PRACOWNIA - METAMORFOZA

by - marca 19, 2013

Zapraszam Was Kochani  do ostatniego zakątka mojej pracowni, w którym zdecydowanie nie rządzą biel i czerń. Pokazuję go na samym końcu, ale powstał jako pierwszy i to właśnie tutaj najczęściej panuje chaos (nie zawsze kontrolowany:P ). Tu szyję, maluję, lakieruję, ozdabiam, pakuję...

Mogłabym nazwać to miejsce moim craftroom'em - ale chyba jednak pozostanę przy pracowni:)
Ostatnio troszkę ją zaniedbuję, zwłaszcza jeśli chodzi o moja maszynę do szycia, ale okres zimowy nie sprzyja pracy w ciemnościach - niestety cały pokój jest usytuowany w północnej części domu, a przez okno o tej porze roku niewiele wpada słońca. Do tego siedząc przy biurku okno mam dokładnie za plecami...och czekam z utęsknieniem na zakupy w Ikei gdzie będę mogła wreszcie zaopatrzyć się w lampy i podciągnąć tu zdecydowanie więcej światła!

Z góry przepraszam za mało doświetlone fotki - wirtuozem fotografii nie jestem, a w tych warunkach pogodowych (20 cm śniegu przez noc!!!!!!) ciężko jest zrobić jasne zdjęcie....





Ze starej półeczki na przyprawy, którą wyszperałam w piwnicy rodziców, zrobiłam sobie stojak na szpulki i nici - brak jeszcze części kołeczków, ale już widzę, że półka zdaje egzamin. Ze starej szpermarketowej ramy powstało pele-mele - dodałam tylko stary naturalny grubo pleciony len z wojskowych worków i konopny sznur.

A tak prezentuje się całość:


PRZED:




I PO :)




Biurko wykonaliśmy z M sami - jako bazę kupiłam szafeczkę sosnową z Ikei, drewniane dechy dociął i wysuszył w pracy M, kantówki dokupiliśmy u stolarza. Potem już tylko malowanie, postarzanie, przecieranie i woskowanie - i miejsce do pracy gotowe :)
Podobnie było z półkami - wszystkie gotowe elementy ze stolarni i skręcanie i malowanie całości.

Krzesło upolowałam w graciarni za śmieszne pieniądze i jedyne co zrobiłam, to porządne mycie i czarne skarpetki :) ale jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa, bo marzy mi się stare krzesło warsztatowe ...





90% przedmiotów tutaj to rzeczy stare, znalezione na gratach, w piwnicach i warsztatach rodziny i znajomych. Taki był zamysł, dlatego pracownia rodziła się powoli. Chciałam, żeby odżyły na nowo, wypiękniały i służyły mi jeszcze długie lata.
Na biurku na lifting czeka stara biblioteczna szufladka i drewniane "kopyta" - prawidła (te pojawią się w sklepiku).

Na półkach swoje miejsce znalazły moje zapomniane, leżące dotąd w segregatorach, rysunki pastelami - "parę" lat temu uwielbiałam malować portrety i nawet przez chwilę w liceum w ten sposób sobie dorabiałam.
Choć - jak sami widzicie - część z nich była dość nietypowa - nie ma tu uśmiechniętych buziek, są za to dwa moje autoportrety i moja wersja autoportretu genialnego malarza i fotografa Gottfrieda Helnwein'a :P







Na biurku znana już Wam metalowa warsztatowa komódka wypełniona po brzegi kolorowymi tasiemkami :) Nad nią stara przemalowana tablica korkowa, a obok lampion z puszki po pierniczkach.




Odświeżony wieszak służy teraz jako podajnik do koronek :)




I jeszcze kilka widoczków ogólnych





I to już wszystko...Moja pracownia nie ma już przed Wami żadnych tajemnic!

Pora zabrać się do pracy - może to i lepiej, że siedzę tyłem do okna i nie widzę padającego śniegu??? Moje przeganianie zimy na nic się zdało - chyba ją zdenerwowałam :(

Buziaki :*

Ana

You May Also Like

43 comments

ETYKIETY