2013/08/30

Kończy się

Kończy się sierpień.

A wraz z nim....

Kończą się wakacje.

Niebawem skończy się lato.

Kończą się ciepłe wieczory i poranki.

Skończył się też nasz urlop.


Zostało mnóstwo wspomnień i zdjęć - na pamiątkę tych kilku wspólnie spędzonych ciepłych dni....
Nigdy nie przypuszczałam, że rodzinny wspólny wyjazd przyczepą kempingową okaże się strzałem w dziesiątkę! 
Żaden hotel czy pensjonat nie dostarczył nam chyba do tej pory tyle frajdy, nowych znajomości i śmiechu. A dzieciaki w towarzystwie mnóstwa nowych kolegów i koleżanek nie narzekały na nudę....
I choć deszcz i podstępna angina Matusi nieco pokrzyżowały nam plany, to jednak urlop uważam za bardzo udany :)

Dla każdego coś dobrego...wypoczywaliśmy nie tylko leżąc na plaży, ale także aktywnie :) Park, linowy, bungee, quady i spacery....





Było zwiedzanie mniejszych i większych atrakcji....




Puszczanie latawca na plaży





I chińskich lampionów nie szczęścia (to była przygoda z happy endem, choć przez chwilę horror)




I tak tak....plażowanie i leżaczki też były :)
I duuużo czasu na lekturę - powiem tylko, że pobliski kiermasz książek miał stałych klientów...Mnie udało się pochłonąć pięć na prawdę ciekawych tomów...

RAJ :)






Ale wszystko co dobre szybko się kończy i czas było powrócić do rzeczywistości....zwarci i gotowi wyruszyliśmy w drogę powrotną ciągnąc dobytek ze sobą :P




Wszystkim, małym i dużym polecam takie wakacje!!

A teraz TYLE się zacznie!!
Wraz z wrześniem nowy rok PRZEDszkolny i debiut moich maluchów - Matusi w zerówce, Antka w Krasnoludkach w przedszkolu.
a i u mnie zacznie się nowy rozdział....

ale o tym innym razem...

Tymczasem wraz z pierwszymi wrześniowymi dniami spodziewajcie się CANDY :)

2013/08/27

Dyniowe LOVE

Och, aż zapiszczałam dziś w sklepie, kiedy na samym wejściu zobaczyłam JĄ!!! Idealna, dojrzała, słoneczna, soczyście pomarańczowa....

DYNIA HOKKAIDO



Najulubieńsza z ulubionych.
Najsłodsza.
smak jesieni.....

A potem nagła konsternacja i bezgłosne pytanie


JUŻ????


Czyżby jesień była tak blisko?




Nieważne, nieważne, dla mnie nadal trwa lato, pierwsza w tym roku dyniowa zupa-krem pyrka sobie wesoło w garnku....a ja spałaszowałam premierowe pieczone - lekko chrupiące - kawałeczki z solą i rozmarynem...mniam!




Dzisiejszy - z założenia trudny, bo pierwszy - dzień adaptacyjny Antka w przedszkolu przebiegł idealnie. dzieci ucinają sobie popołudniową drzemkę...

Czego chcieć więcej?




Ktoś chętny na pyszną zupę? 
Zapraszam TU na mój przepis :)


Miłego LETNIEGO dnia Wam życzę!!!


2013/08/26

Dobranoc, pchły na noc....


Kolorowych snów Kochani....



(ale kolorowych nosów Wam nie życzę:P )

2013/08/24

"Moje" morze....

Kocham polskie morze, choć - ze względu na kapryśną aurę - nie jest może najwdzięczniejszym miejscem na rodzinne wakacje...Lubię ten szum, ciszę wietrznego wieczoru, kiedy tylko nieliczni wybierają się na plażę i można ją mieć "tylko dla siebie"...
Lubię zachody słońca kiedy woda lekko wzburzona łączy się z kłębiącymi nad nią chmurami...

I te zdjęcia, które przypominają mi nasz urlop...
"Moje morze"...














Pozdrawiam i pozwalam sobie na chwile refleksji...

A teraz do pracy :)

2013/08/22

Mała rzecz, a cieszy :)

Post zupełnie nie planowany, a to za sprawą pewnej cudnej rzeczy, którą udało mi się wczoraj kupić przy okazji całkiem zwykłych zakupów w Tesco :)


Kto z Was pamięta jeszcze szklane butelki na mleko?
Takie ze sztywnymi sreberkami w błękitną lub żółtą krateczkę zamiast nakrętek?




Och, moje najwcześniejsze dzieciństwo i poranny marsz po świeże mleko na śniadanko :)

Nie nie, TAKIEJ butelki nie upolowałam, ale równie cudną, zobaczcie!







I teraz moje dorosłe śniadania są weselsze :)




A co jest w tym najlepsze? Kosztowała mnie całe 11 zł, no majątek :) A tyle radości !


I teraz już mleko nie będzie chowane w lodówce, ale dumnie stanie na stole. 
Same plusy.



Pozdrawiam Was Kochani :*


Wasza Ana

2013/08/21

Trudne powroty...

Do rzeczywistości pourlopowej, do chorób, przeziębień, rozkwaszonych nosów....zawsze trudno się wraca...

Wybaczcie mi więc moją długą przerwę w blogowaniu.

Zbierałam siły, choć nie leniuchowałam za bardzo.
Lato powoli się kończy, lawenda suszy na tarasie, ogród bucha kolorami (niestety także chwastami).

W mojej głowie jak zwykle milion pomysłów, wizji i rosnąca wciąż lista rzeczy "do zrobienia". 
Tych rzeczy całkiem przyziemnych jak umycie lodówki czy wstawienie prania, po rzeczy marzące mi się, które nabierają kształtów...



Umilamy sobie wieczorny wolny czas czytaniem książek...po naszym urlopie i na nowo wskrzeszonym apetytem na dobrą lekturę rosną zarówno stosy książek przeczytanych jak i tych zgromadzonych do czytania w następnej kolejności...

Spotykamy się z przyjaciółmi, znajomymi, plotkujemy, bawimy się z dzieciakami, uczymy je jeździć na rowerach...

A do pełni szczęścia potrzeba też trochę słodyczy...najlepiej w pod postacią czekolady :)




Lubicie aromatyczną gorzką czekoladę?
A słodki gęsty kawowy likier?
A smak i zapach mocnej kawy?

W takim razie ten deser będzie dla Was kulinarnym niebem :)


KAWOWE BROWNIES



Oryginalny przepis znalazłam oczywiście u mojego kulinarnego guru - Doroty z MoichWypieków, po czym lekko go zmodyfikowałam pod względem pochodzenia składników - na bardziej zdrowe i eko - o ile to możliwe :)

Składniki:
  • 160 g masła
  • 4 jajka
  • 200 g gorzkiej czekolady
  • 1 i 1/4 szklanki cukru - mieszam pól na pół brązowy nierafinowany cukier trzcinowy i ciemny aromatyczny muscovado - jeszcze pogłębia smak ciasta
  • 1 czubata łyżka kawy rozpuszczalnej
  • 1 łyżeczka domowego ekstraktu z wanilii
  • szczypta soli
  • 1 szklanka mąki - razowej z pełnego przemiału
  • 0,5 szklanki mąki pszennej
  • pół szklanki gęstegolikieru kawowego

Masło i czekoladę roztopić w garnuszku, zdjąć z palnika. Lekko przestudzić.
W misce roztrzepać jajka, wanilię, cukier, kawę rozpuszczoną w minimalnej ilości wody, likier. Wmieszać mąkę, sól, wsypać do masy jajecznej, zmiksować. Na końcu wmieszać roztopioną czekoladę z masłem.
Formę 17 x 27 cm wyłożyć papierem do pieczenia, wlać masę. Piec około 25 - 30 minut w temperaturze 180ºC. Sprawdzić patyczkiem. Gotowe brownies ma być mokre (więc patyczek może być oblepiony, ale ma nie być na nim surowego ciasta). I info dla tych, którzy będą piekli brownies po raz pierwszy - ciasto wygląda 'zakalcowato', ale takie ma być ... ;)
Gotowe lekko ostudzone ciasto polałam rozpuszczoną gorzka czekolada z odrobina masła - pełna rozpusta! 



Powiem tylko tyle...znika błyskawicznie :)



Smacznego ...

I obiecuję nie robić kolejnej miesięcznej przerwy :)

Wasza Ana...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka