2011/11/30

Święta nie tylko w czerwieni...

Mogłoby się wydawać, że czerwień zdominuje całkowicie moje świąteczne dekoracje. Ale nie... nasze Boże Narodzenie i Adwentowe oczekiwanie będzie pachniało też lasem, otulało barwami ziemi.



Taki właśnie jest nasz adwentowy wieniec-nie-wieniec. Adwentowa gwiazda pełna darów lasu....Przydały się szyszki i kora zbierane na spacerze z maluchami, modrzewiowe gałązki i konopny sznurek.

2011/11/28

Adwent i dekoracje świateczne

Nie doceniałam do niedawna roli Adwentu - ot taki sobie czas na świąteczną krzątaninę...nic szczególnego.



A to przecież czas zadumy, radosnego oczekiwania, ale też wyciszenia, przygotowania się do Bożego Narodzenia nie tylko zewnętrznie - strojąc dom, ale przede wszystkim duchowo...W tym roku po raz pierwszy mam adwentowe postanowienie, świadomie podjete i zamierzam wytrwać w nim przez nadchodzące cztery tygodnie...

2011/11/25

Przy kominku



"Gdy się ogień na kominku pali,
Lubię grzać się przy jego płomieniu...
I w przekwitłej młodości wspomnieniu
Odgrzebywać te iskry błyszczące,
Co tryskają z płomienistej fali
I znikają w ciemnościach gasnące...





Złote głoski w ognisku zawarte
W szereg natchnień minionych układam,
Złote mary wstające spowiadam,
O przeszłości mówiące tak wiele,
I na nowo odtwarzam tę kartę,
Co już dawno zastygła w popiele.


 
Przez girlandy tańczących płomyków
Wzrok mój leci i blaskiem się pieści -
Wszystkie życia prześnione powieści,
Pogrzebane w sercu moim na dnie,
Występują z zamglonych tajników
l przez chwilę znów błyszczą tak ładnie (...)"

Adam Asnyk 

Małe świąteczne zmiany...brązowy koszyk na zabawki dzieciaków awansował na kosz do kominkowego drewna, puszy się teraz w szarościach i czerwieniach, a ja lubię na nim zawiesić oko, kiedy opatulona kocykiem grzeję się w cieple kominka...
 
 
Pierwsze świąteczne obrazki błąkają się po ścianach i regałach w poszukiwaniu docelowego miejsca...skromnie, zgrzebny len, biel ramki, drewniany renifer i soczysta kropla czerwieni...
 

I pierwsze Świąteczne tagi, w tych samych klimatach...na koszyku i lampie, a w "pracowni" kolejne dziesięć sztuk, które pokażę następnym razem...


 
A jak Wasze przygotowania?
W jakich kolorach będą Wasze święta?
 
Miłego i pełnego ciepła weekendu:)
 
Ania

2011/11/21

MINI ŁAZIENKA - metamorfoza

Rzecz o naszej gościnnej łazience, malutkiej, niestety bez okna, ale od czasu mini (jak przystało na jej mini format) metamorfozy polubiłam ten kolejny kawałeczek mojej domowej rzeczywistosci.



Nowoczesne i minimalistyczne meble w kolorze wenge zostały zastapione przez ciepłe drewniane i proste mebelki prosto zza morza (czyli TACK IKEA!:) ). Do tego kilka drobiazgów, kwiecista umywalka, nastrojowe światło i troszkę sprytnych luster i już zrobiło się przytulniej i po prostu domowo...

2011/11/16

Od kuchni

Miniony długi weekend, imieniny męża i niedziela w miłym towarzystwie sąsiadów sprzyjały kucharzeniu, a zwłaszcza pieczeniu słodkości. A wszystko latwo lekko i przyjemnie dzięki prostym przepisom, które nie wymagają ani kulinarnej finezji, ani dlugich godzin spędzonych na przygotowywaniu - w sam raz na pieczenie z dzieciaczkami!




Oczywiście prym wiodły Marcińskie Rogale - kupione w piekarni:) Całości smaku dopełniały domowe raffaello, serowe zawijańce z ciasta francuskiego i piernikowe moooocno czekoladowe ciacho.










Serowe zawijańce to nic innego jak masa z twarożku, żółtka i brązowego cukru z cynamonem i migdałami zawinięta we francuskie ciasto. 15 minutek w piekarniku i gotowe! Warte grzechu:)




Kuleczki raffaello są jeszcze prostsze - wyszukane na blogu Ushii








"1. Wymieszać w miseczce i formowac kulki wielkości orzecha (wychodzi ok. 50-60) - idzie błyskawicznie, warto tylko miec obok druga miseczke z zimna woda i co jakiś czas zanurzyć w niej ręce. Układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
2. Piec ok 15 minut w 140C. I tyle :) "


Ciacho piernikowo-czekoladowe natomiast to zmodyfikowana wersja Muffinek piernikowych z czekoladą z
bloga Moje Wypieki



Zamiast maślanki z oryginalnego przepisu dodałam jogurt naturalny i wzbogaciłam ciacho o orzechy włoskie, migdały i suszona żurawinę.
"W średniej wielkości naczyniu wymieszać składniki suche: mąkę pszenną, mąkę razową, cukier, proszek do pieczenia, sodę oczyszczoną, sól, przyprawę korzenną. W drugim naczyniu wymieszać składniki mokre: roztrzepane jajko, olej, jogurt, mleko, miód. Zawartość obu naczyń połączyć, wymieszać z grubsza, dodając na koniec posiekaną czekoladę i starte jabłko i bakalie.
Ciasto wyłożyć na wysmarowaną tluszczem blachę (korytko).  Piec około 40-45 minut w temperaturze 190ºC. Poczekać chwilę zanim przestygnie, potem wyciągać z formy. Studzić na kratce. Polać   polewą czekoladową i ozdobić orzechami".


                                                                        Smacznego!!!


PS. Trzymajcie jutro kciuki za moją podekscytowaną córcię i jej mocno zestresowaną mamę - jutro pasowanie na przedszkolaka i debiut Matusi na scenie:)

2011/11/14

ODNAWIAMY STARE MEBLE - stolik kawowy

Tak jak obiecałam pokazuję Wam dziś kawałek mojego świata, który zmieniam stopniowo od roku...Dziś jest już wyposażony w potrzebne meble - NARESZCIE:) (Dla przypomnienia - w tym poście zdjęcia PRZED)


2011/11/09

To one mnie wybierają...

Rzeczy...pamiątki...

To nie ja je kupuję.

To one chcą wybierają mnie i nie mogę zrobić nic innego jak poddać się ich woli.



Zegar po dziadku M, czekal wiele dlugich lat na strychu, zapomniany, odrapany, połamany...ale wreszcie wpadł w moje ręce...dziś już rozebrany na części pierwsze czeka potulnie na swoją kolej, choć nie będzie już zegarem... Umie czekać...czas jest dla niego łaskawy, dodaje mu piękna...



"[...] wahadło z mosiądzu odlane, biedne słania się i opada z sił.
Mechanizm do cna wyczerpany, dla kilku (...) chwil "



Dziś także latarenka chciała, bym ją przygarnęła. Pani mówi "Cztery złote, bo brudna taka, podrdzewiała i szybek nie ma. Do niczego się już nie nada"
Uwierzycie???



W pierwszym odruchu sięgnęłam po białą farbę, ale ona kazała mi poczekać...może w tym cały jej urok? 


Tak, wiem, obiecałam nową odsłonę salonu, już umeblowany, czeka na dekoracje i nowe aranżacje. Muszę do nich dojrzeć...obecnie ćwiczę, czytam, próbuję...a to za sprawą wymarzonej lustrzanki, którą podarował mi mąż. wiele godzin pracy przede mną, zmyślna to maszyna, lecz wymaga też umiejętności...ale jaka to radość uczyć się nowych rzeczy!
Widzicie różnicę?
Ja dostrzegam ją w każdym małym szczególe fotografii...



Juz niedługo najpiękniejszy, najbardziej magiczny czas w roku. gromadzę pomysły, nowe dekoracje...nawet renifery zaplątały się już pomiędzy jesienne kwiaty...Chcę uwiecznić te chwile i złapać je, by móc się nimi cieszyć przez długie lata...Marzę o fotografiach, które uchwycą roześmiane dzieci, zapach piernika i przedświąteczną krzątaninę...




Miłego dnia!!!

2011/11/04

Prezenty, prezenty...

Bardzo Wam dziękuję za tyle miłych słów pod postem "Dla Niny". Takie komentarze dodają skrzydeł, sprawiają, że natychmiast chcę siadac do maszyny i szyć dalej, drukować, malować...to cudowne uczucie mieć w głowie tyle pomysłów...szkoda, że nadal nie odnalazłam owego magicznego guziczka STOP i zmuszona jestem egzystować w dobie 24-godzinnej:)

Dziś o prezentach, ale nie samych w sobie, raczej o ich opakowywaniu. Do niedawna w moim przypadku opakowanie prezentu polegało na odnalezieniu w wielkim kartonie torebki w odpowiednim - dla darowanego prezentu - rozmiarze. I już. Trzydzieści sekund. Tuż przed wyjsciem z domu.

Teraz mówię STOP!
Jak miło jest odpakowywać prezent, cieszyć oko fantazyjnie zapleciona wstążką, rozdzierać ładnie ułożony papier, prawda? Uwielbiam patrzeć wtedy na twarze - nawet dorośli mają błyszczące oczy i drżące ręce.
Tak więc trenuję, choć nie zawsze z imponującym skutkiem...ale pierwsze koty za płoty.
Próba generalna będzie już za niecałe dwa miesiące...nie mogę się doczekać (stąd w dekoracjach pojawia się już świąteczny sznurek:) )





Polubiłam też prostotę, szarość pakowego papieru podkreśloną sznurkiem, kolorową wstążką...uczę się łączyć faktury, odcienie, to świetna zabawa! Nawet lawendowe saszetki znajdują się w tym klimacie idealnie:)



A może serwetka do tortu i trochę farby?



W planach jeszcze dekoracje z gazet i sznurka - czekają na stosowną okazję...zawsze jest powo do obdarowania innych...

Dziewczyny - Mira i Pomidorra - otrzymaly już swoje cukierasy, więc na deser migawka z prezntów dla nich.





Teraz zabieram się za porządki, a w następnym poście kolejna odsłona salonu - jest już stolik i sofa!!:)

Miłego weekendu!

2011/11/02

Dla Niny

Przed tygodniem w naszej rodzinie pojawiła się kolejna śliczna mała istotka o wdzięcznym imieniu Nina.
Po cudach, jakie pokazała u siebie Atena, stworzonych dla innej małej księżniczki - postanowiłam uszyć małą tego namiastkę.
I tak malutka Ninka otrzymała od cioci króliczka, woreczek z metryczką na pierwsze skarby oraz na prośbę jej mamy - komplet czerwonych wstążeczek do wózka, łóżeczka i kołyski...

Witaj na świecie Ninko!


  
Woreczek na skarby skrywał też myszkową wyprawkę



Wstążeczki postanowiłam zrobić w formie mini-broszek - mam nadzieję, że będą dobrą wróżbą dla tej Kruszynki i odgonią wszystkie złe zaklęcia:)


Dumna starsza siostra otrzymała serduszko-zawieszkę ze swoim imieniem



Bardzo spodobało mi sie szycie takich słodkości, ale jeszcze bardziej wręczanie ich. to ogromna frajda.

Pozdrawiam
Ana


PS. Dziękuję za wszystkie rady i komentarze pod poprzednim postem. Tak jak się spodziewałam wczorajsza wizyta na cmentarzu wywołała lawinę pytań ze strony Matyldy. Pierwszą poważną rozmowę mamy za sobą, a Matusia ochoczo odmawia "Aniołka" za wszystkich "w chmurkach"
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka