2010/10/29

Niemoc twórcza...

Tak, dopadła mnie...ale taka inna, za sprawą niemocy fizycznej czasu i chęci na "tfurczość" jakąkolwiek nie było...Ale już wracam do zdrowia, leczenie w toku, więc i nowe twory pojawić się powinny...

Nie ma tego złego, udało mi się przynajmniej nadgonić troszkę prac domowych, choć przede mna jeszcze wieeeele gór do zdobycia - póki co góry prasowania pokonane :)

Mnóstwo prac zaczętych, ale nie ma się jeszcze czym chwalić, więc pochwalę się tylko niedzielnymi ciasteczkami orzechowymi (oczywiście dzieło rąk Matyldy i moich) i wczorajszą dynią :)

Ciasteczka OCZYWIŚCIE z przepisu dorotus z blogu Moje Wypieki - polecam!! Są przepyszne i bardzo łatwie w wykonaniu. A jeśli lubicie połączenie słonego masła orzechowego ze słodkim brązowym cukrem - to znajdziecie je właśnie w tych ciasteczkach!


Dynia stoi sobie na ganku i nie szczerzy się wcala jak na halloweenową dynię przystało. Zdjęcia wykonane nocą przez mój aparat są niestety fatalne, wcale nie lapie juz ostrości, więc tylko coś takiego mogę Wam pokazać...


Tymczasem miąższ pracowicie wybierany przez mamę pyrkoce dziś na kuchni razem z jabłuszkiem, a pestki pracowicie wybierane przez Tuśkę suszą się na blacie...

Miłego weekendu :)

2010/10/20

Gdy Książę śpi...

...mama organizuje sobie swoją maminą przestrzeń i szyje pieluchowego pomocnika.

Za każdym razem kiedy wychodzę z domu z Antkiem mam ten sam problem i za każdym razem obiecuję sobie, że coś z tym zrobię...dziś dotrzymałam słowa.
Każde wyjście, czy do lekarza, czy w gości wiąże się z gorączkowym poszukiwaniem akcesoriów pieluchowych i pakowaniem ich w co popadnie - reklamówkę, worek, torbę...Tak samo było wczoraj. Dlatego rano usiadlam do maszyny, wybrałam ze wszystkich różowo-kratkowo-słodkich materiałów dwa w miarę chłopięce, czyt. niebieskie:) i rozpoczął się eksperyment. Oto jego efekty:





Powstała mała torebka na dwie pieluszki, mokre chusteczki, krem i ceratkę. Zestaw wyjściowy ma wreszcie godne opakowanie i na stałe będzie gościł w mojej torbie, a ja nie będę się martwić, że czegoś zapomnę:) Torba lekko koślawa, ale to prototyp:) Jak tylko znajdę odpowiednie materiały zabiorę się za szycie kolejnej, tym razem bez pośpiechu, jak to zwykle u mnie bywa...

Zgodnie z prawdą - torba powstała w trakcie drzemki Księcia, którego bardzo znużyła zabawa - do tego stopnia, ze nie przeszkadzała mu nawet terkocząca niemiłosiernie maszyna:)



Jeszcze coś chciałam Wam pokazać, Elu nie mogę się powstrzymać - mam nadzieję, że się nie pogniewasz. To domek, który dziadek uszył wnusiowi - sami popatrzcie! Ja jestem zachwycona i już planuję takowy dla mojej humorzastej Księżniczki:)




Miłego dnia i twórczego popołudnia Wam życzę!

2010/10/19

O jedzeniu styropianu i czasie wielkich prób...

Ha, moje drogie (i moi drodzy, jeśli takowi podczytują moją pisaninę:) ). Smak styropianu przyjemnie drażni kubeczki smakowe, jeśli tylko przyrzadzicie go wg przepisu wszechobenego na wątkach i blogach kulinarnych:) Podobno jest to ciasto tego sezonu, nie omieszkalam więc go spróbować, co by w tyle nie pozostawać i trendy być...ha!
przepis zacytuję za My cuisine:

Styropian, czyli sernik bez sera

Ciasto:
3 szklanki mąki
5 żółtek
25 dag masła
1/2 szklanki cukru + cukier waniliowy
2 łyżeczki proszku do pieczenia
(ewentualnie) 2 łyżki śmietany - jeśli ciasto nie będzie chciało się zagnieść
słoiczek dżemu - do przełożenia - ja dałam kwaskowaty porzeczkowy

Masa:
1 litr śmietany 18% - dałam 800 ml gęstej 18% i 200 ml gęstej 36%
5 białek
1 szklanka cukru pudru
1 duży budyń śmietankowy
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
20 dag wiórków kokosowych

Ciasto zagnieć z podanych składników, podziel na dwie części. Jedną część rozwałkuj na blaszce, a drugą włóż do lodówki lub zamrażarki. Część ciasta na blaszce posmaruj dżemem (ja najpierw podpiekłam lekko spód). Ubij pianę z białek, dodaj cukier i miksuj przez chwilę. Dodaj śmietanę i pozostałe składniki, wszystko dobrze wymieszaj i wyłóż na spód. Na wierzch zetrzyj na grubej tarce pozostałą część ciasta. Piecz ciasto w 180 stopniach przez 50 minut, krój po wystygnięciu.

Dziś w locie udalo mi się zrobić zdjęcie ostatnim zachowanym kawałkom, które pozostały w blaszce tylko dlatego, że zaprosiłam na kawę sąsiadkę i strzegłam ciacha pilnie cały wczorajszy dzień:) Chyba najbardziej przed sobą niestety:P



Wiem wiem, obiecałam pochwalić się komisowymi zdobyczami, ale postanowiłam zrobić to, kiedy bedą miały już wersję przed i po:) i to właśnie są te próby, wielkim wyzwaniem jest dla mnie odnowienie starego mebla i zachowanie jego duszy...trzymajcie za mnie kciuki:)
A tak na pocieszenie kawałek naszej nowej drewnianej ławy do salonu (będzie jasniejsza, och już widzę ją oczami wyobraźni) i fragmencik staruśkiego mebelka, który ma swoją historię...ale o nim następnym razem...



Życzę Wam wszystkim miłego dnia w promieniach jesiennego słoneczka, którego u nas niestety dziś brakuje...

2010/10/14

Polka dots czyli rodzime groszki:)

Córka moja Matylda, księżniczka humorzasta, uwielbia bawić się wszelkiej maści pudełeczkami i pojemnikami i chować do nich przeróżne rzeczy - najchętniej te potrzebne w danej chwili jej mamie, czyli mnie. rzecz jasna, rzeczy te nie odnajdują się, kiedy są niezbędne, a plączą pod nogami, gdy potrzebne nie są...Ot, złośliwości drobne:)
Ale nie o tym chciałam dziś...z potrzeby chwili i sposobności posiadania zbędnych pojemniczków po kawie i herbacie powstała mała kolekcja groszkowo-pastelowo-sentymentalna do pokoju Tuśki.





Tak puszki wyglądały tuż przed zmianą:



Pod pędzel wpadła też moja stareńka ukochana skarbonka, pamiętająca czasy mego dzieciństwa i przeznaczona już do utylizacji - cudem wydobyta z czeluści przepastnego wora przez córę moją.


Przed:

Po:


"Przepis" na proste groszki podsunęła w jednym ze swoich ostatnich postów Ushii, za co bardzo dziękuję:)

Tym groszkowym akcentem kończę i życzę miłego popołudnia:)

PS. Po ostatniej wyprawie do komisu mój przedpokój i biuro zaczyna przypominac skład mebli, tudzież komis właśnie, więc zabieram się do roboty jak tylko zakupię nowa szlifierkę:)

2010/10/12

RÓŻOWY TYDZIEŃ - PRZYŁĄCZ SIĘ!

Wiele mogłabym napisać o wydarzeniach dnia dzisiejszego, owocnej wyprawie do ulubionych komisów meblowych...ale NIE.
Dziś zaapeluję tylko do Was wszystkich - badajcie się! Nie pozwólcie rakowi zbierać tak wielkiego żniwa, dajcie sobie szansę na długie i szczęśliwe życie!

Więcej o wspaniałej akcji z różową wstążką w tle na blogu Charlotty




I jeszcze bardzo ciekawy artykuł Krzysztofa Krauzego - polecam tę lekturę!

Co dzień powinniśmy dziękowac Bogu za zdrowie, którego tak nie doceniamy, za cud życia...
DZIĘKUJĘ!

2010/10/09

Wszystko dla mojej Księżniczki

Ponieważ (wiem, nie zaczyna się zdania od ponieważ:P) nie mogę w chwili obecnej zmienić pokoju mojej córci w takim stopniu w jakim bym chciała (czyt. przemalować i zmienić meble) próbuję własnymi siłami go upiększyć i sprawić, by stał się bardziej "dziewczyński" - jak na małą Księżniczkę przystało. do kompletu z przydasiowym koszyczkiem i misiami w ramkach stworzyłam decu-wiaderko na drobne zabaweczki z motywem misia i krateczkową wyściółką (i słodkimi koralikami), tacę śniadaniową (pobielona lekko i ozdobiona przyklejoną krateczkową serwetą z małym hafcikiem) oraz zawieszkę-serduszko z literką M i koralikową kokardką:)
Oto zestaw startowy, który niedługo wzbogaci się o inne elementy:)








I zestaw przed modyfikacją:)












w tak zwanym międzyczasie zaczęłam moją przygodę z postarzaniem i bieleniem drewna. Niezwykle pomocny był tu tutorial od Low Flying Angels. Bazą moich pierwszych prób była stara deska do krojenia, a raczej jej fragment:)




Po pierwszych probach wygląda tak i nadaje ostateczny szlif mojemu wiatrołapowi (12 to numer Naszego Wymarzonego Domku)...



Deseczka okazana moim rodzicielom spodobała się i tym sposobem mam pierwsze zlecenie - będę tworzyć takowe półki i parapet do odnawianej obecnie łazienki w domku rodziców:)


Tymczasem żegnam się z Wami i życzę miłego i spokojnego weekendu, a w kolejnych postach opowiem jakie skarby znalazlam na rodzinnym strychu:)

2010/10/08

Ciasteczkowy post...

Wszystko przez kilkuletnią już puszkę po pysznych włoskich ciasteczkach, ktore przywędrowały do nas, a jakże, z Włoch:)Zawsze przed Bożym Narodzeniem trzymam w niej część pierników, czekając aż zmiękną i dlatego po otwarciu pięknie pachnie, korzennie i słodko zarazem...

Brnąc dalej w arabeskowy ornament w moich skromnych progach ozdobiłam ją oczywiście moją ulubioną serwetką, choć niestety, przyznam, że efekty mnie nie zadowoliły, a to dlatego, że pracę po prostu ...pobrudziłam:(
Ale jest jak jest, kłaczki na dobre zagościły wśród arabeskowej plątaniny i choć ta przyszarzała biel doprowadza mnie do rozpaczy to zmieniać póki co puszki nie zamierzam...poczeka cierpliwie, aż dojrzeję do jej kolejnego ozdabiania...




Puszka przed liftingiem:


Na pocieszenie i na uczczenie zakończenia żmudnych prac decu (oj uczą mnie cierpliwości, nie powiem!) zrobiłyśmy z Tuśką owsiane ciasteczka bez pieczenia...palce lizać, choć niestety - mamusia postanowiła ulepszyć przepis doskonały i część cukru zastapić miodem, czego skutkiem są ciasteczka w wersji mordoklejek-ciągutek, gdyż nie stwardniały do końca:)




Książę dozorował prace kuchenne:)



A co tam! u nas nic słodkiego zmarnować się nie ma prawa:) Zjemy łyżeczkami jak będzie taka potrzeba:)

Miłego i słodkiego piątku!!!

2010/10/01

Jak ptaki, kiedy odlatywać poczną...

Jak ptaki, kiedy odlatywać poczną,
Bez przerwy ciągną w dal przestrzeni siną
I, horyzontu granicę widoczną
Raz przekroczywszy - gdzieś bez śladu giną...

Tak pokolenia w nieskończoność mroczną
Nieprzerwanymi łańcuchami płyną,
Nie wiedząc nawet, skąd wyszły... gdzie spoczną...
Ani nad jaką wznoszą się krainą.

W chmurach i burzy lub w blasku promieni,
Podległe skrytych instynktów wskazówce,
Lecą, badając wąski szlak przestrzeni.

Który im znaczą poprzedników hufce -
I tę przelotną grę świateł i cieni,
Jaką w swej krótkiej zobaczą wędrówce.

Adam Asnyk


Bardzo lubię ten wiersz, tak jesienny, melancholijny...


Tymczasem do mnie ptaki przyleciały, całkiem niespodziewanie zasiadły na wrzosach i chyba zadomowią się tu na dłużej..
A to wszystko za sprawą mojej dzisiejszej wyprawy do ulubionej graciarni - zawsze uda się wyłuskać jakieś perełki - tym razem właśnie ptaszki po 50 gr:) i potwornie ciężki świecznik za całe 3 zł oraz koszyczek w wymarzonym kolorze za złotych dwa:)
I tak powstała jesienna dekoracja witająca gości w wiatrołapie:



Oraz małe zmiany w salonowym wystroju:)



Ach, jeszcze upolowany ogromny kosz wiklinowy i drewniana ciuchcia z wagonami i drewniane auto - jednak to do renowacji i efektami pochwalę się w swoim czasie:)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka