Dzieje się

by - czerwca 18, 2011

Wiosna odchodzi, przychodzi czas lata, cudownej pogody, słońca, wakacji, odpoczynku, obiadów na tarasie, pikników na trawie, burzy kwiatów, letnich sukienek i burz! Kocham letnie burze:)

Tymczasem do tego wspaniałego lata należy się przygotować, a to już proza życia. Prace ogrodowe pochłaniają mnie bez reszty, kopię rabaty, zrywam darń, planuję, sadzę, kopię, podlewam, czytam....cały mój swiat kręci się wokół ogrodu, tarasu (i dzieci oczywiście!)... Ogromnie polubiłam to moje grzebanie w ziemi, cieszy mnie każda, nawet najmniejsza, zmiana, każdy kwiatek, każdy pąk.

W domu nadal króluja goździki - tym razem w pastelowym retro-różu...cudowny odcień, a rozwinięte w pełni pąki przypominają prawdziwe róże!



Czy można tak po prostu oszaleć na punkcie zieleni?
Wieczorami kładę się zmęczona, ciut obolała, ale tak bardzo szczęśliwa:)

Udało mi się zagospodarować rabaty przy wejściu do domu, choć nadal brakuje drzewa, a tojeść czeka na posadzenie! Dziś pada, wiec przymusowy areszt domowy i chwila na ogarnięcie domu...




Postępy nie są jakieś spektakularne, powoli dobieram rośliny, czekam na kamyk ozdobny i pozostałe kwiaty...

Lawendowy zakątek nareszcie jest lawendowy - w przyszłym roku chciałabym już mieć tu niebieską chmurę kwiatów! A na kratce powolutku wspina się śliczny powojnik "The President":)




A taras - jestem w nim zakochana i czekam z niecierpliwością godną małej dziewczynki, ciesząc się za każdym razem, gdy patrzę na postęp prac! Kolor jest idealny, pięknie wyeksponowal strukturę drewna i postarzył je dodając szlachetności. no sami zobaczcie!


W międzyczasie nadal kończę mebelki, pozostało jeszcze ich lakierowanie i finalne ozdabianie, a przy okazji oberwało się starej dużej latarence kupionej w ubiegłym roku na szperach...

Tak wyglądała przed małym liftingiem:


 A tak po kilku maźnięciach białą farbą:)
W tym tygodniu za kilka złotych dokupiłam do niej cudowny ażurowy biały koszyczek z metalu i cynkową osłonkę na kwiaty - czy nie tworzą razem uroczego kompletu?


do tego troszkę drobniutkiej niebiesko-białej lobelii i bialej smagliczki i już powstaje urocza dekoracja - która pewnego dnia będzie ozdobą mojego wymarzonego kamiennego patio w takich właśnie kwietnych odcieniach bieli, lawendy, błękitu i kobaltu:)


Nie opuszczam się też kulinarnie!
Tydzień temu zmierzyłam się z przepisem Uli-Ushii na truskwakową tartę i szczerze mogę ją polecić! TU znajdziecie przepis, a ja dziś upiekę ją po raz kolejny na imieniny rodziców!



A dziś - z bardzo prozaicznego powodu - powstały na śniadanie moje pierwsze w życiu scones! Dla mnie niebo w gębie!! Antoś i Matylda też zajadali aż im sie uszy trzęsły - i tylko moja siostrzenica Zuzia nawet nie chciała spróbować:( Coś nie pasuje jej ciocina kuchnia:P

Ale - do brzegu - jak mawiają starzy żeglarze:) Oto przepis (znów niezawodny okazał się blog Moje Wypieki):


SCONES

Składniki na ok 12 średnich scones: (ja robiłam z połowy porcji - na potrzeby skromnego śniadanka, wyszło 10 małych)

400 g mąki pszennej
3 lyżeczki proszku do pieczenia
pół łyżeczki soli
100 g masła
50 g cukru (u mnie brązowy)
100 g rodzynek
2 rozbite jajka z mlekiem - 250 ml płynu

Wyrobić ciasto rękami dość szybko, rozwałkować na grubość 1,5-2 cm (ja po prostu rozbiłam ciasto rękoma), szklanka wyciąć krążki i upiec w 220 *C około 10-15 min.
I śniadanko gotowe!



A nawiązują jeszcze do żeglarzy - dekoracja na stole, wśród której pysznią się bułeczki - to uzbierane przez nas nad morzem muszelki i patyczek, a kamienie też plażowe - ale przywiezione nam w prezencie z kamienistych plaż samej Grecji:)

Tym śródziemnomorskim akcentem pożegnam się już dziś, wołają obowiązki, sezon na przetwory w pełni i sloiki czekaja na etykiety i ubranka:)

You May Also Like

17 comments

ETYKIETY