Ostatnie dni zimy...

by - marca 18, 2011

Całe szczęście, że ta pora roku odchodzi już w zapomnienie, choć muszę przyznać, że walczy do samego końca:) Dziś rano jak zwykle zasapana i zdyszana wyszłam z domu targając kilkunastokilogramowy fotelik z mym młodszym dziecięciem i trzymając za rękę dziecię nieco starsze z zamiarem jak najszybszego usadowienia obojga na tylnej kanapie mojego pojazdu i...stanęłam jak wryta....przed oczami miałam MÓJ TAJEMNICZY OGRÓD!

Sceneria jak z tej cudownej książki, którą czytałam tyle razy wyobrażając sobie ten troszkę mroczny, troszkę przerażający, ale bardzo piękny świat i życie toczące się w zapomnianym ogrodzie...

Jak widać aura mało sprzyjająca dobremu samopoczuciu, bardziej jesienna...i tak też momentami się czuję. dopada mnie zimowo-wiosenne przesilenie i czasem z nim przegrywam niestety...

Ale nie o tym dzisiaj:)

dzieje się tak dużo, że nie wiem od czego mam zacząć. Zapraszam w dalszym ciągu wiosnę do domu, żonkile to jedne z moich ulubionych wiosennych kwiatów:)

Zdjęcie zgłaszam do kolejnej fotogry w Art-Piaskownicy


Zdarzają się poranki, kiedy słońce zagląda przez kuchenne okno...




Zdarzają się wieczory, kiedy w miłym towarzystwie, przy rozmowie pałaszujemy bananowo-czekoladowe muffinki - polecam TEN przepis  :)


Ale przede wszystkim każdy dzień zbliża nas do zakończenia remontowych i wykończeniowych prac w kuchni, salonie i jadalni:) Nawet nie wiecie, jak bardzo cieszę się z każdej małej zmiany, choc czasem jestem już tym wszystkim bardzo zmęczona i marzę o dniu pod kocykiem, z książką i gorącą herbatką...

Nie pokażę jeszcze całości, będę ćwiczyć Waszą cierpliwość:) Dziś tylko małe fragmenty zmian - tak na zachętę:)

Doczekałam się mojej pierwszej mini-galerii, jeszcze "gorące" ramki, powieszone wczoraj wieczorem, czekają na zdjęcia...

Kolejne spełnione marzenie - wielki (pól metra średnicy!) bielony zegar do jadalni... Poszukujac mojego wymarzonego zegara straciłam wiele wiele godzin aż wreszcie przypadkiem trafiłam do internetowego sklepu galerii Art Deco. Gorąco ją Wam polecam, Pan Andrzej w lot odpowiadał na moje wiadomości, a przesyłka dotarła blyskawicznie!


W międzyczasie, walcząc ze złamanymi maszynowymi igłami, odkręconym kołem zamachowym i milionem innych przeszkadzaczy wreszcie skończyłam dawno zaczęty projekt, czyli Antosiowa posciel:) Powstał kolejny ochraniacz - wielki i grubaśny z wkladami , zapinany na zamek (och ten zamek będzie mi się śnił po nocach), poszewka na podusię i poszewka na kołderkę.


Zmęczony Księciuniu Antoni pościel szybciutko przetestował, kciukiem w buźce dał znać, że czas na drzemkę, po czym pogrążył się w spokojnym snie...ciiii....

Wytrwałym dziękuję za dobrnięcie do końca i szeptem życzę spokojnego weekendu i spełniania małych marzeń:)


You May Also Like

6 comments

ETYKIETY