2012/04/27

Tuż przed majówką...

Trwają ogrodowe prace...Tyle ich jeszcze przed nami, bo ogród wciąż czeka na nowe rabaty, nasadzenia, taras na deski i ubranka...



Ale też nie stoimy w miejscu - pojawiły się nowe mebelki - udało mi się kupić piękny drewniany stół, który "zamalowałam" w tarasowych kolorach, koło moich różanek można już usiąść na ławeczce, a patio nabiara kształtów...





Dziś będzie mało słów, a więcej zdjęć - bo co tu "gadać" o ogrodzie, na niego trzeba patrzeć:)







Kutą etażerkę znalazłam w nowo poznanym malutkim sklepiku ze starociami, czarną, trochę podrzdzewiałą. Teraz przemalowana jest pastelową orchideą, ale to jeszcze nie koniec...będzie patyna:)


Pomidorki koktajlowe rosną już sobie w dużej donicy na słoneczku - mam nadzieję, że będzie co podjadać latem prosto z krzaczka - o ile mój debiut w roli ogrodnika będzie udany:)

Tym obrazkiem żegnam się z Wami dziś i biegnę ... do ogródka...

Udanego długiego weekendu Kochani!

2012/04/23

Prezenty Handmade

To już ostatnia opowieść z serii warszawskiej podróży. Rzecz będzie o prezentach. Ręcznie robionych prezentach...



Jak wiadomo w gości nie jedzie się z pustymi rękoma. Będąc w Warszawie zostałam ugoszczona (po królewsku) przez przemiłą duszyczkę Anulę i jej rodzinkę. Oczywiście nie mogłam zapomnieć o drobnym podarunku, a ponieważ Ania jest zakręconą ogrodowo osóbką (dzięki temu się poznałysmy) MUSIAŁ to być drobiazg związany z ogrodem.
Tak właśnie narodził się pomysł tabliczki do ogrodu...a od pomysłu do realizacji była tylko chwilka:) Sklejka, listewki, klej, czarna i biała farba, świeca, papier ścierny, wydruk i parę wolnych chwil...






Powstały sztuki dwie, ponieważ podczas moich odwiedzin zaplanowana była wizyta u kolejnej ogrodowej królowej - Danusi, mistrzyni projektowania ogrodów dużych i małych. Chylę czoła przed jej kunsztownym ogrodem (teraz możecie ogladać go w najnowszym numerze czasopisma "Magnolia").

Największą frajdę miałam jednak przy tworzeniu misia-pieska dla najmłodszego domownika - Frania, który z miejsca podbił moje serce (Franiu, nie miś:) ).
Miś za to - jak się później okazało - podbił serce Frania i stał się misiem Gabrysiem, przytulakiem do spania.





Na szczęście prezenty się spodobały, mam nadzieję, że wszyscy będą mnie dobrze wspomniać patrząc na nie. Co złego to nie ja:) Kochani, było mi na prawdę ogromnie miło u Was gościć!





Ach, niedługo odsłona nowego biurka do pracowni - ukończone już przed Świętami czeka na sesję fotograficzną. Sama pracownia nadal w proszku:( ale troszeczkę biurka i mojej piwnicznej szafeczki na drobiazgi możecie zobaczyć na dzisiejszych zdjęciach!

Buziaki ślę i uciekam do pracy ...

                                                                       

2012/04/20

Moja Warszawa

Gdyby ktoś kiedyś wpadł na szalony pomysł zwiedzenia Warszawy w kilka godzin - a przy tym tak jak ja źle znosił podróżowanie komunikacją miejską - powiem...NIE DA SIĘ:)




Ale zawsze można przejść spacerem na Stare Miasto, Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem...powiecie - mało oryginalnie... Ale mając alternatywę spędzenia kilku godzin wolnego czasu w zatłoczonych Złotych Tarasach i okolicznych centrach handlowych nie zastanawiałam się ani chwili...





Dawno nie było mnie w tym mieście ot tak, bez celu...Pamiętam nasze rodzinne wycieczki do cioci-babci Janki, która mieszkała na Ochocie (?), pamiętam zachwyt małego dziecka nad wielkimi oszklonymi hotelami, widok z Pałacu Kultury i Nauki,  pamiętam starą windę, która stawała między piętrami w bloku cioci i ruchome schody na Dworcu Centralnym...




Dziś nie ma już cioci, nie ma tego dziecięcego zachwytu...troszkę żal, że TA Warszawa ze wspomnień już nie istnieje...a może czas na nowe wspomnienia z nią związane?
Nadal to miasto jest pełne pięknych miejsc, często nie w dosłownym znaczeniu...lubię te zderzenia pomiędzy starym i nowym.




A jak wygląda Wasza Warszawa?



2012/04/17

Get inspired...

Jestem, wróciłam, żyję i cieszę się, że ... nie mieszkam w dużym mieście:)
Możo to kwestia przyzwyczajenia, może moje lenistwo, może fakt, że mieszkam na obrzeżach małego miasta...Warszawa piękna jest i wspaniała, ale dwa dni to dla mnie akurat:) Bo warszawa jest też głośna, rozkopana i przeraźliwie ruchliwa, a to już zbyt wiele jak na moją skromną osobę...ale o tym w następnym poście.

Miało być o IKEI i wystawie, to będzie:)


Było bardzo klimatycznie, kolorowo i zabawnie, choć nie idealne. To ideału brakowało malutkich prostokatnych szczególików...plakietek, które pozwoliłyby blogerom odnaleźć się w tym - już nie wirtualnym - świecie. Miałam to szczęście, że w tłumie odnalazla mnie Aga (Dwa Domy) i przegadałyśmy kilka godzin pałaszujac specjały serwowane w goszczącej nas restauracji, potem spacerując Marszałkowską...To niesamowite jak bardzo zblizone są nasze marzenia, nasze postrzeganie świata. Aga - fantastycznie było Cię poznać!

Ale wracając do samej wystawy - w restauracji mozna było oglądać wszystkie meble z nowej kolekcji IKEA PS i przyznam, że w oko wpadła mi biała witrynka-biblioteczka oraz dwu-elementowa komoda sosnowa z czerwonym wnętrzem. Choć pewnie w moim domu jasna sosna zostałaby trochę "sponiewierana":)


Generalnie jest to bardzo wesoła, energetyczna kolekcja, mnóstwo koloru w dodatkach - kolorowe tkaniny, świeczniki, krzesełka. Jak przystało na IKEĘ jest też miejsce dla bieli i drewna - w duchu skandynawskiego wzornictwa - proste formy są przecież najpiękniejsze.





Ale pisząc o wystawie nie mogę nie wspomnieć samej Restauracji Śródmiejskiej - dla mnie BOMBA! Z zewnątrz troszkę niechlujna (ups), wewnątrz cieszy oko kolorami, umeblowaniem...rządzą tu sofy z palet na "antycznych" nóżkach, drewniane stoliki ze szpul po kablach ze śrubami na wierzchu (ach, czy ja kiedyś taki znajdę!) , konewki w roli lamp, pomarańczowe i różowe fluorescencyjne sztukaterie i szafki, wielka ściana tablicowa z menu. Bez nadęcia, niekonwencjonalnie, trochę skandynawsko, trochę loftowo, ale na pewno INACZEJ!!! Tego miejsca i jego klimatu po prostu nie da się ot tak zapomnieć (jak i równie barwnych i oryginalnych pań kelnerek:P). Wszystkim odwiedzającym stolicę polecę zajrzeć do Środmiejskiej!



W weekend możecie wstapić tam na warsztaty dla dzieciaków i przy okazji obejrzeć jeszcze meble z kolekcji. Polecam!



Pozdrawiam też przemiłe Panie organizatorki i kustoszki wystawy - na prawdę miło było poznać i pozazdrościć trochę takiej pracy:)


A już jutro MOJA Warszawa w skrócie - czyli Starówka w pigułce:P

Do zobaczenia!

                                                                         

2012/04/11

Już czas...

Już czas pokazać ostatnie poświąteczne zdjęcia i zamknąć za soba ten Wielkanocny rozdział...choć wiele dekoracji tak mocno przypomina o wiosennym czasie, że pozostanie z nami zdecydowanie dłużej:)


 Panna Erika rownież otrzymała wiosenną szatkę...







Teraz nadchodzi czas ogrodu, sadzenia, przesadzania, pielenia..nie moge doczekać się kiedy zanurzę ręce w wilgotnej ziemi, założę kalosze, a na rękach będą bąble od szpadla:) Raj...




A tymczasem pakuję już walizkę na wyjazd do Warszawy i nie mogę doczekać się spotkania z Wami! Jestem ogromnie stremowana, uwierzycie, że pierwszy raz odkąd mam dzieci wyjeżdżam sama? Na DWA DNI! Zaznaczam na mapie miejsca, które być może odwiedzę (jesli aura będzie łaskawa)...baterie do aparatu się ładują, a ja sama jestem naładowana mnóstwem emocji i cieszę sie na podróż pociągiem (którą od zawsze uwielbiałam), bieganie po mieście i poznanie Was!



Do zobaczenia JUTRO!!!!!

                                                           

2012/04/10

Świąteczna reminiscencja...

Dni Świąteczne są już tylko wspomnieniem, ale na szczęście drobne dekoracje nadal pozwalają się nimi cieszyć. Było raczej skromnie, naturalnie, świeże kwiaty w każdym zakątku domu, surowe lniane podobrazie w roli obrusa...






Udało mi się TUŻ przed Świąteczną Niedzielą dokończyć moje biurko w pracowni - i to na nim pozują stokrotki i świeczki:)




Al zainspirowała mnie do stworzenia pięknych świec z puszek i skorupek jaj, kuchenny zegar otrzymał wiosenne szaty (jego zimowe wcielenie TUTAJ), a kolejne pele-mele ze starej ramy i konopnego sznurka zawisło na ścianie. Miała to być tylko chwilowa dekoracja, ale czuję, że zostanie z nami na dłużej:)



 


 Na dziś już koniec wspomnień, kolejne zdjęcia czekają na lifting, ale teraz to dzieci czekają na deserek:) Idę się poprzytulać:)

Tu gościnnie zdjęcia moich maluchów wykonane w pierwszy dzień Świąt przez panią fotograf Jolę Grzegółkę







Miłego dnia Kochani, a już za dwa dni WIDZIMY SIĘ w Warszawie:)


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka