EAT FIT vol.3 - czyli udomowiamy fast foody :)

by - stycznia 29, 2014

Tak tak, moda na bycie fit, ćwiczenia, bieżnie, siłownie, zdrowe odżywianie jest w szczytowym momencie. Wszyscy chcą być fit. Muszą być fit!. w każdym supermarkecie stoiska ze "zdrową żywnością" i sprzętem sportowym. Telewizja bombarduje nas milionem reklamowych spotów "Jedz płatki, będziesz fit w 7 dni"...Czy ktoś z Was czytał co zawierają te płatki? Cukier, barwniki, wzmacniacze smaku, syrop glukozowo-fruktozowy, który działa na nasz mózg jak narkotyk i powoduje uzależnienie...
Włos się jeży...bo przecież to takie proste. Na śniadanie zjedz "zdrowy jogurt", dodaj "płatki fit", zapij wodą z tajemniczą saszetką, łyknij parę kolorowych tableteczek - jedną na zmniejszenie łaknienia, jedną na przyspieszenie metabolizmu, kolejna na lepsze spalanie tłuszczu, jeszcze inna na piękna skórę...ach! No i na cellulit byłabym zapomniała!
Przygotowując dziś ten wpis przeczytałam całą masę artykułów o preferencjach Polaków, ich zakupach i postrzeganiu diety i suplementacji. Czy potraficie sobie wyobrazić na przykład, że w 2012 roku Polacy wydali 100 mln zł na suplementy diety dla dzieci do 3. roku życia! 


"Prawidłowo zbilansowana dieta powinna zaspokoić zapotrzebowanie odżywcze dzieci, a badania diety maluchów nie wskazują w niej istotnych niedoborów (poza witaminą D) wymagających dodatkowej suplementacji – tłumaczy Joanna Friedman-Gruszczyńska z Centrum Zdrowia Dziecka. Jak ocenia, rodzice stosując suplementy chcą uspokoić swoje sumienie. Podając je, uważają, że nie muszą już starannie żywić dzieci; dla nich zróżnicowana dieta to do jednej ręki hamburger, do drugiej witaminka – mówi"  Źródło



Zauważacie pewna zależność, która - kiedy jesteśmy jej świadomi - wywołuje na twarzach uśmiech zażenowania i niedowierzania! To nie może być tak proste!!!!!! Nowy Rok...80% spotów reklamowych dotyczy rzucenia palenia, chudnięcia i oszczędności. Według badań marketingowych to trzy najczęściej występujące w Polsce postanowienia noworoczne. Początek sezonu jesienno-zimowego - spoty z lekami na przeziębienie, grypę, gorączkę, odporność...

Kochani ! nie dajcie się zwieść! Wielkie koncerny żerują na nas i naszej naiwności - ja też - a jakże - swego czasu wierzyłam w te bzdury i trwoniłam pieniądze na tabletki-cud! I co? Zeszczuplałam? Mam figurę modelki? Jestem zdrowa jak rydz? Niestety :( Mam za to tonę przeterminowanych leków, których w większości nawet nie użyłam, a jedyne co zeszczuplało to zawartość mojego portfela, ale nie ma tego złego. Równo z chudnięciem oszczędności rosła wiedza i świadomość. Już nie dam się tak łatwo oszukać! 

Dla nikogo nie będę guru zdrowego odżywiania, za dużo mam grzechów na sumieniu. Nie jestem szczupła i daleko mi do idealnej figury.Walczę cze swoimi słabościami i przegrywam. Ale wstaję i walczę dalej. Teraz zaczynam walczyć świadomie i to się właśnie zmieniło w moim podejściu. To i fakt, że mój dzisiejszy wygląd, samopoczucie i niestety choroby to wynik - w dużej mierze - mojego dotychczasowego odżywiania (zwłaszcza, jeśli wyniki zleconych mi badań to potwierdzą).

Tu nie pomoże dieta. Dieta się kiedyś skończy. PO diecie można iść na kebaba. PO diecie można zjeść tabliczkę czekolady - bo przecież tak ciężko pracowałam tyle tygodni! NA diecie mogę się głodzić - liczy się efekt.

Tu nie pomoże dieta. Tu pomoże tylko zmiana nawyków i to jest właśnie najtrudniejsze. Przepraszam Was Kochani za ten przydługi i pewnie dla wielu nudny wstęp. Blog to mój rodzaj pamiętnika, choć brak tu wpisów bardzo osobistych, ten wpis taki właśnie jest. Miało być o hamburgerze, a jest o życiu. Może o tym, że czasem potrzeba "tąpnięcia", usunięcia się ziemi spod nóg, żeby można było spojrzeć na rzeczywistość taką jaką jest. Bez przymykania oczu. Bo mnie je właśnie otwarto. Brutalnie, ale dziękuję i za to. widać, było mi to potrzebne.

Kto z was przebrnął przez moje osobiste wynurzenia zasłużył na nagrodę. Na pyszną nagrodę - muszę dodać :)
Kochacie fast foody?? Nieeee!!! Na pewno usłyszę :) Ale jecie, prawda? No każdemu się zdarza :) Osobiście ogromnie nie lubię sieciówek i ich jedzenia (nie licząc lodów i szejków w Mac'u), ale od czasu do czasu pizza czy kebab w ulubionej budzie u prawdziwego Turka, to co innego. ale coraz rzadziej...

ZMIANA NAWYKÓW.

 Dlaczego mam zrezygnować i odmawiać sobie ulubionego hamburgera? I tęsknić za nim i nerwowo przełykać ślinę, gdy widzę jego reklamę? Zrobię go sobie sama w domu :)
Inspiracją dla mnie był ponownie filmik z Martą z Jadłonomii w roli głównej. Burgery z buraków. Wegeburgery. Mniam!!




WEGEBURGERY

Cytuję za Martą:
Składniki na około 10 kotletów 2 szklanki startych buraków
1,5 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
0,5 szklanki prażonego słonecznika
0,5 szklanki prażonego sezamu
czerwona cebula
0,5 szklanki bułki tartej
1/4 szklanki oleju
3 łyżki mąki (dodałam razową)
2 łyżki sosu sojowego
2 łyżeczki kolendry
2 łyżeczki pietruszki
łyżeczka suszonego imbiru
1/4 łyżeczki chili
sól
czarny pieprz

Przygotowanie:
Wszystkie składniki wrzucamy do dużej miski i mieszamy rękami, aż do uzyskania klejącej masy. Jeżeli masa nie klei się wystarczająco, wystarczy dodać jeszcze więcej oleju i mąki. Lepimy kotlety i układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy 30 minut w temperaturze 200 stopni, w połowie czasu pieczenia (albo po upływie 20 minut) delikatnie obracając kotlety na drugą stronę. Podawać w bułkach z ulubionymi dodatkami.



Moje wegeburgery nie były do końca dopracowane, wybaczcie! Potężne przeziębienie mnie zmogło, więc robiłam je ledwo stojąc i z temperaturą. NIE upiekłam więc sama bułek i NIE zrobiłam domowego sosu...ale i tak było pysznie i na pewno zdrowiej niż w.... :)

Bułki przekroiłam na pół i przez ostatnie 3 minuty pieczenia się kotletów wrzuciłam je również do piekarnika - były cieplutkie i przyjemnie chrupały!
Dodałam ketchup, troszkę majonezu (poprawię się następnym razem, obiecuję), na to sałata, burger + ketchup, pomidorki, czerwona papryka, KISZONY! ogórek i voila!!!



Nie zgadniecie, co było wartością dodaną tego posiłku? :)
Widok mojego ukochanego synka - niejadka i przeciwnika warzyw z wyjątkiem zielonego ogórka - który pod postacią hamburgera spałaszował WSZYSTKIE warzywa prosząc o jeszcze!! Ja tyle czasu  i wszelkimi sposobami namawiałam go na spróbowania, a wystarczyło zrobić domowego burgera :)


A na pierwsze i drugie śniadanka (a czasem i do obiadu) raczę się aktualnie takimi pysznościami. Możecie śmiało nazywać mnie awokadożercą - jestem uzależniona!!!




PS.
Zastanawiacie się pewnie DLACZEGO pojawia się u mnie bułka tarta, mąka i BUŁA od hamburgera? No tak, moja dieta bezglutenowa chwilowo zawieszona - przed badaniami nie mogę go ograniczać, żeby nie zafałszować wyników. Ale wrócę do niej!!!!

Wszystkim, którzy dotrwali do końca wpisu - gratuluję i jestem wdzięczna :) Tymczasem uciekam pod kocyk podpiąć się do inhalatora...chleb powszedni...

PS.2 - nie zamierzam stać się blogiem kulinarnym, ale ponieważ chwilowo nie mam siły na nic innego poza gotowaniem  -to jeszcze trochę Was pomęczę :)


You May Also Like

20 comments

ETYKIETY