2012/01/30

Szyję

Przełamałam się i wczoraj usiadłam do maszyny na dlużej...powstały nowe chusteczniki w energetycznych kolorach - w sam raz na obecne mrozy - dla tych, którym z nosa kapie:)






W środku mają kolorowe bawełniane  podszewki - odpowiednio czerwono-białą pasiastą, pastelową fioletowo-białą krateczkę vichy i błękitno-biało-różową z ptaszkiem.





Dla miłośników broszek powstały dwie kokardy - jedna stonowana z koronko w kolorze ecru, druga "marynarska" z czerwono-białymi paskami. Lubię obie...




Oberwało się też małej żółtej torebce, która leżała sobie cierpliwie w kącie czekając na swoją kolej. Przełamałam jej soczystą barwę ciepłą i kojącą szarością broszek z wełny. Broszki mogę odpiąć, a latem dodać na przykład pastelowo-różane i kwiatowe motywy...




Spełniam założenie włączania do swej garderoby wesołych kolorów, choć na razie nadal w dodatkach. Małymi kroczkami do celu:)

A jakie kolory i dodatki rządzą w Waszych szafach?

2012/01/27

Jedzenie i szycie? To się łączy:)

Ach, nie róbcie takich zdziwionych min - wystarczy uszyć "ubranko" dla przepiśnika, który każda Pani Domu posiada:)

Ja też. Założyłam go pięć lat temu i umieszczam w nim tylko przepisy sprawdzone, które na stałe weszły do naszego menu. Są tam pierogi z kapustą i grzybami i ciasto drożdżowe mojej babci Jasi, biszkopt rzucany i masa cytrynowa do tortu, ogórkowa i barszczyk ukraiński mamy, chleb domowy...i wiele wiele innych specjałów.


Troszkę różowej wstążki, szarej bawełny i wydruk ze sztućcami. No i dużo taśmy dwustronnej:)




Ale dopiero teraz zeszyt może godnie reprezentować swą zawartość, bez konieczności chowania się między kucharskie ksiązki na półce. Wystarczyło 10 minut pracy i gotowe (dlaczego zajęło mi to 5 lat??:P)...

A na zachętę jeden z przepisów na smaczną ciepłą kolację, który znalazłam...na opakowaniu mrożonej marchewki!




Dodam tylko, że mimo pozornej gęstości zmiksowanej marchwi nie warto dodawać żadnych płynów...ja zrobiłam ten błąd i ciasto było zbyt luźne. Ale smak wyborny:)

EDIT: Jeszcze zapomniana fotka urodzinowego torciku Matyldy - na życzenie solenizantki - Barbie "ślubna":)



Pozostając w klimacie pasteli z poprzednego posta, moje wczorajsze "zdobycze"...

Miętowy lakier do paznokci (choć na zdjęciach bardziej blue, w rzeczywistości to na prawdę taka retro-mięta:) )




I kolczyki z kameą i w pastelowym różu...






Miłego weekendu - niech będzie dla Was czasem odpoczynku i relaksu po tygodniu pracy:)
I niech rano przywita Was - tak jak mnie dziś - piękne słońce!


2012/01/23

Paste...LOVE

Czy ja już kiedyś wspominałam, że kocham się w pastelach? Calkiem jawnie!

Zimową porą ustępują czerwieni i bieli, lecz teraz powracają ze zdwojoną siłą...Marzę juz o wiośnie, ciepłym slońcu, ogrodzie, spacerach, rowerze z maluchami...to wszystko na mnie czeka, a ja czekam na te chwile...Nie ma u nas nawet śladu śniegu - jak tak ma wyglądać zima, to JA POPROSZĘ WIOSNĘ!
Choćby i w styczniu:)

Z okazji Dni Babci i Dziadka powstały albumy ze zdjęciami Matyldy i Antoniego. Paste-LOVE albumy:)




Kosztowały mnie trochę pracy, choć pewnie "szyciowe" dziewczyny tylko się uśmiechną:) Ale ja nadal wszystko robię "na oko", bo jakoś tak z przekory chyba nie lubię gotowych szablonów. Więc metodą prób i błędów powstały takie kolorowe okładki...






Jako produkt "uboczny - z kawałka znalezionego różowiastego skaju powstał mój prywatny chustecznik, a zaraz za nim kolejny - czarny. Babskie, cukierkowe, z różową kraciastą podszewką i rózowym pikowaniem...i już mam ochotę na więcej:)



Kto zna mnie "w realu" pokręci głową z niedowierzaniem - oj nie należę ja do oficjalnego fan-klubu kolorów w swoim stroju i dodatkach. Szara mysz ze mnie w dosłownym znaczeniu - szarości i czernie zdominowały moją garderobę ...ale może pora to zmienić?
Zacznę powolutku, od drobiazgów, a kto wie, może z czasem odważę się na więcej?:)



Jeszcze raz okazji ważnych minionych dni

życzę wszystkim dziadkom, babciom i prababciom stu lat w zdrowiu i samych szczęsliwych i pogodnych dni!!!


PS. Moje maluchy łamią wszelkie konwenanse i utarte stereotypy - Antoś kocha zabawę w gotowanie i "mieszanie w garach" - nie tylko w zabawkowej kuchni, a Matusia to prawdziwy budowniczy:)



2012/01/16

Pokój Matyldy - odsłona pierwsza

Cierpliwość nie jest moją mocną stroną.

Pokój Matyldy powstaje stopniowo, znaczna jego część wymaga jeszcze dodatków, ulepszeń, poprawek. Tu domalować, tam przykręcić, jeszcze gdzie indziej powiesić...

Ale ja chciałabym już teraz podzielić się z Wami kawałkiem Matusiowego świata, bo  - zabrzmi to nieskromnie - dumna jestem z efektów naszej pracy...



Historia tego pokoiku zaczęła się cztery lata temu, kiedy to nosząc małą Tusię pod sercem razem z mężem urządziliśmy pierwszy prawdziwy pokoik dla naszej córeczki. Był zielono-pomarańczowy, ciepły, dziewczyński, ale nie przesłodzony...

Cóż, mała Matylda zamieszkała w nim dopiero dwa lata później, w dniu swych drugich urodzin i zaraz zaczęły się tam pojawiać - a jakże! - różowe dodatki, kolorowe książki, zabawki. Dla oczu była to istna feeria barw. Czegoś było ZA DUŻO.


Kiedy zapadła decyzja o remoncie w pierwszym odruchu chciałam zmienić meble. Przyznaję - pomarańczowe mebelki o kubikowych kształtach, które wcześniej tak mnie zachwyciły, teraz raziły w oczy. Tylko co z nimi zrobić? Nowe, nieużywane...no szkoda. Ale do pierwotnej wizji zielono-różowego pokoiku Księżniczki ni jak nie pasowały...
Skoro nie można zmienić mebli - zmieniliśmy wizję!
I tak oto narodziła się koncepcja amarantowego różu i soczystej pomarańczy.
Pomyślicie - mocne!!
Ja też tak pomyślałam, dlatego kolory te pojawiają się tylko w dodatkach, a doskonałym tłem dla nich stały się białe ściany, dodatkowe białe mebelki i półki, i jasne panele - szczęśliwie ocalałe, bo pasujace:)
Przyznam, że nurt skandynawski skradł moje serce i w tym duchu starałam się urządzić ten pokoik, trzymająć cię jednak nowoczesnego w formie dizajnu Tusiowych mebelków.
Sami oceńcie czy się udało.

Dziś na tapecie kącik sypialniany - oczywiście będzie tu jeszcze zagłówek łóżka, w ramkach zamieszkają zdjęcia, a na podłodze dywan...

Na pierwszy ogień ulubione zdjęcia przed i po:)





W ogóle i w szczególe stan obecny



"Instalacja" nad łóżkiem



 

I drobiazgi - haczyki na szlafrok, plecak na pidżamkę i różowy wieszak, na którym wieczorem przygotowujemy ubrania na następny dzień 

Przytulaki niezbędne do zaśnięcia - Pan Królik i Tyja:)


Mam nadzieję, że nie tylko mnie spodobał się nowy kącik Matusi, choć najważniejsze, że podoba się wlaścicielce, prawda?


Do zobaczenia wkrótce!!!!!

Ania

2012/01/13

Więcej światła!

Czy Wy też cierpicie na brak światła?


Krótkie dni sprzyjają tylko moim Kalanchoe....zdecydowanie mnie służą mnie samej, wpędzając mnie w nastroje lekko depresyjne. Potrzebuję odrobiny więcej światła!



Stąd pomysł na rozbieloną sesję z udziałem wygranych u Janki misternych pachnących serduszek (och gdybyście mogli poczuć ich cudowny zapach!) i nowo powstałej broszki - kwiatka - w asyście korali...


Janeczko - ogromną radość sprawiły mi te maleństwa !





A jak Wy radzicie sobie z ponurą aurą?

Ja mam jeden, a w zasadzie dwa ogromne powody, by nie dać się chandrze:)


                                                             Do zobaczenia wkrótce!
                                                                             Ania

2012/01/11

1 gitara i ich pięcioro:)



Jak dla mnie genialny cover piosenki, którą lubię.

Teraz lubię ją jeszcze bardziej:)

2012/01/09

Będzie o książkach

Tych książkach dla dzieci.

Najważniejszych, bo pierwszych!



To od nich zależy, czy nasze pociechy zakochają się w bajkowym świecie i same sięgną po literaturę za kilka lat...Na własnej skórze przekonałam się, że ksiązki dla dzieci na naszym rynku potrafią bardzo zaskoczyć - nie zawsze pozytywnie, niestety:(
Jedną z pozycji byliśmy z M tak zaskoczeni, że jednogłośnie stwierdziliśmy, iż nie powinna była zostać opublikowana - naszpikowana stylistycznymi błędami, pisana w czasie przyszłym, kompletnie niezrozumiała dla nas i dziecka...Jak odnaleźć się wśród gąszczu nowych pozycji? Ulegać modzie, czy stawiać na klasykę?

Planując nowy pokój Matyldy, wiedziałam, że honorowe miejsce należeć będzie do książek, znalazła się tam więc mała biblioteczka i kącik do czytania. Nie pokażę jeszcze całości, bo nadal czeka mnie sporo pracy, ale mała migawka zdjęć pozwoli Wam zagladnąć do jej nowego magicznego świata:)




W biblioteczce kolorowo, misz-masz, książki kupowane w prezencie, nowe, pachnące drukarską farbą. Jest tam "Hello Kitty" i "Tomek i przyjaciele", są klasyczne baśnie Andersena, wiersze Tuwima i Brzechwy...
Ale są i takie perełki, które ja cenię najbardziej i mam cichutką nadzieję, że i moje dzieci pokochaja je równie mocno. To książki z naszego dzieciństwa, z przepięknymi ilustracjami, pomalowane rączką małej Ani, wymiętoszone przez małego Marcina. Wyczytane. Najdroższe.




MUSZĘ odnaleźć w domu jeszcze "legendę o Wandzie, co nie chciała Niemca"...i wiele wiele innych opowieści mojego dzieciństwa...

Mamo, Tato! Dziękuję Wam, że zaszczepiliście we mnie miłość do książek. Czym byłby mój świat bez "Ani z Zielonego wzgórza", której wszystkie tomy dumnie stoją w moim pierwszym pokoju w rodzinnym domu? Tyle jeszcze książek czeka na mnie i moje maluchy dzięki Wam:)




I na koniec gorąca prośba do Was! Polecajcie ksiązki dla maluchów i sami czytajcie! Czekam na Wasze ulubione pozycje książkowe dla najmłodszych:)

Pierwszą na liście zamieszczam niederlandzką pozycję "Skrzaty" autorstwa Huygen'a Will z ilustracjami Poortvliet Rien'a. Muszę ją mieć:)



 
I jeszcze troszeczkę prywaty. Urodzinowy portret mojej rozmarzonej czteroletniej już Księżniczki Matyldy...Wszystkiego co najpiękniesze córciu w kolejnym ważnym roku Twojego życia!
 
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka