Myślę sobie, że....

by - marca 22, 2013






Myślę sobie, że

Ta zima kiedyś musi minąć


Zazieleni się

Urośnie kilka drzew.

Niedojedzony chleb

W ustach zdąży się rozpłynąć

A niedopity rum


Rozgrzeje jeszcze krew...


Wojtek Waglewski już lata temu przewidział mój obecny nastrój pisząc te słowa...





dziś coś się zmieniło:)  za sprawą tego utworu, który jak mantra przylgnął do mnie  i siedzi w mojej głowie od wczoraj....
Przecież zima mija. Tak. walczy, dmucha mi w twarz mrozem i śniegiem...ale przegra :)
 Wczoraj lepiliśmy z Antkiem bałwana w ogrodzie - a ja z dziką rozkoszą chcę patrzeć jak topnieje i niknie w oczach!
W niedzielę pojedziemy zamknąć sezon narciarski z przytupem - na naszej szczecińskiej gubałówce. 
Skoro nie mogę wroga pokonać - zaprzyjaźnię się z nim :P


Tymczasem wiosnę mam już w domu, żółcą się krokusy, barwinek stoi na baczność w oczekiwaniu na wiosnę i przesadzenie do ogrodu, błękit irysów i bratków przypomina, że gdzieś tam pod białymi śniegowymi chmurami jest piękne i czyste niebo i niedługo będę się nim cieszyć do woli!






Wierzbowe witki puszczają zielone listki, bazie przypominają, że już za tydzień Wielkanoc...




Kupuję pierwsze cebulowe, myślę, planuję gdzie je posadzę, marzę o tym, jak już niebawem zanurzę ręce w ciepłej ziemi, a mój ogród odzyska rumieńce, wybuchnie kolorami! jeszcze troszkę, troszeczkę....








Wiosennie zapowiada się też moja aktualna praca - uwielbiam te kolory, to czysta przyjemność :)




Cieszę się, że wczorajszy post o domowym chlebie tak bardzo Wam się spodobał. Wiosna to dobry czas, żeby pomyśleć o sobie. Nie będę wam prawić o ekologii, zdrowym żywieniu. To była bardzo samolubna decyzja. Nasza monotonna dieta znużyła mnie ogromnie, codzienne przygotowywanie posiłków zawężonych do kilku pozycji stało się męczarnią, rutyną, znielubianym zajęciem, a przecież nie o to tu chodzi. Chcę gotować dla moich bliskich z radością, chcę podawać im na talerzu smaczne potrawy, testować, próbować, szukać nowych smaków. Chcę wstawać rano bez bólu głowy i kłaść się z lekkim żołądkiem. Odstawić leki, móc cieszyć się jedzeniem i smakami zamiast zwiedzać kolejne gabinety i przechodzić kolejne badania. 

Chcę być zdrowa!

Nie jest różowo. Moje dzieci nie są amatorami nowości w diecie, ale dość mam ich chorób, bladej skóry, złych wyników, żelaza z butelki. Nie chcę podawać im witamin w syropach, przecież tak wiele jest ich w jedzeniu! Czytam, szukam jak zachęcić ich do warzyw i owoców. Ponoszę klęski, nie zawsze nowe potrawy trafiają w ich gusta. To potrafi zdemotywować...ale próbuję dalej....a małe sukcesy dają nadzieję...
Kiedyś zobaczę jak pałaszują talerz warzyw zamiast słodyczy...tymczasem muszę o to zawalczyć metodą małych kroczków ...

Spodobała Wam się propozycja przepisów na pasty i dodatki do domowego chleba?

w takim razie zapraszam na pierwszą porcję:) Nie będzie tu wyszukanych potraw, postaram się o przepisy szybie w przygotowaniu, proste i zdrowe.

Przywitajmy wiosnę na talerzu!!!!




Nie lubicie awokado? Nie ma smaku?
Tez tak myślałam do niedawna :)
Aż spróbowałam tej pasty i przepadłam:)
To guacamole w prostej wersji dla każdego


GUACAMOLE

  • 2 szt dojrzałego miękkiego awokado
  • sok z połówki cytryny
  • pół czerwonej papryki
  • 2 ząbki czosnku
  • szczypta ziołowej soli morskiej (robię ją sama mieląc sól morską gruboziarnistą z ususzonymi ziołami z ogródka)



Awokado obieramy i rozgniatamy widelcem na papkę (lubię taką z grudkami bardziej niż gładką masę - to zajmuje minutkę), dodajemy sol do smaku, sok z cytryny, rozgnieciony czosnek i pokrojoną w kosteczkę paprykę. W pięć minut mamy pyszną wyraźna w smaku pastę do kanapek!


WEGE-PASZTET Z SOCZEWICY I MARCHWI

Przepis na to cudo znalazłam w ostatnim wiosennym wydaniu magazynu Beaty Lipov "Moje smaki życia" i od razu wypróbowałam. Jeśli jesteście amatorami mięsnych pasztetów - spróbujcie  moja mama po skosztowaniu go nie mogła uwierzyć, że nie ma tam ani grama mięsa :)
Nie będę go przepisywać tylko przeklejam Wam oryginalny przepis od Beaty (TU), a od siebie dorzucam zdjęcia :)


inspirowany przepisem Agnieszki Kręglickiej

200 g suchej czerwonej soczewicy
4 marchewki
1 cebula
3 jajka
Sól ziołowa
Pieprz
1 łyżka słodkiej papryki
1 ząbek czosnku
1/2 łyżeczki ziaren kolendry
1 łyżka przyprawy curry
4 łyżki oleju



Soczewicę gotować, aż rozpadnie się na miękką papkę. Marchewkę zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Cebulę drobno pokroić. Marchewkę i cebulę smażyć na oleju na średnim ogniu ok. 10 minut. Następnie doprawić solą, pieprzem, papryką, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, curry i rozgniecioną wcześniej kolendrą. Smażyć jeszcze chwilę, a następnie wymieszać z odsączoną soczewicą i jajkami. Masę przełożyć do wyłożonej papierem do pieczenia, podłużnej formy. Piec w piekarniku nagrzanym do 190 st. ok. 45-50 minut. Zostawić do ostygnięcia, a następnie wyjąć z formy.


I jak? Spróbujecie?





You May Also Like

27 comments

ETYKIETY