Domowo i ze smakiem...

by - października 19, 2013

Uwielbiam zapach gotującego się domowego rosołu.
To zapach dzieciństwa.
Niedzielny obiad.
Odświętny nastrój.



Długo, bardzo długo - od początku mojej zabawy w dorosłość i samodzielne gotowanie - a początki nie były spektakularne muszę przyznać - mój rosół smak swój zawdzięczał w dużej mierze - jeśli nie w całości - kostkom rosołowym ze sklepu.
To takie proste.

Siup do garnka i bach! Wszystko jest!

Zapach.
Kolor.
Smak.

No czego chcieć więcej?

Pierwsze zmiany nastąpiły siedem lat temu, podczas mojej pierwszej przygody z dietą bezglutenową. 
Po raz pierwszy w życiu zaczęłam czytać etykiety kupowanych produktów - przez co moje zakupy dłużyły się niemiłosiernie. 
Poszukiwałam glutenu i jego pochodnych, nie tylko wśród tych oczywistych zbóż.

Pasztet - glutaminian sodu.
Kostka rosołowa - glutaminian sodu.
Chipsy - glutaminian sodu.

Nagle okazało się, że zapach cebulki w chipsach, smak domowego pasztetu - u tego z puszki czy ten niepowtarzalny aromat rosołu to tylko chemia! Glutaminian sodu. Wzmacniacz smaku. E 621.

Poczułam się oszukana.
Zwłaszcza dlatego, że glutaminian znajdował się praktycznie wszędzie, a dla mnie był zakazany. Rozpacz.
Co jeść?

Zaczęłam uczyć się przypraw i ziół, ich smaków, zastosowania.
Oj nie od razu Rzym zbudowano, ale fundamenty zostały wylane. Od tej pory odruchowo omijam gotowe przyprawy na sklepowych półkach.
Wiele zmieniło się też przez te lata wśród samych przypraw - producenci sami już podsuwają nam mieszanki niezawierające glutaminianu i konserwantów, po które - od czasu do czasu - sięgam. 

Moja przygoda z dietą bezglutenową nie trwała długo, okazało się, że to jednak nie celiakia - w moim przypadku. 
Kiedy pojawiły się dzieci nadal zwracałam i zwracam uwagę na to co pojawia się na talerzu i staram się unikać "gotowców".
Nie idealizuję, oczywiście, że zjadają także parówki, pasztet, sklepowe wędliny, słodycze.
Nie jestem tym faktem zachwycona, ale nie jestem też w stanie całkowicie wyeliminować ich z naszej diety - i podziwiam kobiety, które to potrafią! 
Chapeau bas!

Ale do rzeczy.
Wracamy do źródła.
Do rosołu.

A w zasadzie do bulionu drobiowego - na którym to rosół - i nie tylko rosół - przygotowuję (och zdarza się wołowo-drobiowy, ale zdecydowanie rzadziej).



Wygląda apetycznie?

Tak też smakuje - choć oczywiście nie w czystej swojej - skoncentrowanej - postaci:)
Przyrządzam go kilka razy w roku dla siebie i moich rodziców, których też namawiam na kulinarne zmiany.

Już dawno obiecała napisać Wam w jaki sposób go przyrządzać.
Muszę się jednak przyznać, że pomaga mi w tym ogromnie thermomix - dzięki któremu omija mnie żmudne mieszanie i pilnowanie gotującej się pasty.
Ale jest on wykonalny także w garnku - choć wymaga wtedy nieco więcej zachodu.

Przepis oryginalny jest TU, ja natomiast podam Wam przepis zmodyfikowany przeze mnie - idealny na jesień i zimę, rozgrzewający i z pięknym zapachem. 
Wyśmienity do rosołu, mięs, dyniowej i paprykowej zupy krem...mmmm.....





DOMOWY BULION DROBIOWY

Składniki:

300 g podudzi z kurczaka ( ja kupuję gotowe bez kości podudzia w lidlu - 500 g - i tylko oczyszczam je z błon i ścięgien)
300 g warzyw (seler, marchew, por, cebula, czosnek, pietruszka) - proporcje wg preferencji smakowych
zioła - najlepiej świeże - u mnie bazylia, rozmaryn, natka pietruszki - 3-4 gałązki
150 g gruboziarnistej soli morskiej
100 g (nie ml!) białego wytrawnego wina
przyprawy: 1 liść laurowy, 2 goździki, 5 nasion kolendry, kurkuma, papryka czerwona, imbir i curry.
Nie podam Wam ilości przypraw sypanych, bo daję je na oko, ale NIE ŻAŁUJĘ! :)





Mięso mielimy w maszynce, lub miksujemy.
Warzywa i zioła ścieramy na tarce z drobnymi oczkami, siekamy drobniutko lub miksujemy robotem.

Wszystko wkładamy do garnka, dodajemy sól, wino i przyprawy i gotujemy na wolnym ogniu, bez przykrycia pozwalając odparować płynom. 



Często mieszamy i pilnujemy, aby bulion się nie przypalił.
Kiedy ma już dość gęstą konsystencję miksujemy go blenderem na pastę i przekładamy do wyparzonego słoika.


Po wystygnięciu przechowujemy w lodówce nawet kilka miesięcy - aż do zużycia.

Po rozpuszczeniu 1 czubatek łyżeczki pasty w 500 ml wody otrzymamy pyszny, aromatyczny bulion.

Kto spróbuje??






You May Also Like

49 comments

ETYKIETY