny pieprz

Przygotowanie:
Wszystkie składniki wrzucamy do dużej miski i mieszamy rękami, aż do uzyskania klejącej masy. Jeżeli masa nie klei się wystarczająco, wystarczy dodać jeszcze więcej oleju i mąki. Lepimy kotlety i układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy 30 minut w temperaturze 200 stopni, w połowie czasu pieczenia (albo po upływie 20 minut) delikatnie obracając kotlety na drugą stronę. Podawać w bułkach z ulubionymi dodatkami.



Moje wegeburgery nie były do końca dopracowane, wybaczcie! Potężne przeziębienie mnie zmogło, więc robiłam je ledwo stojąc i z temperaturą. NIE upiekłam więc sama bułek i NIE zrobiłam domowego sosu...ale i tak było pysznie i na pewno zdrowiej niż w.... :)

Bułki przekroiłam na pół i przez ostatnie 3 minuty pieczenia się kotletów wrzuciłam je również do piekarnika - były cieplutkie i przyjemnie chrupały!
Dodałam ketchup, troszkę majonezu (poprawię się następnym razem, obiecuję), na to sałata, burger + ketchup, pomidorki, czerwona papryka, KISZONY! ogórek i voila!!!



Nie zgadniecie, co było wartością dodaną tego posiłku? :)
Widok mojego ukochanego synka - niejadka i przeciwnika warzyw z wyjątkiem zielonego ogórka - który pod postacią hamburgera spałaszował WSZYSTKIE warzywa prosząc o jeszcze!! Ja tyle czasu  i wszelkimi sposobami namawiałam go na spróbowania, a wystarczyło zrobić domowego burgera :)


A na pierwsze i drugie śniadanka (a czasem i do obiadu) raczę się aktualnie takimi pysznościami. Możecie śmiało nazywać mnie awokadożercą - jestem uzależniona!!!




PS.
Zastanawiacie się pewnie DLACZEGO pojawia się u mnie bułka tarta, mąka i BUŁA od hamburgera? No tak, moja dieta bezglutenowa chwilowo zawieszona - przed badaniami nie mogę go ograniczać, żeby nie zafałszować wyników. Ale wrócę do niej!!!!

Wszystkim, którzy dotrwali do końca wpisu - gratuluję i jestem wdzięczna :) Tymczasem uciekam pod kocyk podpiąć się do inhalatora...chleb powszedni...

PS.2 - nie zamierzam stać się blogiem kulinarnym, ale ponieważ chwilowo nie mam siły na nic innego poza gotowaniem  -to jeszcze trochę Was pomęczę :)


2014/01/28

EAT FIT vol.2 - Coś rozgrzewającego!

Nigdy nie byłam amatorką zup. Ich gotowanie - i owszem - całkiem przyjemne, bo szybkie. Natomiast samo zjadanie...hm....
Miałam do tej pory swoje faworytki - ogórkową, pomidorową, niedzielny rosół i świąteczny czerwony barszczyk. Kiedy w domu pojawiły się dzieci - początkowo z czystej wygody - zagościły u nas zupy krem. Kiedy obok dzieci pojawił się też Thermi - wtedy zaczęłam eksperymentować i szukać nowych smaków. Zupy-krem i koktajle stały się idealnym rozwiązaniem na przemycenie do naszych posiłków warzyw i mniej lubianych owoców, szpinaku, natki pietruszki, sałaty czy awokado. 
Ale o zupach miało dziś być!
Wracamy do korzeni - i dosłownie i w przenośni. do naszych rodzimych warzyw, tych trochę nielubianych i tych, które goszczą w każdej kuchni. Znacie scenkę, kiedy Wasze dzieci i mężowie (!) "łowią" pływającą w zupie marchew bądź pietruszkę? Dzięki poniższym przepisom zobaczycie teraz jak pałaszują te warzywa ZE SMAKIEM!!!
Nie wierzycie?
Zapraszam do kuchni :)

MARCHEWKOWA ZUPA KREM z TYMIANKIEM

Składniki:
0,5 kg obranej marchwi
1 duża cebula (ok 100g)
15 g oliwy z oliwek  (łyżka)
650 g wody
1 łyżeczka domowego bulionu ( lub ostatecznie kostkę rosołową lub łyżeczkę soli ziołowej)
płaska łyżeczka suszonego tymianku (lub świeżego - jeśli posiadacie)
1/2 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki pieprzu
100 g jogurtu naturalnego (można pominąć)
2-3 krople sosu sojowego
do smaku - szczypta curry, kurkumy i imbiru (ja dodaję sporo, lubię gdy dominują i nadają ostrości zupie - przełamują słodki smak marchewki)



Wersja "analogowa":
Cebulkę siekamy drobno, marchew ścieramy na tarce o grubych oczkach i podduszamy wszystko w garnku na łyżce oliwy. Dodajemy wodę, zioła i przyprawy i bulion i gotujemy ok 15-20 min mieszając co jakiś czas. Całość miksujemy na gładką masę, dodajemy opcjonalnie sos sojowy i jogurt i gotowe!

Pyszna sycąca aromatyczna i rozgrzewająca zupa w pół godziny!!! idealnie komponuje się ze zrumienionymi na patelni nasionami słonecznika, dyni bądź płatkami migdałów. I oczywiście tymiankiem!



Wersja dla Thermi-fanów:
Cebulę i marchew rozdrabniamy 5 s/obr.5
dodajemy oliwę, dusimy 5 min/Varoma/obr.2
Dodajemy wodę, przyprawy, bulion 15 min/100*C/obr.2, miksujemy 10s/obr.10
Dodajemy smietanę i sos 10s/obr.3

Przepis na tę zupę znalazłam w książce kucharskiej Thermomixa, lekko zmodyfikowałam go na własny użytek - zmieniłam śmietanę na jogurt, sos Worcester na sojowy i dodałam przyprawy.

Kolejny przepis usłyszałam wczoraj, oglądając relację na stronie Jadlonomii z wizyty w studiu TVN. Fanką Marty i jej gotowania wege jestem ogromną! Choć sama wegetarianką, a tym bardziej weganką nie jestem, to jednak zawsze znajduję tam coś dla siebie - koniecznie zajrzyjcie na jej stronę. Jestem niepocieszona, ze organizowane przez nią warsztaty są tak daleko ode mnie... I na pewno niebawem spróbuję u siebie wegeburgerów buraczanych według jej przepisu!
Wracając do zupy. Filmik oglądnęłam, ubrałam się, pobiegłam do sklepu po rzeczoną gruszkę i pietruszkę i ugotowałam. To był impuls i cieszę się, że sama przemogłam nawet własną początkową niechęć do korzenia pietruszki :) Było warto!

KREM Z GRUSZKI I Z PIETRUSZKI

Cytuję za Martą:
Składniki:0,5 kg korzeni pietruszki
ziemniak
gruszka
łyżeczka suszonego tymianku
szklanka mleka orkiszowego - zamieniłam na migdałowe :)
delikatny bulion warzywny lub woda ( u mnie woda i łyżeczka domowego bulionu)
oliwa
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
kilka łyżek migdałów
Przygotowanie:Pietruszkę oraz ziemniaka obrać i pokroić w grubą kostkę. Na dnie dużego garnka rozgrzać oliwę, dodać pietruszki i na bardzo małym ogniu dusić je przez około 5 minut. Następnie dodać pokrojoną na ćwiartki gruszkę i dusić przez kolejne 5 - 10 minut, do momentu, aż będą bardzo miękkie. Do garnka wlać bulion, ma być go tyle, aby przykrył warzywa. Garnek przykrywam i gotować przez około 15 minut, dopóki pietruszka nie będzie bardzo miękka. W międzyczasie na suchej patelni uprażyć migdały. Do miękkich warzyw dodać mleko i całość zblendować, w razie potrzeby dodając więcej mleka lub trochę wody. Doprawić tymiankiem, solą i pieprzem, jeść posypane migdałami.



Wersja dla Thermi-fanów (stworzona wczoraj):

Ziemniaka i pietruszkę rozdrabniamy 5 s/obr.5
dodajemy oliwę, dusimy 5 min/Varoma/obr.2
dodajemy pół szklanki wody i pokrojona w drobna kostkę gruszkę, dusimy 5 min/Varoma/obr.2
Dodajemy resztę wody, przyprawy, bulion, gotujemy 15 min/100*C/obr.2, miksujemy 10s/obr.10
Dodajemy mleko migdałowe (lub inne roślinne) miksujemy 10s/obr.3
Na koniec doprawiamy (oczywiście ja dosypuję pieprzu i tymianku - lubię na ostro)


I jak Wam się podoba?  Kto zaryzykuje tryumfalny powrót pietruszki do swojej kuchni?
Czekam na Wasze opinie :)

Wasza ugotowANA  (i walcząca aktualnie z mega przeziębieniem) !

2014/01/27

Post-urodzinowo...

Urodziny, urodziny, imprezy, szykowanie, tortów pieczenie...

Tak to już jest w styczniu, że okazji do świętowania w naszej rodzinie nie brakuje, a zdarza się, że niektóre ze szczególnych dni obchodzimy hucznie i ...PODWÓJNIE :) Oczywiście, urodziny Matyldy, przyjęcie dla rodziny i bal dla dzieciaków. 
W przygotowaniach dzielnie pomagała sama jubilatka oraz jej dzielny młodszy brat Antoni i kuzynka Zuzia :) Dziewczynki same wykonały serwetki i obrączki dla gości, udekorowały stół konfetti i pomagały w pieczeniu ciastek dla gości. Brat - jak na mężcztznę przystało - zajął się dmuchaniem kolorowych balonów :) Do mamy należało oczywiście upieczenie tortu! Tym razem tort bezowy z masą lemon curd (przepis od niezawodnej Dorotki z mojewypieki.com)











Druga impreza urodzinowa niestety odbyła się "na kulkach". dlaczego niestety? Nie przepadam za tego typu uroczystościami w lokalach, ale wizja zorganizowania w styczniu - a więc ewidentnie w domu - zabawy i rozrywek dla piętnastki rozbrykanych maluchów (głównie przedszkolaków)- przerosła moje możliwości percepcji i organizacji. Stanęło więc na popularnych "kulkach" - nie żeby dzieciaki narzekały, bo szaleństwa było co nie miara, a mamusie i tatusiowie troszeczkę sobie poplotkowali. Nie demonizuję więc, choć też nie jestem wielką entuzjastką...Ot, przystępny kompromis.
Za to przy urodzinach Antka w maju pomyślę już o zabawie w ogrodzie...jeśli śniegu już nie będzie :P

Matylda poprosiła o tort Minnie, więc mama stanęła na głowie i był...oj z roku na rok ozdabianie tortów jest coraz trudniejsze :)





Miłego dnia Kochani! 
Niech to będzie dobry tydzień!



2014/01/24

EAT FIT

Jak Wam się podoba to hasło?

It-fit :)
Jedz zdrowo, czysto, odżywiaj się a nie tylko konsumuj.



Po ostatnim poście kulinarnym odzew z Waszej strony był na prawdę duży! Byłam, JESTEM, zaskoczona jak wiele z was boryka się na co dzień z alergiami, problemami z trawieniem. ile z Was potrzebuje wskazówek, ma ochotę wypróbowywać nowe smaki i testować podawane przeze mnie przepisy :)

Ja sama dopiero raczkuję w tym temacie, dzielnie walczę z samą sobą i próbuję utrzymać dietę bezglutenową oraz zredukować ilość nabiału (zwłaszcza mleka krowiego). Dziś miał być post bardzo optymistyczny o radosnym gotowaniu, ale wczorajsza wizyta u lekarza niestety nieco podcięła mi skrzydła. Czekaja mnie kolejne badania i diagnozowanie, ale pojawiło się światełko w tunelu, że nareszcie, po wielu latach, dowiem się co mi dolega...cieszę się i boję się równocześnie...

Ale nie o moich strachach miało być, a o gotowaniu. Wymyśliłam sobie, że każdy post - nazwijmy go "kulinarny" - będzie opatrzony hasłem EAT-FIT. 
I tu prośba i propozycja dla Was! Przyłączycie się do wspólnego gotowania, pieczenia i szukania smaków? Jeśli tylko macie ochotę wypróbować choć jeden z przepisów, które wstawię - zróbcie to! A jeśli dodatkowo będziecie chciały pochwalić się efektem końcowym na swoim blogu czy Fb - nie wahajcie się. Przysyłajcie zdjęcia, opiszcie swoje wrażenia - te pozytywne i negatywne także! Może podsuniecie mi także swoje sprawdzone receptury na smaczne, zdrowe i bezglutenowe dania?

To jak? Zaczynamy? :)

Na pierwszy ogień pyszne śniadanko dla każdego.
Bez glutenu i nabiału, za to z ogromną porcją witamin.

DOMOWE MLEKO MIGDAŁOWE   i   DOMOWE MUSLI 




Mogę śmiało powiedzieć, że kocham mleko krowie. Kocham, choć mi szkodzi. Kocham, choć po jego wypiciu czuję się po prostu źle. Bywają miłości toksyczne. 

Długo szukałam zamiennika. 
Próbowałam domowego mleka jaglanego - dobre, ale to nie to. 
Domowe mleko ryżowe - nie do przełknięcia dla mnie (przygotowane na bazie gotowanego ryżu przypominało rozgotowany krochmal). Spróbuje jeszcze w wersji z ryżu surowego...
Sklepowe mleko bez laktozy - na prawdę dobre...ale nie tego szukam, chcę całkowicie odstawić mleko krowie, z laktozą czy bez
Sklepowe mleko sojowe - smaczne, niestety wykryto u mnie alergię na soję.

Nadszedł czas na mleko migdałowe.
Po pierwszej probie wiedziałam już, że TO JEST TO!
Smaczne, delikatne, lekko słodkawe (jak krowie!), idealne na zimno i na ciepło, do musli, do koktajli, kakao, ciast, naleśników., i co najważniejsze na prawdę PROSTE w przygotowaniu!



Przeczytałam mnóstwo przepisów na wielu stronach i metodą prób i błędów doszłam do własnej receptury - choć nie odbiega ona zbytnio od innych - tu na prawdę nie ma filozofii :)


DOMOWE MLEKO MIGDAŁOWE


1 szklanka migdałów - najlepsze są całe, mogą być blanszowane bez skórki - wersja najprostsza, lub ze skórką, którą trzeba obrać, odradzam natomiast płatki - są suche i mleko wychodzi mniej smaczne i esencjonalne)

4 szklanki wody 
3 łyżki słodu (odradzam cukier - warto go odstawić i wrócić do źródeł. Dla mnie idealnie sprawdza się miód pszczeli lipowy, może być syrop z agawy, daktylowy, albo po prostu 5 namoczonych przez noc daktyli)


Migdały płuczemy szybko na sicie. Jeśli są ze skórką to zalewamy szklanką gorącej wody i po 10 minutach obieramy (jeśli są świeże powinny "wyskakiwać" z brązowych skórek).Zalewamy obrane migdały 3 szklankami ciepłej wody i odstawiamy na noc (bądź na dzień - ok 12 h).
Rano przelewamy wszystko do blendera (u mnie niezawodny thermi), dodajemy miód i miksujemy do uzyskania białego płynu - mleka. Odcedzamy przez gazę lub bawełnianą ściereczkę (u mnie sprawdza się świetnie ikeowa TEKLA). Pozostałą migdałową papkę znów wrzucamy do miksera, zalewamy szklanką gorącej wody i jeszcze raz miksujemy, a potem odcedzamy.

I UWAGA!!! Mamy mleko :)

Ach i WAŻNE!! Nie wyrzucajcie migdałowych wytłoczyn - z nich tez przyrządzimy coś pysznego :) tu nic się nie marnuje.




A do mleka na śniadanie najlepiej smakuje

DOMOWE MUSLI BEZGLUTENOWE

Tutaj sprawa ma się dość łatwo, bo dodać możemy wszystko :)
W mojej wczorajszej wersji baza musli zawiera:

1,5 szklanki płatków jaglanych
0,5 szklanki wiórków kokosowych
0,5 szklanki nasion słonecznika
100 g płatków migdałowych
3 łyżki sezamu

Wszystko mieszamy i zalewamy 0,5 szklanki miodu/syropu z agawy/ syropu daktylowego/ melasy z karobu.
U mnie mieszanka syropu z agawy i miodu lipowego. do tego sok wyciśnięty z jednej pomarańczy i wszystko do piekarnika. ok 150-170 stopni do lekkiego zrumienienia (warto co parę minut przemieszać i dać termoobieg). Pozwalamy musli wystygnąć przy otwartych drzwiczkach piekarnika, a potem dosypujemy co nam się tylko podoba :) 
W prezentowanej wersji - owoce goji, rodzynki i żurawina, cynamon, kandyzowany ananas (nie za dużo), trochę eko płatków kukurydzianych.





I już! Cieszcie się smakiem naturalnego, zdrowego i bardzo pysznego śniadania!




To żelazna pozycja w moim menu - z ciepłym mlekiem migdałowym i bananem, na zmianę z migdałową jaglanką.
MNIAM!

Kto testuje?



2014/01/23

Bóg nie mógł być wszędzie...

więc stworzył dziadków!!!

Prawdziwe?

Dziadkowie ZAWSZE SĄ, zawsze pomogą, wysłuchają. Przytulą bez słów, nie zganią, po cichu wcisną w rękę czekoladkę "żeby mama nie widziała", zawiążą buta, wyskoczą po ulubiony serek do sklepu...

A wiecie, co jest w tym najpiękniejsze?
TO się nie zmienia gdy dorastamy, mamy dzieci...cudowne uczucie. Jak naleśniki babci, których smaku nie umiemy odtworzyć, bo babcina "kapka" nie równa się naszej i na oko przyrządzane.
 Jak przeglądanie albumów ze zdjęciami, choć ciągle tych samych to za każdym razem przypomina się babci nowa historia..."a tu tatuś twój z dziadkiem na werandzie na naszym starym mieszkaniu"..." tu dziadziuś w siódmej klasie, przystojniak z niego był już wtedy"... "Zima stulecia była wtedy"...

Tak. Zdjęcia. Dziadkowie kochają zdjęcia. Nie te w komputerze, na "pendajwach", innych dingsach czy wichajsterach. Takie prawdziwe. Na błyszczącym papierze. Schowane w albumach, ramkach. Przeglądane, z odciśniętymi nań palcami, może naderwanym rogiem.. My już wiemy, że to na takie prezenty czekają co roku. I na laurki, malowane, ozdabiane, wyklejane małymi rączkami wnuków, prawnuków...

I takie prezenty dajemy...a sami mamy przy tym mnóstwo radości.
w tym roku zainscenizowałyśmy z siostrą nawet małą sesję - małą w zamyśle - dodam. Bo okazało się, że to praca długa, trudna, mozolna i momentami niewdzięczna. Zwłaszcza, jeśli w dream-teamie posiada się tak ruchliwą i przekorną sztukę jak Antoni :) A umiejętności fotografa dalekie od perfekcji !

Ale udało się.
Może nieostre, może nieprofesjonalne, ale tworzone i podarowane z miłości :)
Najważniejsze, że dziadkowie zadowoleni (czego dowodem niepodważalnym jest pokazywanie zdjęć każdemu i noszenie ich do pracy :P ).




















Wszystkim babciom i dziadkom jeszcze raz życzymy wszystkiego, co najpiękniejsze!

Oczywiście, nie mogło także zabraknąć przedszkolnych uroczystości z okazji tych ważnych dni!

Matylda, która reprezentuje już dumnie grupę zerówkowiczów - jeszcze raz zaśpiewała z anielskim chórem w Jasełkach, a Antoś powiedział sam swój pierwszy wierszyk w przedstawieniu, czym rozbawił i rozczulił dziadków do łez :)




Niechaj dziadziuś z babunią
tak nam długo żyją
Póki komar i mucha
morza nie wypiją

a ty mucho! ty komarze!
Pijcie wodę powoli,
aż się dziadziuś z babunią
nażyją do woli! :)







Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka