Kulinarne wzloty i upadki

by - stycznia 18, 2014

Znów powzięłam tę decyzję...

Do tej pory należałam do osób będących "wiecznie na diecie". Odmawiałam sobie ulubionych potraw chcąc zrzucić zbędny balast. ale to nie działa. ZAWSZE kończy się szybkim powrotem do starych nawyków i polowaniem na zakazane słodycze...
Pora nie na dietę, pora na ZMIANĘ NAWYKÓW. dlaczego mam sobie odmawiać słodkości, skoro je lubię?Może po prostu zamienię je na zdrowe słodkości?
Dlaczego mam siadać głodna do talerza, na którym leży garstka, skoro mogę najeść się do syta, ale zdrowo?



Dojrzewanie do pewnych decyzji jest trudne. Czy to rozpoczęcie diety, czy rzucenie palenia, czy aktywność fizyczna. Ile razy - i u Was - było tak, że zaczynaliście kilka, kilkanaście razy i kończyło się fiaskiem? U mnie wiele, wiele razy...

Ja mocno wierzę, że trzeba trafić w TEN moment. Sami musimy tego chcieć i sami musimy o to zawalczyć.

Od bardzo dawna myślałam o odejściu od glutenu. To nie jest tylko taka moja fanaberia czy aktualna moda.
Moje pierwsze podejście do diety bezglutenowej miało swój czas w 2006 roku, ze względów czysto zdrowotnych, na zalecenie lekarza. Długo by o tym pisać, wytrzymałam 2 miesiące, potem lekarz kazał odpuścić nie widząc efektów. Dziś wiem, że to nie była dobra decyzja lekarza - regeneracja organizmu, który nie toleruje glutenu, trwa długie, długie miesiące...
Odpuściłam.
Nic się nie zmieniło, zdrowotnie. Próbowałam leków, terapii, robiłam kolejne badania i kolejne i kolejne...
I cały czas gdzieś tam z tyłu głowy była ta myśl "Wyrzuć gluten, spróbuj"...i strach. 
Ci, którzy prowadzą taką dietę potwierdzą, to nie jest po prostu odrzucenie pieczywa. To eliminacja glutenu, który jest niemal w każdym przemysłowo tworzonym pożywieniu - w pasztetach, serkach, przyprawach.
Mój strach wiąże się z tym, że to proces długotrwały, wymagający cierpliwości, dobrej organizacji i planowania. A ci, którzy mnie znają wiedzą, że nie są to moje mocne strony...

Chyba dojrzałam. Czy mi się uda? Nie wiem...ale muszę spróbować, dla siebie przede wszystkim, bo tak jak obiecałam sobie w tym roku - zadbam o siebie. A ja chcę wreszcie żyć pełnią życia bez ograniczeń, jakie stawiają mi moje zdrowotne problemy...

Poważny dziś post, ale też poważne decyzje. Proszę, trzymajcie za mnie kciuki! Tym razem nie jestem na diecie. Już nie! Zmieniam siebie i chcę jeść to, co mi służy. nie przez tydzień, miesiąc, nie do Gwiazdki czy do wakacji. Zawsze!

A jeśli będę chciała zjeść coś słodkiego? ZJEM! W piekarniku właśnie dochodzi pyszne brownie (bez mąk wszelakich i cukru). 
Jestem głodna? W porządku - pora na posiłek - i nie wielkości piąstki...
Chcecie się przekonać? Ja też - chcę się przekonać, że można zdrowo, PYSZNIE i do syta!

Na rozgrzewkę - mój wczorajszy obiadek. Łosoś na parze z cytrynką, czosnkiem, solą morską i pieprzem cytrynowym.



A do niego talerz przepysznej sałatki - to mój hit sezony jesień-zima 2013/2014 :)

Sałata roszponka (lub rukola), ser (blue, camembert lub - tak jak wczoraj - włoski serek twarogowy), 3 łyżki ciepłej kaszy jaglanej, na niej gorące, upieczone w piekarniku buraczki (wcześniej ugotowane) z oliwą z oliwek i solą himalajską, natka pietruszki, czerwona papryka, olej z orzechów włoskich lub laskowych, ocet balsamiczny i dużo nasion (dynia, słonecznik, siemię złociste).
I voila!





Zapewniam Was, że po takim obiadku będzie na prawdę najedzeni, a wasze kubki smakowe oszaleją! 
Moja miłość do pieczonych buraczków z solą himalajską i oliwą rośnie z każdym dniem i mogę wyjadać je prosto z foremki w piekarniku. Nawet za cenę poparzonego języka :)



Zachęciłam choć trochę?

A może macie ochotę na kolejne przepisy? 
Jeśli tak - piszcie, a ja postaram się zamieszczać więcej zdrowych przepisów, z korzyścią dla Was i dla siebie :)
Teraz na tapecie brownie i mleko migdałowe...serwować?


Buziaki dla Was i niech moc będzie z NAMI :)

You May Also Like

33 comments

ETYKIETY