METAMORFOZA PRACOWNI

by - marca 11, 2013

Oj tak tak - wszyscy niecierpliwi nareszcie się doczekali - a trwało to na prawdę długo. Moja pracownia - jak już wiecie - rodziła się długo i czasem nawet w bólach  -przez rok. To wszystko dlatego, że postanowiłam zrobić ją sama - z pomocą mojego M oczywiście! Żaden fachowiec nie przekroczył jej progu :)
Dziś nareszcie mogę ją pokazać - udało mi się nawet na chwil parę zapanować nad panującym tu chaosem i bałaganem!
Ale jak mówią


Creativity is messy, 
and I am very creative!

Nie będę przedłużać i otwieram przed Wami drzwi do mojego świata :)
Przyznaję ze skruchą, że przed rozpoczęciem prac była to prawdziwa graciarnia - czyli wszystko co miało być "zrobione" bądź po prostu nie miało swego miejsca w domu - wrzucaliśmy do tego pokoju. Na prawdę - nie ma się czym chwalić...Ale żeby oddać ogrom zmian, jakie tu zaszły - muszę pokazać Wam wersję "PRZED"...Ufff....
Dziś pokażę Wam nasz kąt komputerowy, którego część już znacie...teraz w całości...przed i po



Biurko przeszło lifting, dostało nowe lżejsze czarne nóżki, a blat przemalowałam na biało i kilkakrotnie polakierowałam mocnym błyszczącym lakierem poliuretanowym (dzięki Tatuś!). 
Podobną przemianę przeszła schowana za fotelem szafka na drukarkę :) Zestaw półek już znacie. Ostatnim szlifem było pomalowanie ściany nad biurkiem farbą tablicową i magnetyczną - dzięki Wam - zmobilizowałam się do tego w ubiegłym tygodniu :)
W wielkim białym koszu (także przemalowanym) mieszczą się poduchy i materiały, z których szyję lub szycie planuję :)
Kilka szczegółów i zbliżeń:




Część ściany pokryłam tablicówką w czarnym kolorze, drugą połówkę pomalowałam natomiast farbą magnetyczną i na nią naniosłam szarobeżowy kolor, którego próbnik został nam jeszcze z etapu gdy wybieraliśmy farbę do salonu. Jeszcze raz muszę przyznać, że uwielbiam Fluggera za kolory - ten tutaj idealnie udaje ciepły odcień betonu (zwłaszcza, gdy pod spodem ma chropowatą fakturę farby magnetycznej), ściana nabrała charakteru!


Do malutkiego serduszka z drewna dokleiłam magnes...
  Macie jeszcze inne pomysły na magnesy?

Swoje miejsce znalazła też koralikowa gwiazdka, którą zrobiłam przed Bożym Narodzeniem i mój kalendarz malowany cienkopisem...



Na biurku zbieranina świeczników z odzysku (także takich ze starych gałek schodowych :P) - częściowo pomalowanych na biało - na wzór ukochanych skandynawskich trendów...

Tablica dopiero czeka na zapisanie jej...



Czego brakuje? Na pewno wspomnianych już magnesów, lampki na biurku i lamp sufitowych - niestety pokój jest usytuowany od strony północnej i mimo dużego okna bywa tam ciemno. Potrzebuję więcej światła i mam już konkretny plan...trzeba tylko...wybrać się do IKEI :)



Kto nie ma dość - zapraszam do zwiedzenia kolejnego kącika - nad którym panowanie niepodzielne objął mój mąż. Nietrudno będzie Wam zgadnąć, czym lubi zajmować się w wolnych chwilach :)




Sprzęty muzyczne tułały się po całym domu, aż nareszcie znalazły swoje miejsce (choć niestety nie wszystkie).
Lifting przeszła także szafa, która pamięta moje panieńskie czasy w rodzinnym domu i regał, który przytaszczyliśmy z naszego małego pierwszego mieszkanka. Zwykła płyta.

PRZED:


Trochę białej farby, sklejki i cierpliwości i efekt końcowy pozwala mi spać spokojnie przez jakiś czas, a zaoszczędzone na nowych meblach pieniążki możemy przeznaczyć na coś innego!





Ale wróćmy do malutkiego królestwa M :) Zapalonego fana Radiohead i gitary elektrycznej.










A czy Wasze drugie połówki mają w domu kąt dla siebie? 

Ja ogromnie żałuję, że tak mało czasu pozostaje M na jego zainteresowania i staram się, żeby nie zapominał o gitarze :) A co lubią Wasi partnerzy?



Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was dzisiejszą fotorelacją z mojej pracowni ! Został jeszcze jeden - ostatni - ale bardzo ważny kąt. To kącik craftowy, który pokażę Wam już następnym razem :)

Pozdrawiam Kochani!!!! I nie dajcie się zimie, choć u nas za oknem 10 cm śniegu :)



You May Also Like

56 comments

ETYKIETY