Domowa koloroterapia...

by - października 14, 2011

Złota Polska Jesień odeszła w niepamięć, dziś oficjalnie i uroczyście odbyło się pierwsze skrobanie szyb samochodu wczesnym rankiem - na dodatek przy pomocy zabawki Antosia...brrr....marne trzy stopnie powyżej zera to zdecydowanie temperatura zbyt niska dla takiego zmarźlucha jak ja...



Poranki są już szare, oczy jakoś nie chcą się rano otwierać z ochotą, a poranny prysznic w wychłodzonej łazience też do przyjemności nie należy...no chyba, że należymy do klubu morsa...czas rozpocząć sezon grzewczy??



Tymczasem grzejemy się wieczorami w cieple kominka, który - muszę przyznać - na prawdę działa jak kaflowy piec w domu mojej babci - tylko pieluchy tetrowe się na nim nie suszą:)



I fundujemy sobie koloroterapię - tak na rozpędzenie szaroburych chmur i równie niekolorowych myśli!
Kupiłam wrzosy i chryzantemy, przemalowalam znaleźnego konika na biegunach, mąż obdarował mnie paletą pięknych różowych cyklamenów, a córcia tęczowymi obrazkami, które stworzyły minigalerię w holu...




Prawda, że urocze?

A to jeszcze nie koniec prezentów, które otrzymałam:) Mama M, przy okazji przeprowadzki, podarowała mi kilka mebelków i ozdób, część z nich od razu znalazła swoje miejsce, część grzecznie poczeka na lifting. Pierwsze - "księżniczkowe krzesełko", które wpadło w oko ... mojej Matyldzie - i to ona poprosiła o nie babcię:) Kolorami idealnie wpasowało się w biało-szary salon:)


W kolejnych postach pokażę więcej, obiecuję:)


You May Also Like

17 comments

ETYKIETY