2011/12/30

Jeszcze...

Jeszcze nie złapałam oddechu po świętach, a tu już czas szykować się do uroczystego zakończenia roku...



Przyznaję...bez bicia...w tym tygodniu trochę leniuchowałam, spanie z dzieciakami do dziewiątej, żadnej maszyny do szycia i rękodzielnictwa pod żadną postacią...NIC...tylko pomalutku urzadzamy pokój Matyldy...farby i wałki były w użyciu:) Czyli jednak COŚ:)



Tak na prawdę nie zrobiłam jednak żadnego podsumowania tego roku...może jutro? Na gorąco?
A jak jest u Was?



Napawam się jeszcze świąteczną atmosferą, dekoracjami, światłami...uwielbiam ten czas....
Zdążyłam uszyć moj nieszczęsny obrus, choć ostatnie maszynowe poprawki były na trzy godziny przed wigilijna kolacją:) Nie jest idealny, ale efekt końcowy może być...


Gołą żarówkę w salonie pięknie zasłonił wianek z jemioły, a kryształki fantastycznie odbijały światło...i niech mi nie mówią, że nie mam żyrandola:P



Panna zielona w tym roku rozbielona, dzieciaki podkradają domowe pierniczki z gałązek, a mnie cieszą szydełkowe ozdoby...co roku kolekcja się powiększa, w 2012 zacznę "dziergać" chyba w lipcu:)


Mira (Poukładany Świat) i Anetka (Drewniana Szpulka) sprawiły, że moje Święta były jeszcze bardziej magiczne - za sprawą cudnych kartek świątecznych! dziękuję Kochane! To wspaniałe móc podzielić się z Wami opłatkiem nie tylko wirtualnym! To piękny zwyczaj, a ja obiecuję w przyszłym roku zastapić bezosobowe sms'y prawdziwymi kartkami...

Jutro ostatni dzień Starego Roku....

Dziękuję Wam za ten wspólnie spędzony czas, za odwiedziny, ciepłe słowa, wsparcie, za to, że jesteście, zaglądacie i dopingujecie!

Życzę Wam i Sobie Kochani:

MIŁOŚCI - z nią każda chwila na wagę złota!!! 
ZDROWIA,
SAMOREALIZACJI,
RODZINNEGO CIEPŁA,
CHWILI DLA SIEBIE,
ODWAGI w spełnianiu MARZEŃ!!!!


Uwierzcie w siebie, w to, że Nowy Rok przyniesie Wam tylko szczęsliwe dni!

Szampańskiej Zabawy i cudownego noworocznego poranka :)

Ana

2011/12/22

Jak pachną Święta?

U Was?

U mnie prawdziwe szaleństwo...jest tu i smażona rybka i duszone warzywa, jest piernik, pieprz, imbir, suszone grzyby...prawdziwa feeria zapachów:)



Dziś króciutki post kuchenny, w tak zwanym międzyczasie, pochwalę się kilkoma drobiazgami, które jeszcze teraz udało mi się przerobić:)

Najpierw świecznik, wcześniej typowy żółto-drewniany z plastikowymi obrączkami z pseudo-choinki. Miał być czysto-biały, ale po pierwszym mazaniu farbą zakochałam się w jego przecierkach i uroku staruszka - i taki już został...bez zbędnych ozdób....




Jeszcze jeden mini-projekt, który nareszcie został sfinalizowany:)
Od dawna zakochana jestem w bombonierkach, ale ich ceny czasami powalają...Zakochana jestem też w blogu i twórczości Ity z Jagodowego Zagajnika - dlatego postanowiłam zmierzyć się z postarzaniem miedzianego "czegoś".
Miedzianym czymś był przerażająco żółty świecznik w kolorowe kwiaty, do tego szklany klosz na świecę, który czekał na odpowiedną pokrywkę ponad rok. Aż tu nagle wchodzę do stodoły i JEST!!! kryształowa, ciężka, piękna. Chwytam, drżącą ręką daję 2 zł :P i uciekam!
wszystko z innej parafii, no ale ważna jest wyobraźnia, nie?? Hihihihihi...

oto efekt końcowy - moja mini bombonierka...
Aż chcę zanucić

"Choć papierków po cukierkach tu i ówdzie ślad,
marzy mi się bombonierka taka jak ta..."




Matusia z tatą pojechali po zielona pannę, w słojach czekają więc lukrowane pierniczki do powieszenia, domowe raffaello też robi nam smaku...:)



Smaku robi też czekolada na patyku z domieszką domowej przyprawy do piernika...zanurzcie ją w goracym mleku i czekolada na gorąco gotowa:)



Kuchnia wystrojona jest teraz cenrum dowodzenia, tu toczy się całe moje życie i tu spędzę ostatnie dwa dni:)
Serduszkową doniczkę też capnęłam na szperach za złotóweczkę - jest przesłodka.




Dziękuję za zachwyty nad moim synusiem i pomyślcie też o nim cieplutko i dziś, bo zmogła bidoka angina i jak widać na zdjęciu, nie jest zbyt szczęsliwy takim obrotem sprawy:(


PS. Pomysł na gorącą czekoladę zaczerpnięty z bloga Lili Natura - Adriana ma GENIALNE pomysły!!!

2011/12/21

Na początku był chaos...

A ja staram się go uporządkować, zdjęć masa, pracy ogrom, czasu jak na lekarstwo...czyli święta tuż tuż:)
wybaczcie nikła i ubogą zawartość slowną dzisiejszego posta, ale gonię do obowiązków i przyjemności, a z Wami podzielę się fotorelacją:)

Poduchy nareszcie doczekaly się sesji, choć nie doczekały się dziennego światła - wybaczcie :) W rolach głównych misiowe i "wilcze" futerko, wełna i włóczka osobiście dziergana w skandynawskie motywy.
Antoś uwielbia się do nich przytulać:)


2011/12/14

Krok po kroczku...

"Krok po kroku, krok po kroczku

Najpiękniejsze w całym roczku
Idą święta, idą święta..."


Czy wam też w przygotowaniach świątecznych towarzyszy ulubione radio?
Moje gra w kuchni, a Trójkowe audycje to jeden z najważniejszych moich czasoumilaczy w trakcie pichcenia, a teraz duuuzo czasu spędzam w ten sposób:) Dlatego i w kuchni - przy akompaniamencie "Karpia" pojawiła się kropla czerwieni i zapach lasu....



Maa zmiana dekoracji na kuchennym parapecie - czerwoności przeprowadziły się na okap:)


W całym domu unosi się dziś zapach pierników, ktore teraz grzecznie czekają na lukier. W lodówce od kilku dni dojrzewa ciasto na bakaliowe pierniczki, a w puszce na kuchennym blacie zamknięte 2 kg bakalii w rumie i brandy - które juz niedługo wylądują w tradycyjnym bakaliowym cieście Bożonarodzeniowym...

Ach...Święta.....



Pokusiłam się o zrobienie domowej przyprawy do piernika i powiem Wam,, że TO JEST TO!!!! Ten zapach, kolor, drobinki pieprzu kręcące w nosie i imbiru szczypiącego w język! Moje pierniczki są teraz bardzo aromatyczne i lekko pieprzne....mniam:)



DOMOWA PRZYPRAWA DO PIERNIKA

•50 g kory cynamonu

•20 g suszonego imbiru
•15 g goździków, całych
•15 g wyłuskanych ziaren kardamonu
•10 g gałki muszkatołowej
•10 g ziela angielskiego
•10 g czarnego pieprzu*
•5 g ziarenek anyżu wyłuskanych z gwiazdek (niekoniecznie, nie wszystkim smakuje,ja nie dałam)

Wszystkie składniki zmielić w maszynce do mielenia kawy (najlepiej), zetrzeć na specjalnej drobnej tarce lub utłuc w moździerzu. Wymieszać.
Przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku, chronić przed słońcem. Przyprawa jest bardzo aromatyczna i dość pieprzna (można zmniejszyć ilość pieprzu).


Na 1 kg mąki przeciętnie należy dawać około 3 - 4 łyżek przyprawy, w zależności od upodobań.

* polecam dodać mniej, przyprawa jest dość ostra (ja dałam ok 7-8 g, jest super!)"


(Przepis oczywiście z "Moich Wypieków")


Remont w pokoju Matusi jeszcze trwa, a czas goni niemiłosiernie. "Korzystając" z remontowego bałaganu nabałaganiliśmy i w salonie, czego efektem jest nowy "lokator":)


ciekawe co na to Feng-shui?? :))))))

Miłego wieczoru!!





2011/12/12

Reniferomania

To jest zdecydowanie choroba zakaźna - Reniferomania:) Coraz to nowe renifery zamieszkują w moim domu i chyba nie mam ich dość, to takie wdzięczne zwierzaki, pasują wszędzie i tworza taką magiczną zimową aurę wokół siebie...Też myślicie podobnie??:)



Duzo szyję w ostatnich dniach, choć efekty malo spektakularne ilościowo - większość czasu pochłania swiąteczny obrus, który (nareszcie!!) zaczyna przypominać obrus.

W tak zwanym międzyczasie powstał lniano-kraciasty bieznik...


W jednym czasie przyfrunął do mnie Mikołajkowy reniferowy prezent-cukierek od Al (koniecznie zajrzyjcie jakie Czary z Drewna robi ta dziewczyna!!), a ja przytargalam ze sklepu drugiego zwierzaka do towarzystwa:)





Z szyciowych produktów ubocznych powstał nowy fartuszek dla mojej malej dzielnej kucharki - choc zupełnie w nieświątecznych kolorach - wszak pichcimy nie tylko w Święta:)



Na sesję w sprzyjającym świetle oczekują poduchy...a ja marzę już troszkę o chwili oddechu, bo znów narzuciłam sobie chyba zbyt duże tempo...

Miłego tygodnia i znajdźcie czas na odpoczynek w tej świątecznej krzątaninie!!:)

2011/12/07

December

Jeden z najpiękniejszych miesięcy w roku...może najpiękniejszy?
Już trochę groźny, gdy mróz szczypie w policzki, radosny, pełen oczekiwania, krzątaniny, rozgardiaszu i przedświątecznego podekscytowania. Uwielbiam ten czas...



Cóż mozna robić w grudniu? Oczywiście, że pierniczyć:)
Nasze pierwsze wspólne pieczenie i pierniczków za nami. W tym roku po raz pierwszy moja rola ograniczyła się do przygotowania "materiału" i wsadzania go do rozgrzanego piekarnika. Dziewczynki same ciasto walkowały, wykrajały kształty, lukrowaly i ozdabiały. Jak miło było patrzeć na ich przejęte twarze z wypiekami i błyszczącymi z przejęcia oczami...


Na pierwszy rzut wybrałam pierniczki z przepisu niezawodnej Dorotki z Moich Wypieków- obłędnie pachnące pomarańczą i czekoladą!! Na prawdę - WARTO je upiec nawet dla samego zapachu....mmmmmm..... A i smak nie ustępuje w niczym aromatowi, o czym swiadczą znikajace z puszki pierniczki:)

PIERNICZKI CZEKOLADOWE

•3 i 1/3 szklanki mąki pszennej

•1/2 szklanki kakao
•3/4 szklanki cukru pudru
•3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
•2,5 łyżki przyprawy korzennej do piernika (najlepiej domowej)
•szczypta soli
•skórka otarta z 1 pomarańczy
•180 g masła
•1 jajko

•3/4 szklanki melasy (ewentualnie golden syrupu lub płynnego miodu)
•55 g gorzkiej czekolady, połamanej


Mąkę pszenną, kakao, cukier puder, sodę, przyprawę korzenną i sól - wymieszać i przesiać.
W garnuszku umieścić masło, melasę, czekoladę. Podgrzewać, mieszając, do rozpuszczenia i połączenia składników. Odłożyć do przestudzenia, choć mieszanka może pozostać lekko ciepła.


Do suchych, przesianych składników wbić jajko, dodać rozpuszczoną, lekko ciepłą mieszankę, skórkę z pomarańczy i zmiksować. Powstałą masę (może być na tym etapie klejąca) przełożyć do naczynia, zawinąć szczelnie folią spożywczą i odłożyć do lodówki na 1 - 2 godziny (lub dłużej). Pobyt w lodówce powinien sprawić że masa stężeje i nie będzie się kleiła.


Po schłodzeniu ciasto partiami wyjmować z lodówki i wałkować na grubość około 3 mm lub grubsze. Wykrawać dowolne kształty (u mnie były to serca).
Piec w temperaturze 180ºC przez 10 - 12 minut (grubsze odrobinę dłużej). Wystudzić na kratce.
Wystudzone pierniczki udekorować.


Na deser oczywiście zajadalismy ciasteczka, ale także pieczone jabłuszka "zgapione" od Joasi z Green Canoe - choć u nas w wersji dla maluchow i leniwców - czyli obrane ze skórek:P



Część słodkich ciasteczek powędrowała  do adwentowych kalendarzy. Tak, liczba mnoga to nie błąd, bo kalendarze są dwa - ten NAJWAŻNIEJSZY dla dzieci zawisł w jadalni i jest pilnowany przez dwa urocze skrzaty - tam ukryte są słodkości, które dzieciaki dostaja po obiedzie.
 
 

 
Na kominku zaś czerwono-biały "skandynawski" kalendarz, w którym ukryte są zadania dla dzieci, wspólne czytanie, zabawa, robienie kartek , malowanie świątecznych obrazków...
 
 
 
 
wieczorami mrugaja świece, światełka, lampki, ogień w kominku...jest przytulnie i ciepło...tak jak powinno być w grudniu...brakuje jeszcze tylko śniegu, żeby poczuć, że Święta tuż tuż!
 
 
Żeby nie było tak sielsko - wlaśnie rozpoczął się remont w pokoju Matyldy, jutro faza kulminacyjna, czyli szlifowanie ścian i pył...potem już z górki - przed 24-tym zdążymy tylko pomalować, wnieść meble i powiesić półki...całe ozdabianie po Nowym Roku:)
 
 
Lista "RZECZY DO ZROBIENIA" zamiast się kurczyć niebezpiecznie się wydłuża...ale co tam...przecież cos muszę sobie zostawić:P Ten tydzień poświęcam szyciu, projekt "poduszka" na wykonczeniu, pora zabrać się za projekt "świąteczny stół":P
 
Niech moc będzie z NAMI!!!
A dla wszystkich smutasków moje urocze małe renifery:)
 
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka