PROJEKT DOM - METAMORFOZA JADALNI

by - października 03, 2013

Czy u Was też tak jest, że stół gromadzi przy przy sobie całą rodzinę?
Nie wyobrażam sobie domu bez stołu. 
Choćby najmniejszego.


Zawsze marzyłam o dużym stole, przy którym usiądziemy do wspólnego posiłku, opowiemy sobie jak minął dzień, zjemy niedzielne śniadanie i popołudniowy słodki deser. Przy którym będziemy układać puzzle, rysować, kiedyś odrabiać wspólnie z dziećmi lekcje....

Tak było w moim rodzinnym domu, gdzie stół kuchenny gromadził nas codziennie. Pamiętam nieśmiertelne taborety, których forma wraca dziś do łask :) Potem drewniane krzesła, świeże kwiaty na stole, sobotnie wspólne ciepłe kolacje z domową pizzą czy zapiekanką...

W moim dorosłym domu - w naszym domu rodzinnym - od razu powstało miejsce na jadalnię, choć zmieniało się ono z czasem i dostosowywało się do naszych potrzeb i wyobrażeń. 
Muszę to przyznać, na początku nie miałam na nią wielkiego pomysłu. Ot stół, krzesła, jakiś bieżnik...
O zgrozo kolor krzeseł dostosowaliśmy do ówczesnego koloru jednej z kuchennych ścian i tak oto staliśmy się posiadaczami sześciu wspaniale i intensywnie zielonych potworków:)

Dość szybko stwierdziliśmy, że nie była to najszczęśliwsza decyzja, zwłaszcza po pomalowaniu ścian na jasno i zmianie aranżacji.... 

ale tylko krowa nie zmienia zdania, prawda? :)

Sami zobaczcie jak ewoluowała nasza jadalnia :) 
(Post zainspirowany poczynaniami Dagi)

2006

Na początku był chaos....

Nie, na początku było bardzo ascetycznie. 
Tak jak w pierwotnym projekcie stół z krzesłami stanęły między oknem w kuchni a oknem w salonie. 
Oczywiście kolor wenge - najmodniejszy w tym czasie.
Oczywiście płyta.
I oczywiście nasze zieloniutkie:)




2009
Pierwsze fascynacje szarościami i czernią....obrus, dodatki, uszyte osobiście zasłony.




Przestawiamy stół w nowe miejsce - między salonem a kuchnią, znika regał, trwają przygotowania do.....




2011

DEMOLKA!!!


2011

I PO DEMOLCE



Jadalnia nabiera kształtu, choć meble nadal te same. 
Nad nią obniżony i podświetlany sufit z ozdobna tapetą, duże białe lampy nad stołem.
 Biblioteczka, galeria zdjęć i drewniany zegar zakrywają kuchnię i okap.




2012

Wymieniamy stół na "przejściowy"...czyli ogrodowy :) 
Jest piękny, drewniany, z grubymi prostymi i bielonymi nogami i orzechowym blatem.
Ma tylko jeden mankament.
Szpary między deskami w blacie. spore.
bo to przecież stół ogrodowy i taras to miejsce jego przeznaczenia. 


Niestety niewiele mam zdjęć z tego okresu - przepadły w czasie wakacyjnego zamieszania z komputerem...
Cale szczęście - w tym czasie mieliśmy małą rodzinna sesję :)




2013

NARESZCIE!!!
Nie zdradziłam Wam jeszcze tej tajemnicy, ale kiedy sprzedaliśmy stary brązowy stół kupilismy w jego miejsce "nowy". Stary drewniany stół z masywnym blatem i urocza szufladką.
Oj zimował on długo w garażu czekając na nowe życie. 
Potrzebował trochę pracy i kilku zmian.

I jest! 
Uwielbiam go!
w złamanej bieli i z osobiście pieczołowicie szczotkowanym i bielonym blatem. Z sękami, niedoskonałościami, przebarwieniami - to w nim lubię najbardziej.




A na nim piękne podkładki od Home Variety - które wygrałam w konkursie u Ani-Scraperki :) 
Prawda, że pasują idealnie z moim czarnym kandelabrem?




Ale ale!
to przecież jeszcze nie koniec :)

KRZESŁA :)

To była cała historia i ogromnie żałuję, że nie mogę pokazać Wam zdjęć sprzed ich metamorfozy.
Bo oczywiście - postawiłam na swoim i zamieszkały u nas stare oldskulowe szkolne krzesełka!
I choć mąż na ich widok nieco zbladł - były odrapane i w kolorach tęczy malowanych dość chaotycznie farbą olejną, to nie dałam za wygraną.

Poświeciłam im wiele godzin, ba dni nawet, a nawet tygodni. 
Pieczołowicie szlifując i pozbywałam się kolejnych warstw farby. 
nie powiem - były chwile, kiedy chciałam je wrzucić do kominka i pozbyć się kłopotu :P
Potem żmudne kilkukrotne malowanie, lakierowanie...

Ale powiem Wam - warto było zacisnąć zęby.
Choć nie wszyscy są tego zdania:)
No cóż...
Wolnoć Tomku w swoim domku...

Gotowi???
Tadaaaam!!! :)



Dla mnie to był milowy krok i wreszcie uwielbiam moja jadalnię bez wyjątku i na nic nie muszę przymykać oka...



A na zieleń stawiam już tylko w przypadku kwiatów i widoku za oknem :)
A tam trawy i róże!







To jeszcze nie koniec tej metamorfozy, teraz będę pracować nad detalami....




Dla fanów vintage male zbliżenie na detale...
W części krzeseł nie było mowy o dokładnym usunięciu farby, która wżarła się głęboko w sklejkę...Początkowo chciałam wszystko zamalować, ale potem zmieniłam zdanie. 
To część historii tych krzeseł i pamiątka mojej ciężkiej pracy :)





Poznajecie moje, a raczej Antosiowie, krzesełko?




To legendarne już chyba krzesełko z skandynawskich blogów - STOKKE Tripp trapp.
W Pl osiągalne za niemal 800 zł, nasze - oryginalne - kupione na giełdzie staroci za całe 25 zł :)

I niech mi ktoś powie, że nie warto zerwać się w niedzielę rano i pędzić na giełdę?

Jeszcze tylko czyszczenie i malowanie i będzie gotowe.
Tylko cały czas głowię się nad kolorem!

BIEL czy CZERŃ?????




Miłego dnia Kochani!!!!
Mam nadzieję, że podobała Wam się ta wycieczka w czasie? :)

You May Also Like

87 comments

ETYKIETY