2011/06/24

Dla tatusia

Choć tegoroczny Dzień Ojca jest już wspomnieniem, ja przesyłam mojemu tatusiowi jeszcze raz życzenia i buziaki.

Dziękuję tato, że jesteś! Dla mnie, dla moich dzieci...



Dziękuję za miłość, za beztroskie dzieciństwo, za stworzenie nam domu - dosłownie i w przenośni ! Dziękuję za wspólne biwakowanie, wycieczki do lasu, rowerowe wyprawy, długie rozmowy na powazne tematy, jazdę pociągiem w nieznane, zachętę do nauki i poznawania świata, wsparcie w trudnych chwilach, gesty, które mówią więcej niż słowa... za karcące spojrzenie, gdy na nie zasłużyłam też dziękuję, nauczyło mnie wiele! :)

Kocham Cię bardzo mocno!

Wszystkim tatusiom, tym młodym, oczekujacym i tym, którzy już się doczekali, tulącym swoje pierwsze maleństwa i tym chowającym już pod skrzydłami wnuki, życzę wytwałości, cierpliwości i rozsmakowania się w urokach bycia TATĄ!!

2011/06/18

Dzieje się

Wiosna odchodzi, przychodzi czas lata, cudownej pogody, słońca, wakacji, odpoczynku, obiadów na tarasie, pikników na trawie, burzy kwiatów, letnich sukienek i burz! Kocham letnie burze:)

Tymczasem do tego wspaniałego lata należy się przygotować, a to już proza życia. Prace ogrodowe pochłaniają mnie bez reszty, kopię rabaty, zrywam darń, planuję, sadzę, kopię, podlewam, czytam....cały mój swiat kręci się wokół ogrodu, tarasu (i dzieci oczywiście!)... Ogromnie polubiłam to moje grzebanie w ziemi, cieszy mnie każda, nawet najmniejsza, zmiana, każdy kwiatek, każdy pąk.

W domu nadal króluja goździki - tym razem w pastelowym retro-różu...cudowny odcień, a rozwinięte w pełni pąki przypominają prawdziwe róże!



Czy można tak po prostu oszaleć na punkcie zieleni?
Wieczorami kładę się zmęczona, ciut obolała, ale tak bardzo szczęśliwa:)

Udało mi się zagospodarować rabaty przy wejściu do domu, choć nadal brakuje drzewa, a tojeść czeka na posadzenie! Dziś pada, wiec przymusowy areszt domowy i chwila na ogarnięcie domu...




Postępy nie są jakieś spektakularne, powoli dobieram rośliny, czekam na kamyk ozdobny i pozostałe kwiaty...

Lawendowy zakątek nareszcie jest lawendowy - w przyszłym roku chciałabym już mieć tu niebieską chmurę kwiatów! A na kratce powolutku wspina się śliczny powojnik "The President":)




A taras - jestem w nim zakochana i czekam z niecierpliwością godną małej dziewczynki, ciesząc się za każdym razem, gdy patrzę na postęp prac! Kolor jest idealny, pięknie wyeksponowal strukturę drewna i postarzył je dodając szlachetności. no sami zobaczcie!


W międzyczasie nadal kończę mebelki, pozostało jeszcze ich lakierowanie i finalne ozdabianie, a przy okazji oberwało się starej dużej latarence kupionej w ubiegłym roku na szperach...

Tak wyglądała przed małym liftingiem:


 A tak po kilku maźnięciach białą farbą:)
W tym tygodniu za kilka złotych dokupiłam do niej cudowny ażurowy biały koszyczek z metalu i cynkową osłonkę na kwiaty - czy nie tworzą razem uroczego kompletu?


do tego troszkę drobniutkiej niebiesko-białej lobelii i bialej smagliczki i już powstaje urocza dekoracja - która pewnego dnia będzie ozdobą mojego wymarzonego kamiennego patio w takich właśnie kwietnych odcieniach bieli, lawendy, błękitu i kobaltu:)


Nie opuszczam się też kulinarnie!
Tydzień temu zmierzyłam się z przepisem Uli-Ushii na truskwakową tartę i szczerze mogę ją polecić! TU znajdziecie przepis, a ja dziś upiekę ją po raz kolejny na imieniny rodziców!



A dziś - z bardzo prozaicznego powodu - powstały na śniadanie moje pierwsze w życiu scones! Dla mnie niebo w gębie!! Antoś i Matylda też zajadali aż im sie uszy trzęsły - i tylko moja siostrzenica Zuzia nawet nie chciała spróbować:( Coś nie pasuje jej ciocina kuchnia:P

Ale - do brzegu - jak mawiają starzy żeglarze:) Oto przepis (znów niezawodny okazał się blog Moje Wypieki):


SCONES

Składniki na ok 12 średnich scones: (ja robiłam z połowy porcji - na potrzeby skromnego śniadanka, wyszło 10 małych)

400 g mąki pszennej
3 lyżeczki proszku do pieczenia
pół łyżeczki soli
100 g masła
50 g cukru (u mnie brązowy)
100 g rodzynek
2 rozbite jajka z mlekiem - 250 ml płynu

Wyrobić ciasto rękami dość szybko, rozwałkować na grubość 1,5-2 cm (ja po prostu rozbiłam ciasto rękoma), szklanka wyciąć krążki i upiec w 220 *C około 10-15 min.
I śniadanko gotowe!



A nawiązują jeszcze do żeglarzy - dekoracja na stole, wśród której pysznią się bułeczki - to uzbierane przez nas nad morzem muszelki i patyczek, a kamienie też plażowe - ale przywiezione nam w prezencie z kamienistych plaż samej Grecji:)

Tym śródziemnomorskim akcentem pożegnam się już dziś, wołają obowiązki, sezon na przetwory w pełni i sloiki czekaja na etykiety i ubranka:)

2011/06/08

Zielone szaleństwo

Dopadło mnie zielone szaleństwo...w kuchni...w ogrodzie...

Na pierwszy ogień szparagi...


Nie wiem dlaczego, ale do tej pory pokutowało u mnie przekonanie, że niedobre, że łykowate, że trudne w przygotowaniu...że nawet nie wiem z czym to się je...
Dopiero wpisy na Waszych blogach, zachwyty i peany na ich cześć, a nawet obszerny artykuł w regionalnej gazecie wraz z przepisami, przekonały mnie do spróbowania.

Są pyszne i żałuję, że "odkryłam" je w swojej kuchni dopiero teraz...ale żeby nie było, na razie spróbowałam tylko zielonych:)
Były w wersji saute, polane tylko masełkiem, jednego dnia z szybkim curry,


a drugiego w bardzo klasycznym zestawieniu z tłuczonymi ziemniakami i sadzonym jajkiem (zdjęć brak, zjedzone natychmiast).
Kolejnym zielonym obiadem była tarta z brokułami i szparagami - jak dla mnie pycha (mąż jakoś bez entuzjazmu:P). Ale zdjęć takich potraw to ja robić nie umiem, zwłaszcza w pośpiechu i przy akompaniamencie śmiechu M, który nie omieszka skomentować "dokumentacji":P



ZIELONA TARTA (przepis pomieszany z trzech różnych:)

CIASTO:
200 g mąki (pomieszałam krupczatkę z pszenną)
100 g masła
1 żółtko
1 łyżka zimnej wody
sól
Zagniatamy szybko ciasto i chłodzimy w lodówce. Wałkujemy, układamy w formie do tarty, przykrywamy papierem i sypiemy groch/fasolę/ryż (ja miałam tylko soczewicę:). Pieczemy w 180*C przez 15 min, potem zdejmujemy papier z wypełnieniem i dopiekamy do zezłocenia ok 5 min.

FARSZ:
1 mały brokuł
kilka zielonych szparagów
1 mała cebula
2 ząbki czosnku
oliwa z oliwek
2 jajka + 2 białka
1/3 szklanki mleka
1 łyżka maki pszennej
przyprawy (dałam pieprz, sól, gałkę muszkatołową i slodką paprykę)
ser tarty

Brokuł lekko obgotowałam w osolonej wodzie z dodatkiem octu winnego (brokuły mają wtedy zieloniutki kolor), szparagi ugotowałam krótko w wodzie z solą i cukrem, potem na patelni zeszkliłam cebulkę, wrzuciłam warzywa i zgnieciony czosnek. Jajka rozbełtałam, połączyłam z mlekiem i przyprawami, dodałam warzywa z patelni i wylałam masę na upieczony spód, posypałam startym serem i do piekarnika na 30 min w 180*C.

Czasami bywa tak, że pewien supermarket z owadem w tytule potrafi podsunąć pomysł na obiad - lubię ich kulinarne inspiracje przygotowywane przez Kuroniów (już drugie pokolenie)... Tak było właśnie z polędwiczkami po grecku, zapiekanymi z cukinią, ziemniakami, papryką i pomidorami...


Kto dotrwał do końca niechaj jeszcze przeczyta o sałatce, która podbiła moje podniebienie ubiegłej soboty, zaserwowana przez pewną sieć pizzerii zostawiła w pamięci niezatarty ślad:) Na tyle niezatarty, że spróbowałam odtworzyć ją na własne potrzeby:)



CHRUPIĄCA SAŁATKA

składniki:
sałata lodowa
szynka/boczek
nasiona - słonecznik, dynia, sezam, orzechy (dowolność wskazana, w oryginale slonecznik, u mnie dynia z sezamem)
gruszka (ja) / mandarynka z puszki (oryginał)
mała cebula
rodzynki
miód
oliwa z oliwek
ocet winny

Sałatę rwiemy na kawałki, dodajemy pokrojone w kostkę owoce (u mnie gruszka) i namoczone wcześniej rodzynki, polewamy sosem z 2 łyżek miodu, łyżeczki octu i łyżki oliwy z oliwek.
Na oliwie podsmażamy boczek bądź szynkę pokrojone w cienkie paseczki, aż będą chrupiące, na suchej patelni prażymy nasiona, łączymy z boczkiem i dodajemy miód, podgrzewamy razem, aż stworzy się gęsta masa. Wylewamy masę na sałatę, dodajemy pokrojoną w cieniutkie krążki cebulę i gotowe:)



Wierzcie mi, jest pysznie, ja na pewno wpiszę tę sałatkę na stałe do mojego menu.

Ufff...kto dobrnął do końca ręka do góry:)

Na deser tylko kwiaty, moje tarasowe ślicznotki, do "kolekcji" doszły biedaczki skazane na śmierć, z etykietką (koniec terminu ważności), zaniedbane, podeschnięte. Wyobrażacie to sobie? Jak kwiat może mieć termin ważności?

Była wśród nich margerytka na pniu, złocienie (gdyby nie etykieta nigdy bym ich nie rozpoznała!) i bugenwilla.
Na prawdę zrobiło mi się ich żal i postanowiłam przygarnąć, kosztowały symboliczne złotówki, więc stwierdziłam, że mogą dokonac żywota u mnie, jeśli tak jest im pisane, ale sprobuję dać im drugie życie.
Roślinki odwdzięczają się codziennie powoli kwitnąc, rosnąc, wabiąc pszczoły i motyle...uwielbiam na nie patrzeć...




Jeszcze troszę są podeschnięte, jeszcze potrzebują czasu, ciepliwości, ale wierzę, że będą ozdobą tarasu do późnej jesieni:)
Bugenwilla przycięta, kwiatków brak, jest moim największym wyzwaniem...jeszcze czeka na swoją odsłonę...inne roślinki cieszą oko co dzień, tylko mały misz-masz w donicach i nowe aranżacje powstały:)








Wbrew pozorom prace na ogrodzie i kuchnia nie pochłaniają mnie bez reszty, wręcz przeciwnie i już niedługo pochwalę się nowymi mebelkami i ozdobami. Szlifierka i farba to moje dwie towarzyszki doli i niedoli każdego dnia:)

Miłego tygodnia
Ania

2011/06/01

Ana w ogrodzie:)

Oj wiem wiem, do Mai to mi daleeeko:) Roślin niewiele, na dodatek troszkę chorują (mój rododendron, którego tak chwaliłam ostatnio niestety też:( ), ale i tak jestem zdeterminowana na stworzenie mojego wymarzonego ogrodu. potrwa to lat kilka zapewne, najwazniejsze, że już zaczęłam:)



Wczoraj pierwsze "poważne" prace po rehabilitacji i musze przyzać, że troszkę bolą dziś plecy....ale taras już troszkę się zazielenił, a ja tworzę swój mały lawendowy zakątek powolutku....ale o nim innym razem....ciii.....
Kwiatki od córci - zebrane na spacerze:)



Tadaaammm!!
Zrobiłam sobie skrzyneczki na taras - zakochałam się w tych brudaskach od pierwszego wejrzenia, uprosiłam ich prawowitego właściciela (dzięki Radziu!) i mam!! Troszkę szlifowania, mazania gąbką i malowania pędzelkiem i są:)

Przed:

Po:






Rykoszetem oberwało się też kobiałce po pierwszych truskawkach:) Teraz to mój ogródek ziołowy, który czeka na zadaszenie tarasu i ostatecznie to właśnie tam będzie rezydować.
Na początku była tam kolendra i gerbery, ale zaraz się poprawiłam i mam złote oregano, bazylię właściwą (bordo) i kolendrę, a w wiaderku obok bosko pachnie mięta:)



Donica, która miała pozostać bez zmian też dopasowała się do reszty, dostała troszkę kolorków i pasujący napis:) A koszyk z różami lekko "pobrudziłam"...






Cały czas przestawiam donice z hortensjami przy wejściu, były już razem w szarej, potem osobno w czarnych, aktualnie w wiklinowych koszach, ale nadal czuję niedosyt!




A która wersja podoba się Wam?




Zmykam już przygotować coś dla maluchów z okazji ich święta, a Wam wszystkim życzę, żebyście odnaleźli dziś dzieci w sobie!! Zróbcie coś zwariowanego, zjedzcie lody na obiad, pozwólcie dzieciakom dziś porządzić, ja mam taki plan!
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka