Maso Corto i białe szaleństwo....

by - marca 04, 2014

Zima jest już tylko wspomnieniem, w ogrodzie kwitną krokusy, tulipany wychylają główki, zimowe kurtki uprane i schowane w próżniowych workach czekają na kolejny sezon...

Jednak zimowe szaleństwo skończyło się dopiero tydzień temu...tydzień temu wracaliśmy stęsknieni za domem, zmęczeni fizycznie, ale wypoczęci psychicznie...To było prawdziwe ładowanie akumulatorów, a ja po raz pierwszy w życiu założyłam na nogi narty...Oj nie powiem, że było łatwo lekko i przyjemnie...W przyszłym sezonie zdecydowanie przygotuję się kondycyjnie :) Powiem tylko, ze mimo bólu, zmęczenia, a nawet strachu - chcę jeszcze! 

Gotowi na fotorelację?
Zapraszam :)

"Międzylądowanie" i nocleg w Monachium - panowie oczywiście musieli zobaczyć Allianz Arenę - szkoda, że dotarliśmy tam po godzinie 18 i nie mogliśmy zobaczyć jej od środka. swoją droga - niezamierzony, ale urokliwy bokeh mi wyszedł :P



Pierwsze dni w Alpach przywitały nas śniegowymi chmurami i bajkowym krajobrazem....








Już na wysokości 2000 m n.p.m. chmury schodziły tak nisko, że niemal mogliśmy ich dotknąć.
Był czas na wyścigi na jabłuszkach i jazdę na nartach - każdy z nas miał lekcje :)






Matylda po tygodniu sumiennej nauki stanęła w szranki i wzięła po praz pierwszy udział w zawodach - slalomie narciarskim. Moja malutka córeczka zajęła III miejsce deklasyfikując pozostałe dziewczynki w swojej grupie i oddając dwa pierwsze miejsca najlepszym z chłopców.
Jestem z niej taka dumna!!!!
Do kolekcji medali (w tym także narciarskiego z ubiegłego roku) dołączył kolejny dyplom i prawdziwy puchar!!! To uczucie, kiedy patrzysz jak Twoje dziecko staje na prawdziwym podium (nawet jeśli to mała impreza sportowa) jest nie do opisania słowami. Są łzy, duma, radość...bezcenne!







Muszę powiedzieć, ze moja Tuśka zdecydowanie złapała narciarskiego bakcyla i najchętniej nie ściągałaby nart nawet do posiłków :) Podczas gdy mama stawiała pierwsze TRUDNE kroki na stoku, córcia już śmigała z tatą po czerwonych trasach...Niezmiennie wprawia mnie to w zdumienie :)

Grawand, 3200 m n.p.m., czerwona trasa o długości 2,5 km



Grawand, zjazd przy temperaturze minus 15 stopni!

W ostatnich dniach pozwoliliśmy tacie na "zaliczanie" kolejnych tras we wszystkich kolorach, a sami spędziliśmy czas szalejąc na saneczkach. Ale jakich!! Niemal 3,5 km tor saneczkowy, na którym rozpędzaliśmy się do dobrych kilkudziesięciu km/h. Droga na sam szczyt to był wyciąg kanapowy, którym wjeżdżaliśmy do góry 10 !!! minut...Mówię Wam - to były ferie, podczas których przełamałam wiele swoich własnych barier i pokonywałam własne nieprzekraczalne granice :)






trasa saneczkowa, 3,5 km, z lotu ptaka - a raczej kanapy :)


 




 Nie mniejszym wyzwaniem była dla mnie jazda gondola z wysokości 2000 do wysokości 3200 m n.p.m. do stacji Grawand i najwyżej położonego w Europie hotelu o tej samej nazwie. Zwłaszcza, że na górze było minus 15 stopni i włosy zamarzały w ciągu jednej minuty! niestety, także mój obiektyw :)



Podczas gdy wszyscy prócz Antka i mnie zdecydowali się na szczycie na zjazd w dół w okropnym mrozie i chmurach- my spędziliśmy czas na wygłupach :)





Oczywiście po każdym wysiłku należy się nagroda :) dzieci ochoczo korzystały z barów i schronisk - a w każdym serwowano pyszną gorącą czekoladę z bitą śmietaną . Czy można sobie odmówić tej przyjemności mając takie widoki?





Prawdziwą gratką dla dzieci (i dla mnie też) było podziwianie z bliska lądowań i startów helikopterów...hałas, śnieżny wiatr prosto w twarz, dużo emocji :) Na szczęście nie latały tak często z powodu wypadków - na jednym ze stoków kręcono film "Everest" - do obejrzenia w lutym 2015 :)





Kochani - kto dotrwał do samego końca - gratuluję. Ja mogłabym oglądać te zdjęcia cały czas - piękniejsze są tylko wspomnienia w mojej głowie. to były udane ferie...
Teraz mogę już zacząć przygotowania do wiosny...

No ale jeszcze ostatni obrazek - rodzinny :)





You May Also Like

20 comments

ETYKIETY