EAT-FIT ! Gotowi na część dalszą?

by - kwietnia 03, 2014

Ten post rodził się przez ponad miesiąc :) Zdjęcia przygotowałam dużo wcześniej, jeszcze w lutym. Tylko nie chciałam Was zarzucić tyloma informacjami i przepisami na raz :)

Często pytacie mnie o mleko migdałowe, więc odpowiadam publicznie. Jest wyśmienite! Jego przygotowanie to na prawdę parę chwil, niech Was nie przeraża wizja przesiadywania w kuchni celem jego przygotowania. wieczorne namoczenie i obranie migdałów to jakieś 5-7 minut. Poranne miksowanie i przecieranie - z ręką na sercu - jakieś 10 minut. Dłużej zejdzie Wam jazda do sklepu po kartonik gotowego mleka...a cena do tego skutecznie Was zniechęci. Smak również - kiedy spróbujecie domowego mleka żadne inne już Wam tak nie posmakuje. wiem co mówię - na swój wyjazd kupiłam gotowe mleko w kartonie (ryżowe - tym razem). Oj szału nie było!

Domowe mleko migdałowe


Jedyny minus domowego mleka migdałowego to fakt, że po podgrzaniu do wyższej temperatury robi się z niego kisielek - choć ma to też swoje plusy. Na gorąco, z cynamonem i karobem smakuje jak pyszna gęsta czekolada, a gorąca gęsta owsianka ze świeżymi owocami syci lepiej niż buła z bananem :)
A jeśli preferujecie zimne mleko do płatków - to będzie ideał! 
Opracowałam nawet swoje własne ekspresowe musli bezglutenowe. Kupione w aptece i eko-sklepie preparowany (czyli dmuchany!) ryż i grykę mieszam z miodem i zapiekam chwilę w piekarniku., Crunchy jak się patrzy :). Do tego garść suszonych owoców, płatki kukurydziane lub ryżowe bez cukru. I pewien światowy koncern może się schować ze swoim sztucznym wytworem fitness-pseudo-śniadaniowym!

Any kolekcja domowych zdrowych płatków śniadaniowych :)

Ale do brzegu. obiecałam Wam kiedyś tam (ups), że podpowiem co można robić z migdałowymi wytłoczynami, które zostają po odcedzeniu mleka. 

NIE WYRZUCAĆ!!! 

To na pewno :)

Kiedy brak mi czasu na eksperymenty z rana - po prostu rozsypuję mokrą masę na papierze do pieczenia w blaszce, wstawiam do piekarnika podgrzanego max do 100 stopni i suszę co jakiś czas mieszając. Takie  suche granulki po ostygnięciu miksuję (najczęściej zbieram na raz z kilku porcji mleka) i używam jako mąki migdałowej. Ma fantastyczny zapach i bardzo delikatny smak. Dla bezglutenowców jest po prostu idealna, dodaję jej do naleśników, ciasteczek, ciast czy chlebka w wersji gluten free.


Wysuszone wytłoczyny migdałowe - tuż przed zmiksowaniem na mąkę

Tak. Dobrze widzicie. Wróciłam na obraną wcześniej drogę i od ponad miesiąca jestem na diecie bezglutenowej. I wiecie co? Wcale nie jest tak ciężko jak myślałam, że będzie!
I mówię to ja - osoba totalnie uzależniona od świeżych bułeczek, wafelków i ciasteczek! Nie będę koloryzować, że zupełnie mnie one teraz nie obchodzą - czasem na widok ciepłego pachnącego croissanta lub ulubionych piegusków aż mnie skręca. Ale nie ulegam! wiecie dlaczego?

Bo czuję się LEPIEJ!!!

I coraz mocniej zdaję sobie sprawę, że to nie jest czysta chęć na zjedzenie bułeczki. To nawyk, to następstwo miłych skojarzeń, przypomnienie dobrych chwil. Jak z papierosem u palaczy - chodzi o zajęcie czymś rąk, o osławiony papieros do porannej kawy. Nawyk.
Kiedy marzę o pieczywie? 
Kiedy dostaję prawdziwego świeżego pachnącego pomidora i myślę "Idealny na białej bułce z masłem!". Kiedy mam gorszy dzień i MISIE są ze mną - to sięgnęłabym po ciasteczko.
Kiedy wchodzę do restauracji - och tutaj ZAWSZE jadłam dobry makaron! 
Kiedy piję wieczorem dobre wino, a na stole leżą słone krakersy i pyszny camembert...

To nie głód, to mój mózg domaga się swojej porcji "narkotyku", jakim jest dla mnie gluten. Nie daję mu tej satysfakcji:) Z dnia na dzień coraz bardziej wierzę, że jestem na dobrej drodze. widzę to. Niebawem nadejdzie dzień, kiedy wojnę - taką prawdziwą - wypowiem słodyczom i cukrowi, a raczej syropowi glukozowo-fruktozowemu, bo czysty cukier już w naszym domu nie gości :)

Znów się rozpisałam, a miało być o pysznym jedzonku! (Wybaczcie, to zaczyna być mój konik i mogę tak długo :P)

Wersja wytrawna "twarożku" migdałowego - to wersja zapiekana. Masę nie wyciskam bardzo mocno, pozostawiam lekko wilgotną, tak, by dała się uformować w krążek (kształt typowego camemberta). Dodaję do tej masy dobry olej zimnotloczony (mój najukochańszy to z orzechów laskowych!), ulubione przyprawy - dużo przypraw!!! Ostatnio mieszanka chilli, suszony pomidor i oregano, trochę soli himalajskiej, lub zioła Małgorzaty lub zielona czubrica. Do tego czarne oliwki, suszone pomidory. Gotowy krążek wkładam do rozgrzanego piekarnika (ok 150-180 stopni) i zapiekam aż zacznie się lekko rumienić i będzie ciepły w środku. Gorący polewam sosem balsamicznym i kapka oliwy - i zajadam z e świeżą sałatą :)

Proste, prawda?
Bez glutenu, bez jaja, bez nabiału. I smacznie!



Parę słów o ziołach jeszcze, bo ten temat zgłębiam od pewnego czasu także. 
Poznańskie Targi Gardenii, które Wam opisywałam, miały także część kulinarną. Można było zjeść coś pysznego (na przykład grillowanego oscypka z żurawiną! Mniam!), ale też zaopatrzyć półki z ziołami na pewnym szczególnym stoisku. Ja wyjechałam stamtąd ze sporą torebką pełną aromatycznych ziół i mieszanek - bez glutaminianu sodu i innych ulepszaczy smaku. Czyste zioła! Pachniały tak obłędnie, że każde potrząśnięcie torebeczką wywoływało szaleńczą pracę moich ślinianek :)

W ubiegłym roku odkryłam niezwykłą moc smaku bułgarskiej zielonej i czerwonej czubricy - i bez nich moja kuchnia nie byłaby taka sama. 

Za: odkrywcasmakow.pl

w skład zielonej czubricy wchodzą: cząber górski, koper, tymianek, czosnek, cebula, bazylia, natka pietruszki i sól. Jest doskonała do kanapek, jako dodatek do masła ziołowego i twarożku. Dobrze komponuje się także z wszelkimi zupami i potrawami wegetariańskimi - zwłaszcza strączkowymi! A ja osobiście nie wyobrażam sobie świeżej sałaty bez zielonej czubricy i oleju z orzechów.

Czerwona czubrica - ostrzejsza w smaku - to sól, papryka słodka, czosnek, cząber, bazylia, papryka chili, tymianek. Idealnie podkreśla smak potraw mięsnych (gulasz) oraz warzywnych, szczególnie opartych na pomidorach i papryce. Można ją także używać do kanapek jako składnik masła ziołowego.

W tym roku moim odkryciem były zioła Małgorzaty. Dla mnie to idealny smak, niezastąpiony w kuchni. Połączenie gorczycy, kurkumy, kolendry, cebuli, pieprzu, czosnku, marchwi, kminu, lubczyku, pietruszki i ziela angielskiego. Kochani - to jest kulinarna rozkosz dla podniebienia! To jest LEPSZE jak kostka rosołowa czy vegeta. Bez niej zupy, buliony, sosy nie byłyby takie same. Ryż, kasza czy posypane nią pieczone ziemniaczki - to jest obłęd. 

No dobrze. Przebrnęliśmy już przez część ziołową (zrobiłam się głodna!) więc pora na coś słodkiego na koniec :) I także z wykorzystaniem naszej migdałowej "papki".
Lubicie kremy orzechowe? Czekoladę? Ja baaardzo! A taką jeszcze bardziej!



Nic prostszego. Bierzemy naszą masę migdałową, dodajemy do niej zmiksowane orzechy laskowe (ale nie na pył, dobrze, kiedy czuć cząstki orzecha), miód lub inny słodki płynny zdrowy zamiennik (melasę karobową, syrop z daktyli, syrop z agawy lub zmiksowane namoczone wcześniej daktyle), sporą łyżkę karobu lub naturalnego gorzkiego kakao i łyżeczkę oleju kokosowego. 
I zjadamy bezwstydnie oblizując łyżkę!

Bezglutki - wybaczcie tę bułę na zdjęciach - w tej wersji zajada moja rodzinka, ja raczę się masą prosto ze słoika :P




Wypowiadając walkę wstrętnemu cukrowi przymierzam się do pieczenia. Niebawem pojawią się więc bezglutenowe i bezcukrowe pyszności - w sam raz na Wielkanocny stół. Bo przecież trzeba będzie oprzeć się słodkościom na nim postawionym - przez mamy, siostry, ciocie i babcie :) 

Miłego i zdrowego dnia Kochani!
W ramach walki z moimi MISIAMI zmykam na ogród. Nie ma zmiłuj, tutaj nie ja wyznaczam terminy! :)


You May Also Like

9 comments

ETYKIETY