2010/08/16

Słodko, domowo, leniwie...

Mój weekend upłynął pod znakiem ciepłego drożdżowego ciasta i burzowego letniego nieba...Było troszkę leniwie, był czas na spacer po pięknym ogrodzie, popołudniową kawkę w towarzystwie pawi...ale po kolei...

W sobotę dokonało się dzieło przetworowe, którego jeszcze nie pokarzę, ponieważ słoiki nadal czekają na szatki:) To już dzisiaj:)Rozpoczął się też żmudny proces powstawania wiśniaka rumowego Wandy Litwinki - póki co czereśnie stoją sobie w garażu zalane miodem:)
Na kolację sobotnią wymyśliłam sobie - ku uciesze i zadowoleniu męża i córci - jagodzianki i kubek gorącego kakao. Krążyli nade mną niczym moje prywatne kuchenne sępiki dopytując "czy już"?, po czym polowa jagodzianek została skonsumowana jeszcze na ciepło...Udało mi się pochwycić nikłą cześć na krótko przed zniknięciem i moja zadowoloną córcie w trakcie konsumpcji maminych wyrobów:)






Jagodzianki oczywiście z przepisu Dorotki z Moich Wypieków ...Są fantastyczne, mięciutkie, puszyste...

Ostatnie trzy sztuki zostały zabrane jako podwieczorek na trawce:) w niedzielę do ogrodu dendrologicznego w Przelewicach...piękne miejsce...ze względu na nieco burzową aurę przypominało mi Tajemniczy Ogród...sami zobaczcie...






i moja mała królewna w bajkowej scenerii:)






Książę ucina sobie zasłużoną drzemkę w pałacowym ogrodzie...ku zazdrości pozostałych członków rodziny i nie tylko:)



Mąż przynosi kawkę...



A ja delektując się ciastem (lody i bitą śmietanę zjadła Matusia)podczytuję "dobre wnętrze"...Było na prawdę wspaniale...

po powrocie jeszcze krótka msza na powietrzu i domowy, upieczony rano, chlebek na kolację...
Przepis od Oli z bloga Leniwe kuchcenie - polecam.

Składniki na mały bochenek (keksówka):

500g mąki
1 jajko
2,5 dkg drożdży
1 łyżeczka soli
300 ml letniej wody (wymiennie mleko)

Na poczatek rozczyn:
3/4 szklanki letniej wody, rozpuszczamy drożdże, dodajemy 1,5 łyżeczki cukru, 2 łyżki mąki , odstawiamy do wyrośnięcia...
Mąkę przesiewamy przez sito ,dodajemy sól, jajko, rozczyn i wodę - delikatnie mieszamy aż się pozlepia, a potem zagniatamy. Jak będzie dobrze wyrobione, to odstawiamy do wyrośnięcia. Im dłużej zagniatamy tym bardziej puszysty i wyrośnięty będzie chleb. Po wyrośnięciu jeszcze raz zagniatamy, układamy w wysmarowaną masłem keksówkę lub na oproszoną mąką podkładkę, odstawiamy aby trochę podrosło i do pieca. Pieczemy niecałą godzinę w ok.190st.



Wczoraj baza zmodyfikowana - mąka pszenna pól na pól z mąką razową żytnią, do tego słonecznik i suszone pomidory....mmm...

9 komentarzy :

  1. Kusisz tym chlebem, oj kusisz. A ja się boję nawet podejść do pieczenia czegokolwiek drożdżowego. Że nie wyrośnie, że opadnie, że zakalec ...
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Twój blog i dom to cudowne klimaty! Dzieciaczki masz słodkie :) no i ten Mąż z kawą ;) a przepis na chleb muszę wypróbować koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj musze zrobic ten chlebek!Sliczne masz dzieciaczki!! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Aniu, ależ sielsko i błogo u Ciebie, czuję zapach tych bajecznych drożdżóweczek, spokój pęknego ogrodu i czas z Rodziną! Idealny weekend! pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzeczywiście, piękny i smakowity weekend:-)
    Pozdrawiam. I życzę równie udanego tygodnia.

    OdpowiedzUsuń
  6. no to ogrodowo nam było... dzieciaczki zjawiskowe a pan z kawa na własciwym miejscu :) pozdrawiam :) Ana już bułeczki to mistrzostwo a ten chleb mnie wywrócił do góry nogami... pare miesięcy po porodzie kobieta z taką energią czyni wokół siebie domowo i radośnie życie ... czy ten pan wie że ma skarb :) ??? ...zawstydzona wyganiam lenia idę robić ziołowe rarytasy i ...trudno zostałam zainfekowana drożdżówkami ...będę dzielna i wkleję u siebie te zapewne zakalce ...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Mira, Ulinka, Aśka, Dentimental Living, Florentyna, Konstancja - dziękuję Wam kobitki za takie miłe słowa, aż się zarumieniłam...to nie tak, że ja taki anioł jestem, bo generalnie to gderliwa i humorzasta ze mnie baba:P
    Konstancja - jaki tam zakalec - chlebuś z tego przepisu wychodzi ZAWSZE:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ana ... ja mam bogate doswiadczenia ...a w konkurencji pt "zakalec" to osiągnięcia olimpijskie:) ... no chyba że blogowe fluidy pomogą :) a gderliwość to do chromosomu X przypisana ...z biologia nie wygramy :)i buziak za inspiracje ziołowe ...oczywiście będziem siem chwalić ale w chwili wolnej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Chlebek pachnie swietnie.Od kiedy sama zaczelam eksperymenty z pieczeniem chleba stwierdzilam ,ze wymaga to duzo cierpliwosci.Jednak domowy chlebus to jest to.Pozdrawiam i dziekuje za odwiedziny.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka