Poweekendowo

by - sierpnia 02, 2010

Szkoda, że nie mogę powiedzieć, iż był to udany spokojny weekend...Zapowiadał się dobrze, w niedzielę wybraliśmy się z mężem i synkiem nad morze, odebrać córcię od dziadków i przywieźć ją do domku po prawie tygodniowej absencji.

Nad morzem, choć byliśmy tam tylko chwilkę, odpoczęłam - szum fal zawsze działał na mnie kojąco...ale też usypiająco...niestety:( Zarwana nocka (z powodu karmienia), wczesna pobudka (po 5 rano) i poranna jazda zrobiły swoje. Byłam zmęczona i nieostrożna...
Powrót do domu zakończył się stłuczką:(( Na szczęście nic nikomu się nie stało, bo uderzyłam w auto przede mną ruszając ze skrzyżowania. Matusia nawet się nie obudziła...ale moje nerwy puściły i jeszcze teraz na samo wspomnienie trzęsą mi się ręce...pierwszy raz od kiedy mam prawo jazdy (a w grudniu minie pięć lat) spowodowałam wypadek, przez własną nieuwagę naraziłam zdrowie dzieci i tego nie mogę sobie darować. Cały czas moje myśli krążą wokół tej stłuczki i choć wszyscy pocieszają mnie, że nic się nie stało i każdemu kierowcy takie "wpadki" się zdarzają to ja mam nauczkę - mam nadzieję - na całe życie...

Auto do naprawy, pęknięta lampa, uszkodzony zderzak i belka. do tego jeden dzień nad morzem kosztował nas baaardzo wiele - i nerwów i pieniędzy:(

Próbowałam dziś zająć swoje myśli czymś innym i zabrałam się za kwiaty. W moim domu żywe kwiaty - zwłaszcza te doniczkowe - goszczą od bardzo niedawna. W końcu dojrzałam do ich "hodowli", wcześniej każda podarowana mi nieroztropnie roślinka umierała śmiercią głodowa lub po prostu przez zaniedbanie. wstyd się przyznać...Teraz nadrabiam zaległości i moje oko cieszy każdy nowy listek...






You May Also Like

4 comments

ETYKIETY