Wokół kuchni...

by - lutego 08, 2014

Przepraszam Wam Kochani za brak weny do pisania i opowiadania...dlatego dziś króciutka fotorelacja z domowych pieleszy...domowe życie toczy się wokół kuchni...i jedzenia...

I dobrze, że tu czasem to życie zwalnia i na chwilę choć zapominamy o biegu i sprawach do załatwienia...a jest ich tyle...i choć za oknem zimno, w domu odrobinka wiosny...ale my wcale do wiosny nie tęsknimy, przed nami zimowe ferie :)

W kuchni i jadalni kolorowe kwiaty...






Ale to biel, czerń i drewno są moją miłością...






Moje dzisiejsze "westwingowe" zakupy też o tym świadczą...do bieli i czerni kropla eleganckiego srebra...troszkę glamour, choć oszczędnie w formie...
Żródło: Westwing
(taca "Marron", napis "Cuisine", zestaw kieliszków do czerwonego wina "Onyx", jelonki "Capra")

Swoją drogą - lubicie zakupy w internecie? Ja uwielbiam:) 
Moja żyłka hazardzisty i miłość do polowań sklepowych znajduje czasem ujście przed ekranem...zwłaszcza teraz, gdy z powodu chorób wszelakich całe dni spędzam z dziećmi w domu. nie ma tego złego...(chyba, że patrzę na sumę na koncie bankowym :P )
Ten dreszczyk emocji i "polowanie" na poranne kampanie "Westwing":) Tez tak macie?

Mam już swoje typy w przyszłym tygodniu...bo jak tu nie polować na Babafu w TAKICH cenach???!!!!

A jak podobają się Wam moje zakupy? :)

Ja zakochałam się w tych lampkach do wina...

Czy wy też kochacie wino?
Och, nie jestem smakoszem, nie wiem nic o jego testowaniu, bukietach...lubię za to wieczorem usiąść z mężem i lampką wina...najlepiej różowego...i talerzem z sałatą z olejem z orzechów laskowych (moje kulinarne odkrycie i absolutne MUSTHAVE), do tego gorący camembert prosto z piekarnika, który rozpływa się po talerzu po przekrojeniu...odrobina słodko-kwaśnej konfitury z żurawiny...mmmmm.....

Czego chcieć więcej?

Lubię ładnie podane dania...nie wrzucone na talerz i zjedzone w pośpiechu...I uwielbiam patrzeć jak moje dzieci same nakrywają do stołu. Matylda bardzo lubi dekorować stół..czy to duży stół dla nas, czy stoliki dla siebie i brata, czy dla lalek. 
Czasem to ja łapię się na tym, że chcę szybciej, już...a ona spokojnie idzie do komódki po serwetki, stawia kwiaty...i niezmiennie za każdym razem mnie to zadziwia. I cieszy. Bo czy zwykły rogalik nie smakuje lepiej w takiej oprawie? 
Nawet jeśli to tylko chustka z szafy na ubrania i malutki bukiecik kwiatów zwinięty ze stołu w jadalni...
To jest chyba kreatywność? :) 
I choć raczej trzymam się zasady, że posiłki jemy wspólnie przy stole to czasem pozwalam dzieciom na drobne odstępstwo...bo jak mogłabym kazać im wrócić do stołu, kiedy tak się postarały? Radość jest ogromna i myślę, że zaprocentuje w przyszłości...czym skorupka za młodu nasiąknie...Może Antek za lat kilkanaście zaskoczy swoją połówkę pięknie nakrytym stołem i samodzielnie przygotowaną kolacją?








 Miłego dnia Kochani i wybaczcie ostatnia absencję na blogu...choroby odbierają mi całą radość blogowania....


You May Also Like

30 comments

ETYKIETY